Sport.pl

Żużlowe lubuskie derby! Kiedyś bywało bardzo niespokojnie [ZDJĘCIA]

W niedzielę o godz. 19 na zielonogórskim torze dojdzie do starcia odwiecznych rywali, sąsiadów zza miedzy - Falubaz Zielona Góra kontra Stal Gorzów. Derby, czy jak kto woli 'święta wojna', to zwykle widowisko o wysokim stopniu dramaturgii. Czy jednak teraz kibice derbowymi pojedynkami ekscytują się tak samo, jak dawniej? Kiedyś fani lubuskich drużyn przerywali urlopy, odkładali wyjazdy, organizowali zakładowe wycieczki, by tylko obejrzeć najważniejszy mecz sezonu. Derbami emocjonowaliśmy się 'od zawsze'. Bo naprawdę było czym.

Świętą wojnę zaczęliśmy w latach 60.

Historia zielonogórsko-gorzowskich pojedynków zaczęła się w II lidze. W latach 1960-61 wielkich emocji jeszcze nie było. Ale później, z roku na rok na stadionach robiło się coraz bardziej gorąco. I to nie tylko dlatego, że większość meczów rozgrywana była latem. Wybijane szyby w autokarach, palone flagi, brutalne faule, a nawet mordobicie na torze. Do tego powyrywane ławki i sypiące się na tor butelki. Bywało, że tak właśnie wyglądały lubuskie derby.

Szalejący Huszcza. Górą tylko Proch

Po raz pierwszy żużlowcy z Gorzowa i Zielonej Góry w meczu ekstraklasy spotkali się w 1965 r. Przez 13 kolejnych lat, poza drobnymi incydentami z udziałem kibiców, nie było poważniejszych awantur. Aż do 1978 r. To był mecz o wyjątkowej dramaturgii. Ówczesny beniaminek ekstraklasy - Falubaz - w drugiej rundzie rozgrywek podejmował aktualnego drużynowego mistrza Polski z Gorzowa. Spotkaniu towarzyszyło ogromne zainteresowanie, a smaczku dodawał fakt, że w ekipie gości wystartował niedawny idol miejscowych - Bolesław Proch. On, jako jedyny w tym meczu pokonał wschodzącą gwiazdę zielonogórskiego speedway'a - Andrzeja Huszczę.

Dramatyczny mecz i koniec kariery

Już pierwszy wyścig derbów 1978 r. wywołał burzę na trybunach. Tuż po starcie doszło do groźnego wypadku z udziałem gorzowianina Edwarda Jancarza i zawodnika Falubazu Aleksandra Grygora. Zielonogórzanin po tym wypadku już nigdy nie wrócił na tor. Drugi bieg to kolejna wywrotka. Tym razem zawodnik gości Marek Towalski sfaulował Jana Ratajczyka.

A pojedynek wciąż trwał

Dramatyczne derby do końca przebiegały w nerwowej atmosferze, a zakończyły się niespodziewanym zwycięstwem Falubazu 62:45. Na tym jednak emocje się nie skończyły. - Po meczu rozpoczął się drugi, bardziej dramatyczny pojedynek, pomiędzy sympatykami obu zespołów - tak w wydaniu specjalnym "Tygodnika Żużlowego" zatytułowanym "Złota drużyna" wspomina tamten mecz gorzowski dziennikarz Robert Borowy. - Walka toczona na kamienie, ławki, pręty przypominała dzisiejsze konfrontacje kibiców piłkarskich. Większość samochodów i autokarów z rejestracjami gorzowskimi wracała bez szyb i z uszkodzonymi karoseriami. Wiele osób było rannych. Kilka miesięcy później nastąpił rewanż w Gorzowie i właśnie dlatego tamte derby pozostawiły w pamięci ich uczestników bardzo smutny obraz.

Agresja nieodłącznym elementem

Bijatyki naszych kibiców w 1978 r. były elementem zjawiska, które pod koniec lat 70. po raz pierwszy zaobserwowano na polskich stadionach żużlowych. Wtedy pojawiły się grupy fanów, które swój wizerunek stworzyły na podobieństwo piłkarskich szalikowców - chuliganów. Wiadomo, że kibice z Zielonej Góry i Gorzowa nie lubią się od zawsze, a na spotkania derbowe mobilizują się szczególnie, chcąc udowodnić swoją wyższość nad sąsiadem zza miedzy. Niestety to oni często byli w centrum uwagi spotkań derbowych. Pościgi w okolicach stadionów, zamieszki wokół dworców kolejowych to nierzadkie obrazki, które towarzyszyły pojedynkom lubuskich żużlowców.

Płonące flagi na trybunach

W innych latach lubuscy fani również nie ustrzegli się skandalicznego zachowania. Szczególnie bogaty pod tym względem był sezon 1991. Kilka godzin przed meczem w Zielonej Górze grupa chuliganów z Gorzowa postanowiła siłą zdobyć stadion przy ul. Wrocławskiej. Pod nieobecność policji na obiekcie stoczyli bitwę z ochroniarzami. W efekcie kilku mężczyzn pilnujących porządku musiało skorzystać z pomocy lekarskiej. Na rewanż do Gorzowa ekipa Morawskiego Zielona Góra jechała w roli faworyta, co dotychczas zdarzało się niezwykle rzadko. Był to mecz przedostatniej kolejki i ewentualne zwycięstwo zielonogórzan dawało im niemal pewny tytuł mistrza Polski. Przez cały mecz na trybunach było niespokojnie. W sektorze zajmowanym przez zielonogórzan kilka razy interweniowała policja. Z tej części trybun często na tor leciały kamienie i kawałki zniszczonych ławek. Ogień na stadionach pojawia się rzadko, ale tym razem kilkakrotnie płonęły flagi z żółto-niebieskimi barwami gorzowskiego klubu. Po spotkaniu zwaśnione strony próbowały porównać swoje siły poza stadionem. Policja jednak rozgoniła obie grupy.

Ostry "Szymek" wykluczony

W tym samym pojedynku (1991) nie mniej niespokojnie było na torze. Po pięciu wyścigach był remis. Trener zielonogórzan Czesław Czernicki zdecydował się na wystawienie do szóstej gonitwy swojego "jokera" Jarosława Szymkowiaka, który zastąpił Tomasza Kruka. Zaraz po starcie na czele stawki mknął Jimmy Nilsen, ale za nim trwała zacięta walka między "Szymkiem" i Piotrem Świstem. Zielonogórzanin tak bardzo chciał wyprzedzić kapitana miejscowych, że na jednym z łuków wjechał w rywala, powodując groźny wypadek. Sędzia zawodów wykluczył Jarosława Szymkowiaka do końca spotkania. - Myślę, że to była zbyt dotkliwa kara - wspominał po latach "Szymek". - Ale wówczas mecze rządziły się innymi prawami, a tym bardziej derby. Sędziowie też reagowali inaczej niż zwykle. Wtedy jeździło więcej polskich zawodników, więc czuło się prawdziwą rywalizację. Dziś obcokrajowców jest tylu, że można przed meczem wśród nich przebierać. Czas pokaże, że nie wszyscy z nich radzą sobie na polskich torach.

Mordobicie na torze

Wykluczenie Jarosława Szymkowiaka nie było jedyną karą wymierzoną wtedy w żużlowca Morawskiego. Po wypadku na leżącego tuż pod bandą "Szymka" posypały się z trybun puszki i butelki. Kiedy zielonogórzanin doszedł do siebie i o własnych siłach szedł do parkingu, do akcji wkroczył ojciec Piotra Śwista, który ciosem powalił zawodnika na tor. Trener gorzowian Stanisław Chomski o to, co się wydarzyło, obwiniał szkoleniowca i działaczy zielonogórskiego zespołu. - Goście walczyli o dużą stawkę, ale mam żal do opiekunów drużyny, że tak nastawili swoich zawodników - mówił wtedy trener Stali. - Dobrze, że po tak chamskim zachowaniu Szymkowiaka nikomu nic się nie stało.

"Franka" zielonogórski komplet

Żużlowcy rzadko są bezbłędni na obcych torach i wykręcają komplety punktów. Jednym z trzech zawodników z Gorzowa, którym ta sztuka udała się w Zielonej Górze jest obok Piotra Śwista i Tony Rickardssona - Ryszard Franczyszyn. W 1990 r. Stal nie jechała na derby w roli faworyta. Falubaz na swoim torze nie zwykł wtedy przegrywać, a Stalowcy z trudem przyzwyczajali się do myśli, że muszą sobie radzić bez swojego lidera - Piotra Śwista, który uległ makabrycznemu wypadkowi na turnieju par w Austrii. Pięć dni przez meczem w Zielonej Górze zostali rozgromieni w Lublinie 17:72. - Niewielu w nas wierzyło, ale my wiedzieliśmy, że to będzie zupełnie inny mecz - wspominał Ryszard Franczyszyn. - Sąsiedzi nie mieli przed sobą tajemnic. Ze względu na bliską odległość często spotykaliśmy się na torze. Zadecydowała dyspozycja dnia, a to akurat były wielkie chwile Franczyszyna, który w pięciu startach nie dał nikomu szans. Niespodziewanie aż 11 pkt i trzy zwycięstwa dołożył Cezary Owiżyc. Był to jego przedostatni występ w barwach Stali przed zagranicznym wyjazdem. Niedoceniani gorzowianie wygrali 49:41.

Zapomnieli małp, ale wygrali

Dopiero w 28 derbowym pojedynku Falubaz po raz pierwszy wygrał na gorzowskim torze. W 1982 r. goście triumfowali 47:43. Na to spotkanie zielonogórzanie pojechali bez plastronów z Myszką Miki. Miejscowi pożyczyli im swoje. - Gorzowscy kibice śmiali się z nas i mówili, że Falubaz zapomniał swoich małp - wspomina zielonogórski kibic Piotr Kostyło, świadek kilkudziesięciu derbowych meczów. Falubaz rok wcześniej wygrał derbowy wyjazd, ale mecz w sezonie 1981 odbył się w Poznaniu. Tam Stal rozgrywała swoje mecze, bo tor w Gorzowie był modernizowany. Sukces na Golęcinie bardzo zbliżył zielonogórzan do zdobycia pierwszego w historii klubu tytułu drużynowego mistrza Polski.

Były też inne ważne derby

Oprócz spotkań ligowych lubuskie zespoły rywalizowały jeszcze w kilku innych ważnych meczach. W 1962 r. Zgrzeblarki i Stal zmierzyły się w pojedynkach barażowych o wejście do ekstraklasy. Oba spotkania wygrali gorzowianie - 45:33 i 52:25. A w 1992 r. nasze ekipy stanęły do walki w finałowych meczach Pucharu Polski. W Zielonej Górze drużyna Morawskiego zwyciężyła 56:34, a w Gorzowie Stal wygrała 46:44.

Derbowe naj, naj, naj... (stan na 2012 r.)

Najwięcej startów: Andrzej Huszcza (Zielona Góra) - 41 spotkań, Jerzy Rembas (Gorzów) - 25, Sławomir Dudek (Zielona Góra), Ryszard Franczyszyn (Gorzów) - po 24, Piotr Świst, Mieczysław Woźniak (obaj Gorzów) - po 22, Jarosław Szymkowiak (Zielona Góra), Edward Jancarz (Gorzów) - po 21, Krzysztof Okupski (Gorzów) - 20.

Najwięcej punktów: Andrzej Huszcza (Zielona Góra) - 443, Jerzy Rembas (Gorzów) - 260, Piotr Świst (Gorzów) - 256 pkt, Edward Jancarz (Gorzów) - 201, Ryszard Franczyszyn (Gorzów) - 197, Bogusław Nowak (Gorzów) - 170, Jarosław Szymkowiak (Zielona Góra) - 148.

Najwyższe zwycięstwa: Stal - LPŻ 60:18 (1961), Stal - Falubaz 66:24 (1987), Zgrzeblarki - Stal 24:54 (1966), Stal - Falubaz 68:39 (1978), Stal - Zgrzeblarki 53:25 (1965), Falubaz - Stal 25:53 (1974), Falubaz - Stal 58:32 (1985), Stal - Morawski 58:32 (1994), Pergo - ZKŻ 58:32 (1998), Falubaz - Stal 69:21 (2006), Falubaz - Stal 63:27 (2009).

Gorzowianie wciąż lepsi (stan na 2012 r.)

Bilans derbowych meczów w lidze: 75 spotkań - 43  zwycięstwa Stali - 31 wygranych Falubazu - 2 remisy.

Najdłuższa seria zwycięstw gorzowian: 8 meczów w latach 1960-66.

Najdłuższa seria zwycięstw zielonogórzan: 5 meczów w latach 1981-83 i 2006-09.