Sport.pl

Mecz na szczycie TBL: Pancerny Stelmet czy Dzikość serca Turowa?

Sportowcy zwykle jak ognia unikają stwierdzeń, że czeka ich nadzwyczajnie ważny mecz. Czy przed niedzielnym starciem dwóch potęg Tauron Basket Ligi znów usłyszymy, że to mecz jak każdy inny? - Tak, mecz jest jak każdy inny, tylko rywal wyjątkowy - odrzekł Aaron Cel, skrzydłowy Stelmetu i reprezentacji Polski. My liczymy, że w niedzielę o godz. 20 w zielonogórskiej arenie CRS zacznie się niezwykły mecz niezwykłych drużyn.
PGE Turów Zgorzelec mistrzem Polski PGE Turów Zgorzelec mistrzem Polski Fot. Kacper Kubiak

Rzecz o wyjątkowości Turowa - I

Na czym polega wyjątkowość Turowa? Że mistrz Polski, że w tym sezonie jedyny reprezentant Tauron Basket Ligi w Eurolidze, że bogaty klub, że świetni zawodnicy i trener, że dłuuuga seria ligowych zwycięstw, że lokata lidera - to wszystko takie oczywiste oczywistości. Ciekawiej się zrobi, jeśli spojrzeć na styl gry zespołu ze Zgorzelca oraz ubrać niedzielny mecz ze Stelmetem w szaty prawie derbowe. Tu przydałby się jakiś kontrowersyjny cytacik z Janusza Jasińskiego, właściciela Stelmetu. Ale nie będziemy nic odgrzewać. Bo może jeszcze przed niedzielnym wieczorem Jasiński błyśnie czymś nowym o grzechach koszykarskiego Zgorzelca...

Na ten czas wracamy do dobrych uczynków. A tu zamiłowanie do szybkiego, wręcz totalnego ataku obecnej ekipy PGE Turowa łamie wytwarzany przez lata stereotyp, że sukcesy gwarantuje po pierwsze obrona, po drugie obrona, a po trzecie obrona.

Występy zespołu ze Zgorzelca są w Polsce jak powiew wprost z NBA. Widowisko, efektowne akcje, dużo koszy i wrażeń. Bariera 100 punktów to dla graczy Turowa żadna bariera. Jak oni to robią? Tak, że w mgnieniu oka zbierają się spod własnego kosza do kontry, są zgrani, mają plejadę utalentowanych strzelców, którzy trafiają z dystansu oraz graczy szybkich, obdarzonych talentem do mijania obrońców.

Tylko wiecie, bardzo pomyli się ktoś, kto pomyśli, że w niedzielę przyjedzie do Zielonej Góry ekipa chaotyków, którzy ganiają po boisku bez ładu i składu - byle do przodu oraz rzucają z każdej pozycji - byle w stronę kosza.

Turów Zgorzelec gra o awans Turów Zgorzelec gra o awans Jacek Rydecki

Rzecz o wyjątkowości Turowa - II

Saso Filipovski, trener Stelmetu, uznał, że w Zgorzelcu nie da się wyłonić jednego gracza, który dominuje nad resztą. Ale dla nas lider i as atutowy PGE Turowa nazywa się Mardy Collins, koszykarz wyjątkowo wszechstronny ogarnia pozycje od jedynki do trójki i w ogóle jest wyjątkowy. Mardy na boisku nie wykonuje zbędnych ruchów, bywa nawet flegmatyczny, wszystkie kroki ma jakby policzone. Ale Mardy po prostu nie musi biegać tak, żeby załapać się na główne ujęcie z kamery. On przyciąga uwagę, wiele umie, zmienia tempo gry, wspaniale podaje. I chociaż koncentrujemy się na ofensywnej sile Turowa, Mardy bywa obrońcą, który może unieszczęśliwić każdego przeciwnika. Cieszymy się, że końcu wystąpi w Zielonej Górze.

Filipovski, który swoja trenerska markę budował kilka lat temu, pracując w Zgorzelcu, widzi mistrza i lidera TBL m.in. tak: - Na papierze są mocniejsi niż my. 12 równych, mocnych graczy, a zatem wchodzący do gry z ławki nie wnoszą ze sobą na boisko słabości, tylko świeżą moc. Dzięki temu minuty rozkładają się równo na wielu zawodników, a koszykarze mogą grać szybko i intensywnie przez cały mecz. Przynajmniej trzej nominalni podkoszowi (Damian Kulig, Filip Dylewicz, Vlad-Sorin Moldoveanu) świetnie czują się na obwodzie i trafiają z dystansu, a do tego najszybszy strzelec na koszykarskim zachodzie Michał Chyliński, któremu ułamek sekundy wystarczy, by rzucić.

Ostatnie zmiany w składzie PGE Turowa? Minus dwóch graczy (Uros Nikolić i Łukasz Wiśniewski), plus jeden (Olek Czyż) - czy w tych ruchach kryje się czynnik zwiększający szanse Stelmetu? - Gdyby te zmiany miały w sposób istotny osłabić skład Turowa, to by ich po prostu nie było, bo klub nie robiłby czegoś wbrew sobie - logicznie rozwiał nadzieje Filipovski.

Mecz Stelmet Zielone Góra-Rosa Radom Mecz Stelmet Zielone Góra-Rosa Radom fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta

Rzecz o wyjątkowości Stelmetu

Zielonogórska drużyna z sezonu 2014/2015 to trochę jakby dwie drużyny. Ta pierwsza trenera Andrzeja Adamka miewała obiecujące momenty, ale ogólny efekt wyjątkowo daleko odbiegał od zamierzeń i oczekiwał. Tamten Stelmet był w stanie przegrać wszędzie i z każdym. Reforma Adamka została przerwana chyba głównie dlatego, że trener stracił wiarę w doprowadzenie sprawy do szczęśliwego końca.

Stelmet Filipovskiego jeszcze się krystalizuje, ale efekty współpracy z nowym trenerem widać wyraźnie. Słoweniec wyszedł z prostego założenia, że w zastanym stanie jego drużyna przegra wyścig na wymianę ognia z każdym europejskim średniakiem. Uznał zatem, że lepsza od spotkań z wynikami 103:104 będzie koszykówka szarpana i siermiężna, byle była kontrolowana przez jego graczy, a przeciwnik nie mógł się rozpędzić i po każdy punkt musiał się przedzierać przez solidne zasieki obronne, kończyć grę z siniakami na rękach.

Filipovski zapewnia, że w niedzielę też nie da się sprowokować i nie pójdzie ze swoim wojskiem na otwartą strzelaninę. Stelmet raczej skoncentruje się na tym, by hamować, zwalniać tempo narzucane przez Turów i wymuszać błędy

- Piłka jest okrągła, a dotąd chyba żaden koszykarski mecz nie skończył się wynikiem 150:0, bo jednak każdemu błędy się zdarzają. My chcemy sprawić niespodziankę i zagrać najlepszy mecz w sezonie - rozprawia trener Stelmetu. Koszykarze nie mogą mu nie wierzyć. Pójdą za nim w dym. Przekonali się, że kierunek, w którym prowadzi Słoweniec, przynosi zwycięskie efekty.

Czy w meczu na szczycie TBL zielonogórska obrona okaże stłamsi atak Turowa? - To się okaże dopiero na boisku - odpowiada Łukasz Koszarek, kapitan zielonogórskiego zespołu. Ale jeszcze zanim drużyny wybiegną na parkiet w arenie CRS, warto założyć, że na twardą obronę wicemistrza, mistrz odpowie w ten sam sposób. Będzie to jednak znaczyło, że Filipovski sprowadził walkę do takiego poziomu, jaki on chciał.

Rzecz o Robinsonie

Drugi raz w barwach Stelmetu zagra Russel Robinson i może się zdarzyć, że... ostatni. Po niedzielnym meczu skończy się bowiem okres próbny Amerykanina w Zielonej Górze. O wiele bardziej prawdopodobna wersja: Robinson jednak zostanie.

Filipovski wypowiada się o nim pozytywnie. Wie, że trafił na gracza, który wcześniej czy później odbuduje swoją formę fizyczną, a wtedy zagwarantuje mu poziom akuratny na finał play-off w TBL.

Russell to wszak mistrz NCAA i cała Zielona Góra już widziała, że w koszykówkę grać potrafi, gdy robił to dwa lata temu w barwach Turowa. Gdy w finałach play-off z 2013 r. Stelmet wygrywał 4:0 ze Zgorzelcem, najtrudniejszego przeciwnika miał właśnie w Robinsonie.

W Stelmecie jest bardzo potrzebny zmiennik dla Łukasza Koszarka. - Na Koszarku spoczywało ostatnio za dużo odpowiedzialności. Musiał grać w każdym meczu po 36-38 minut - tłumaczył Filipovski.

Robinsonowi brakuje wprawdzie rytmu meczowego. Ale zależy mu. Chce się pokazać, pracować, nie będzie grymasił na rolę zmiennika, a zielonogórski klub chyba nie szarpnie się w tym roku na nikogo lepszego, o czym Filipovski na pewno wie.

Jakakolwiek decyzja w sprawie kontraktu z Amerykaninem zapadnie po niedzieli, trzeba się liczyć z tym, że drugi występ Robinsona w Stelmecie będzie gorszy niż pierwszy. W Starogardzie zagrał - jak to się mówi - na świeżości. Teraz wpadł w rytm treningowy i mógł złapać zadyszkę, a do tego trafi się przeciwnik, który błędy i spowolnienie obnaży.