Sport.pl

Chwiały się wszystkie wielkie wieże Stelmetu. Jure, w tobie nadzieja!

Przewlekle kontuzjowany Tomasz Kęsicki. Adam Łapeta, któremu nie miał kto zaszyć rozdartej kurtki. Chudzinka na ławce rezerwowych - Milos Lopicić. Zaginiony w (obronnej) akcji Daniel Johnson. Od powrotu do ekstraklasy koszykarski klub z Zielonej Góry zatrudniał czterech graczy ze wzrostem powyżej 210 cm. Żaden z nich fanów Zastalu i Stelmecie nie rzucił na kolana. Może ten piąty - Chorwat Jure Lalić zrobi wyjątek?

Tomasz Kęsicki, 213 cm wzrostu. Nie zagra, bo leczy kontuzję

Ligowy debiut Tomasza Kęsickiego w Zastalu to był mecz!

U schyłku października 2010 r. zielonogórska drużyna po fenomenalnych akcjach Waltera Hodge?a dopadła na finiszu czwartej kwarty zespół PBG Basket Poznań, a później zwyciężyła po dogrywce. 22 punkty na świetnej skuteczności zdobył Tomasz Kęsicki. - Oj, dobrze, że wieżowiec ozdrowiał akurat na sobotę! - komentowaliśmy na Zielonagora.sport.pl.

Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że sezon upłynie w oczekiwaniu na powroty do gry koszykarza po wyleczeniu kontuzji. Później częściej używaliśmy określenia: człowiek, którego zabraknie...

Na stronie PLK.pl istnieje krótka notka o zawodniku Kęsickim: - Środkowy uznawany jeszcze kilka lat temu za wielki talent. Rozwój jego kariery uniemożliwiły liczne kontuzje.

Nic dodać, nic ująć. W Zastalu w sezonie 2010-2011 uczestniczył w 15 meczach. Jego średnie: 16,5 min gry, 5,5 pkt, 4,3 zbiórki. W kolejnym cyklu rozgrywek zielonogórski klub już nie chciał powtórki z niepewności. Kęsicki przeniósł się do Kotwicy Kołobrzeg. W jej barwach rozegrał ostatni mecz w TBL. Co robi dziś?

Adam Łapeta, 217 cm wzrostu. Jaka praca, taka płaca

Latem 2012 r. Łapeta pierwszy raz odważył się ruszyć z Trójmiasta. Z przenosinami do Zielonej Góry wiązał wielkie nadzieje, a jego nowi pracodawcy chyba jeszcze większe.

Łapeta miał w Stelmecie wyjść z cienia i pokazać światu, że stać go na więcej niż zmiany dla podstawowych centrów najlepszej drużyny w lidze. Otóż gdyby oceniać po tym, co stało się w Zielonej Górze, to jednak nie stać...

Rozegrał 12 spotkań. 11 z nich zaczynał w pierwszej piątce. Ale efekty tego były kiepskie i coraz gorsze. Średnie to: 13 minut gry, 2,6 zbiórki, 3,8 pkt. Współpraca trwała ledwie pięć miesięcy. Łapeta zwykle zaczynał mecz od błyskotliwej akcji. Po czym stawało się prawdopodobne, że na kolejną równie błyskotliwą wykona dopiero za tydzień. I to nie miało przyszłości.

Rozstając się, koszykarz lansował wersję, że nie pasował do koncepcji trenera Mihailo Uvalina. Jakiś czas później poskarżył się, że Stelmet okazał się niesolidnym płatnikiem. Łapeta wytknął przy tym i obśmiał, że szefowie Stelmetu nalegali na zwrot klubowej kurtki, która była podarta.

Janusz Jasiński, właściciel zielonogórskiego klubu, chyba trochę się wtedy rozsierdził? - Adaś nigdy wcześniej w ekstraklasie nie był postacią ważną, pierwszoplanową. Od nas dostał taką szansę. I o co może mieć teraz pretensje? Że nas wykorzystał i go przepłacaliśmy? My oszukiwać i okradać się nie pozwolimy - zastrzegał Jasiński. - Ach, i tę kurtkę to przecież nie ja mu podarłem...

Z Zielonej Góry Łapeta przeniósł się do Włocławka, a stamtąd do ligi litewskiej.

Milos Lopicić, 216 cm wzrostu. Inwestycja porzucona w pół drogi

Na początku sezonu 2012-2013 zielonogórska drużyna miała w składzie dwie przewyższające resztę ligi wieże - Łapetę oraz Czarnogórca Milosa Lopicicia. Temu drugiemu nikt nie dawał szansy na pierwsze skrzypce, a już na pewno nie w pierwszym sezonie. To miała być inwestycja. - Został zatrudniony, by pełnić rolę młodego zawodnika, który będzie pogodzony z długim siedzeniem na ławce oraz gotowy do dobrej zmiany - tłumaczył Mihailo Uvalin, trener Stelmetu.

Z obowiązku siedzenia na ławie Lopicić wywiązywał się znakomicie. Z dobrymi zmianami było już gorzej. Mocniejsi fizycznie środkowi przestawiali gracza Stelmetu, jak chcieli. Brakowało mu masy i siły.

Czarnogórzec zagrał w 19 spotkaniach Tauron Basket Ligi. Zdobywał średnio 1,3 punktu oraz 1,1 zbiórki na mecz. Zielonogórski klub zrezygnował z inwestycji w połowie dwuletniego kontraktu. Ale koszykarzowi został na pamiątkę złoty medal mistrzostw Polski. Dziś Czarnogórzec gra w Mariborze i w swoim zespole znaczy o wiele więcej niż znaczył w Stelmecie.

Ciekawostka. Raz trener Uvalin zabrał Lopicicia na pomeczową konferencję. Słynną konferencję! Po przegranej 88:102 z Polpharmą w Starogardzie Gdańskim reprezentanci Stelmetu obrazili się i odpowiadali na pytania dziennikarzy: - Bez komentarza!

No to, bez komentarza...

Stelmet Zielona Góra - Budocnost Podgorica Stelmet Zielona Góra - Budocnost Podgorica Mariusz Kowalaszek

Daniel Johnson, 212 cm wzrostu. Punktualny

Stelmet nie odkrył Ameryki, ale próbował odkryć talent z Australii. Latem 2014 trenerowi Andrzejowi Adamkowi wydawało się, że wyciągnął zwycięski los na loterii - koszykarza, którego jeszcze nikt w Europie nie znał, ale miał poznać z dobrej gry w barwach Stelmetu... I tak pewnie by się stało, gdyby to była bajka. Ale w rzeczywistości nikt z rywali nie zazdrościł zielonogórzanom Daniela Johnsona. Nie chodzi o to, że po przylocie do Polski zawodnikowi co nieco ubyło z zapowiadanych 212 cm wzrostu. Problemy tkwiły w grze. Sam Adamek nie bał się słów o rozczarowaniu. Mówił, że z Australijczyka nie ma wielkiej pociechy w obronie. Później Saso Filipovski, który zmienił Adamka, mniej na ten temat mówił, ale więcej robił. Tzn. znacznie ograniczył rolę i minuty gry dla Johnsona.

W połowie stycznia koszykarz i zielonogórski klub powiedzieli sobie: - Dość! DJ wrócił do Australii. W Polsce stanęło na 16 spotkaniach ze średnią 12 minuty gry, 5,6 pkt, 2,3 zbiórki. Walter Jeklin, generalny menedżer Stelmetu starał się zdobyć na miłe słowa: - DJ to mega profesjonalista w sensie podejścia do treningów. Na żaden z nich się nie spóźnił i na wszystkich dawał z siebie tyle ile potrafił.

Jure Lalić Jure Lalić Photo 2014 abaliga.com

Jure Lalić, 211 cm wzrostu. Ma się wpasować, pomóc i nie burzyć

Czy Chorwat pokaże, że gracze, którzy mają więcej niż 210 cm wzrostu, mogą być w Stelmecie bardzo, bardzo potrzebni? Może być mu o tyle łatwiej, że chyba już na starcie stało się jasne, że szefowie klubu nie spodziewają się gwiazdy ligi.

- Bardzo zależy nam na tym, żeby nie zburzyć dobrze stworzonej hierarchii i żeby pojawienie się nowego zawodnika nie zachwiało tego, co zostało zbudowane - tłumaczy Jeklin. Należy z tego wnioskować, że Stelmet bierze zmiennika dla Hrycaniuka. A skoro Lalić, według rekomendacji Filipovskiego, jest doświadczonym i mądrym podkoszowym zawodnikiem, to powinien sobie poradzić.