12 strzałów o sporcie w Zielonej Górze '2014

Zabieramy was na niespieszną przejażdżkę dookoła zielonogórskiego sportu. Co tu się działo w 2014 r.? Jak zwykle dużo i ciekawie. Straciliśmy pływackiego asa i na pewien czas ulubionego żużlowca. Nasz najbardziej znany prezes przestał być prezesem, chociaż chyba jednak nie przestał... Troszkę się budowało, remontowało, medali zdobywało. Bez zachowania chronologii i bez stopniowania wagi zdarzeń, za to z garścią ciekawostek i refleksji. Ruszamy!

Najlepszy sportowiec miasta w filmie Bez przebaczenia

Pływak Radosław Kawęcki i trener Jacek Miciul tworzyli jedną z najlepszych i najbardziej niezawodnych firm polskiego sportu. Płacili za to wysoką cenę i pewnie obaj harowali, ale zawsze i wszędzie można było na nich liczyć. Na tzw. krótkim basenie pływak Kornera Zielona Góra bił cała światową czołówkę w wyścigu na 200 m stylem grzbietowym. Gdy zaś rywalizacja przenosiła się na tzw. długi i bardziej prestiżowy basen, tylko dwie-trzy gwiazdy z USA i Japonii dobijały do mety przed Radkiem. Przy czym sprawy układały się w ten sposób, że 23-letni zielonogórzanin jako najmłodszy w tym towarzystwie powoli i systematycznie gonił starszych mistrzów. A pościg miał zakończyć bardzo spektakularnie - złotem na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro 2016!

Niewykluczone zresztą, że Kawęcki to zrobi. Jednak już nie jako reprezentant klubu z Zielonej Góry i już bez Miciula. Zdarzył się bowiem w ub. roku taki dzień, w którym pływak i trener starli się. Padło o jedno słowo za dużo. I Kawęcki nie zdzierżył. Zawziął się, zażądał rozwodu.

Dziś pływa już pod sztandarem AZS AWF Warszawa według rozpiski trenera Pawła Słomińskiego. Na pożegnanie z Kornerem sięgnął w sierpniu w Berlinie po tytuł mistrza Europy. Na powitanie ze stolicą sięgnął w grudniu w Dausze po mistrzostwo świata! Drugiego takiego sportowca Zielona Góra może się prędko nie doczekać. A najbardziej przykre w tej całej sprawie jest chyba to, że rozstanie wcale nie musiało się zdarzyć. Kawęcki i Miciul na pewno tego nie planowali. Naprawdę szkoda.

Jeszcze nigdy tak wielu nie stanęło tu na starcie

Wyborcza biega, namawia do biegania i z całych sił kibicuje biegaczom. Wyczynowcom też, ale w tym wypadku chodzi o amatorów. Takich, co to po pracy czy przed pracą ukradną sobie trochę wolnego czasu, by pobiegać. Świętem dla amatorów biegania bywa start w ulicznym: maratonie, półmaratonie, dyszce, piątce itd. itp. Tyle że w Zielonej Górze biegacze nie dostawali wielu okazji, by świętować. Przez lata cała oferta sprowadzała się do organizowanego przez Lubuskie TKKF Nocnego Biegu Bachusa. Później doszedł półmaraton w Przytoku, ruszyła sztafeta biegowa na trasie Zielona Góra - Cottbus. Biegaczom ciągle było jednak mało. Na szczęście świat się zmienia i nie znosi pustki. Zielonogórskie Bractwo Biegaczy zaoferowało kros pt. Parszywa Dwunastka oraz Maraton Wina i Miodu. MOSiR w Zielonej Górze zrealizował charytatywne biegowe wyzwanie z cyklu Rak. To się leczy. Bachusa już tradycyjnie poprzedza biegowa drużynówka spod szyldu Lotto. Wreszcie Stowarzyszenie Biegam - Pomagam ma już w dorobku trzy półmaratony. I właśnie ostatni z nich - we wrzeniu 2014 przejdzie do historii jako pierwsza sportowa impreza Zielonej Góry, w której w jednym miejscu i czasie na starcie stanęło ponad tysiąc osób. Mało, że stanęło! 1010 przebiegło 21 km i 97,5 m. Brawo dla uczestników i organizatorów! Coś słyszeliśmy, że na 2015 r. zmieni się trasa. Zamiast dwóch pętli pojawi się jedna - dłuższa. Może będzie jeszcze ciekawiej oraz jeszcze więcej uradowanych biegaczy?

Siatkarze Zaksy zdobyli Puchar Polski Siatkarze Zaksy zdobyli Puchar Polski Fot. Kacper Kubiak / Agencja Gazeta

Obiekt bez sponsora, ale w środku gwiazdy hasają

Hala CRS przybliżyła Zieloną Górę do wielkie sportu i wielki sport do Zielonej Góry. Od otwarcia władze miasta i MOSiR realizują plan: przynajmniej jedna wystrzałowa impreza w roku pod dachem CRS. Zagościła już u nas reprezentacyjna siatkówka kobiet oraz mężczyzn, reprezentacyjna piłka ręczna kobiet oraz mężczyzn, reprezentacyjny tenis, reprezentacyjna halowa piłka nożna, czarowały światowe gwiazdy snookera, reprezentacyjny tenis stołowy, reprezentacyjna koszykówka oraz Euroliga. Oczywiście CRS wywołała też rewolucję w ligowym życiu Zastalu/Stelmetu.

Numer jeden roku 2014? Dla nas finałowy turniej o Puchar Polski siatkarzy. Przyjechały i zagrały wszystkie najlepsze drużyny PlusLigi, a w siatkówce męskiej to akurat coś znaczy nie tylko w krajowym, lecz także europejskim i światowym wymiarze. Bo PlusLiga zwabia świetnych siatkarzy, a zespoły liczą się w rozgrywkach o europejskie puchary. CRS okazała się szczęśliwa dla ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i jej asa Pawła Zagumnego. W finałowym meczu ZAKSA pokonała Jastrzębski Węgiel. I w nawiązaniu do tej ostatniej drużyny przypominamy państwu ciekawostkę. Otóż zdarzyło się, że w jednym sezonie halowym na przełomie 2013 i 2014 w CRS wystąpili trzej aktualni uczestnicy turniejów Final Four lig mistrzów w: koszykówce - Olympiacos Pireus, w piłce ręcznej - Vive Tauron Kielce, w siatkówce - Jastrzębski Węgiel.

Oby władzom miasta i obiektu CRS nadal chciało się chcieć!

A na marginesie - w ub. roku wrócił temat braku sponsorskiego szyldu na CRS. Ktoś zadał pytanie: dlaczego obiekt wciąż nie nazywa się np. Rockwool Arena? Rzecz należy rozumieć chyba tak, że im dłużej miasto będzie zwlekać ze znalezieniem sponsora obiektu, tym trudniej będzie rozmowy sfinalizować. Bo ludzie przyzwyczają się już na dobre do CRS. Na nowy rok życzymy zatem miastu grubego sponsora, a kibicom gwiazd pod dachem hali.

Już nie wszystkie drużyny nazywają się u nas tak samo

Zielona Góra to od kilkudziesięciu godzin naprawdę duże miasto. Hektarów przybyło, ale krucho stoimy z firmami - dużymi oraz hojnymi i odważnymi na tyle, by na całego reklamować się poprzez lokalne drużyny sportowe. Piękny wyjątek tworzy Stelmet. Fabryki Stelmetu (zdjęcie) na co dzień zamieniają drewno w elementy architektury ogrodowej oraz opał, a zarobionymi sprzedaży swoich wytworów pieniędzmi dzielą się m.in. ze sportowcami.

W Zielonej Górze sponsorów, jak już zaznaczyliśmy, jest mało. Dlatego przez pewien czas Stelmet musiał robić za trzech. Ściskaliśmy kciuki za żużlowców Stelmetu Falubazu, koszykarzy Stelmetu oraz piłkarzy nożnych Stelmetu UKP. Jednak na początku 2014 r. z rodziny tytularnych dzieci Stelmetu wypadła drużyna żużlowa. Szumnie i w stolicy szefowie klubu pochwalili się nową nazwą - SPAR (od sieci sklepów spożywczych).

Swego czasu wydostał się donośny odgłos zgrzytu we współpracy żużlowego klubu ze Stelmetem. Ale na zakończeniu było miło i dyplomatycznie: - Dziękuję firmie Stelmet, która przez trzy lata bardzo znacząco i wyraźnie nam pomagała - mówił prezes Falubazu Robert Dowhan. - Była z nami w tych radosnych momentach, kiedy zdobywaliśmy dwa złote medale. Natomiast popularność drużyny i marka naszego klubu sprawiły, że znalazły się nowe firmy, które chciały nam mocniej pomagać. Dokonujemy zmiany sponsora tytularnego, ale firma Stelmet nadal z nami zostaje.

Cześć i sława dla Stelmetu! Bez niego mogłoby tu nie być w jednym 2013 roku stolicy Polski w koszykówce i żużlu!

Finał ekstraklasy koszykówki, Stelmet Zielona Góra - Turów Zgorzelec Finał ekstraklasy koszykówki, Stelmet Zielona Góra - Turów Zgorzelec Fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta

Srebro nie złoto, ale z czasem wyszlachetnieje

W czerwcu koszykarze Stelmetu Zielona Góra przegrali serię finałów play-off z PGE Turowem Zgorzelec 2:4. Wicemistrzostwo tak na gorąco nie cieszyło. Na naszych oczach koszykarze ze Zgorzelca, wcześniej dwukrotnie poskromieni przez Zastal i Stelmet w seriach play-off, oblewali się szampanem, obcinali siatkę z kosza, wskakiwali na bandy reklamowe, a ich fani w hali, a później obok hali dali recital kibicowskich pieśni bojowych. A najgorsze, że te pieśni tak nam wpadły w ucho, że później sami mimowolnie w redakcji podśpiewywaliśmy: Naszym klubem... Nie! Nie dokończymy! Już to wyrzuciliśmy z głów i więcej słuchać nie chcemy! A w ogóle miało być przecież o srebrnych chłopakach ze Stelmetu. Otóż te chłopaki po przegraniu meczu numer sześć twarze miały smutne. I nie było w tej scenie nic dziwnego, ponieważ sport jest dziedziną dla ludzi ambitnych, charakternych i zadziornych. Tuż po porażce zwykle są oni wkurzeni lub zasępieni.

Ale przecież w dziejach zielonogórskiego basketu było to pierwsze srebro oraz trzeci medal w sumie, co bez dwóch zdań znaczy SUKCES!

Myślimy sobie, że niestety przyjdzie taki czas, kiedy z rozrzewnieniem przyjdzie wspominać, jak to nasi koszykarze przez kilka lat z rzędu nie schodzili z podium. Znajdą się w Zielonej Górze tacy, którzy powiedzą, że chude lata są o wiele bliższe niż się nam wszystkim zdaje. Oby nie mieli racji!

Cyrk i szopka przy rozbudowie, ale wieża w końcu służy

To już nie kabaret, to science-fiction - pisaliśmy na początku 2014 roku o remoncie stadionu żużlowego w Zielonej Górze. Bo wymiana wieży sędziowskiej i budowa nowej trybuny miały zakończyć się w lipcu 2013 r. Nowa budowla wprawdzie stała w styczniu 2014 r., wymagała jednak mnóstwa poprawek. Tymczasem z placu budowy zniknął wykonawca, firma Sport Halls. - Dzięki nieudolnej modernizacji stadionu staliśmy się pośmiewiskiem na całą Polskę - mówił Robert Dowhan, szef Falubazu. - Wstyd pokazywać nasz obiekt w telewizji podczas transmisji z meczów. To jest jakiś kabaret.
W końcówce rozgrywek Ekstraligi 2013, gdy zielonogórscy żużlowcy walczyli o tytuł mistrza Polski, nowa trybuna, choć jeszcze niedokończona, została tymczasowo udostępniona kibicom. Wieżyczkę sędziowską klub zasłonił banerem reklamowym, żeby rozgrzebana budowa jakoś wyglądała. Żużlowcy przestali korzystać ze stadionu na początku października 2013 r. Wszyscy wypatrywaliśmy szybkiego zakończenia prac. Nic z tego. Nawet łagodna zima nie zmobilizowała wykonawcy do finiszu budowy. - To, co się ostatnio wydarzyło, to jakieś science-fiction, bo firma Sport Halls odstąpiła od umowy na wykonanie stadionu. Takie nam przysłała pismo - mówił przed rokiem Robert Jagiełowicz, dyrektor zielonogórskiego MOSiR-u zarządzającego stadionem żużlowym. - Na całe szczęście jesteśmy już na takim etapie, że praktycznie wszystko jest przygotowane do tego, żeby można było tam wejść i odbywać zawody. Ta przepychanka chwilę potrwa, ale przygotujemy się tak, żeby przed sezonem ten obiekt był do dyspozycji klubu. Damy jeszcze szansę prezesowi Sport Halls na opamiętanie się. Są jeszcze pewne sprawy, które trzeba poprawić, zrobimy to albo na koszt firmy Sport Halls, albo inaczej to rozwiążemy. Dokończymy to, zostało parę kosmetycznych rzeczy do poprawienia. Do sezonu będziemy gotowi.
Ufff, udało się. W minionym sezonie zawody można było rozgrywać bez przeszkód, a sędzia nie musiał pracować już w prowizorycznym ?kurniku?. Czy jednak niekończąca się, trwająca kilka lat, opowieść o remoncie stadionu już doczekała się szczęśliwego końca? Nie wiadomo, wszak wieża sędziowska wciąż nie jest zagospodarowana tak, jakby sobie życzył tego klub żużlowy.

Odszedł trener z woreczkiem medali, ale wrócił MVP

Serb Mihailo Uvalin to raczej nie ten typ trenera, który każdego pogładzi, zawsze się uśmiecha i z każdym koszykarzem mu po drodze... Zresztą tzw. niepopularne ruchy wykonywał otwarcie i umiał o nich mówić wprost. Nie bał się pogonić z drużyny np. Ganiego Lawala, choć cała koszykarska Zielona Góra widziała w Amerykaninie herosa basketu. Uvalin nie widział. Dlaczego? Bardzo wiele wymagał od siebie oraz od wszystkich drużynie - najpełniejszego poświęcenia się pracy oraz wizji szkoleniowca. Jeśli ktoś miewał z tym problem, kończył na ławce rezerwowych lub w innym klubie.

O innych niepopularnych ruchach Uvalina dałoby się tu napisać jeszcze kilka niepopularnych zdań. Ale zawsze na pierwszym miejscu pozostanie jego dorobek. Trzy sezonu Serba w Zielonej Górze to trzy medale zespołu i klubu, który wcześniej nigdy nie wbił się na podium! Oczywiście, do złota czy srebra potrzebny był budżet i zestaw graczy. Hodge, Hosley itd. Zawsze wypada jednak pamiętać, jak się zaczęła zielonogórska medalowe seria. Sam Uvalin w książce Macieja Noskowicza uzmysławiał kibicom koszykówki, że... - Gdy tu przychodziłem, zastałem drużynę na siódmym, ósmym lub dziewiątym miejscu, której potrzeba pracy i osiągnięć. I z tego miejsca doszliśmy w dwa lata do Euroligi. To, co stało się tutaj, nie przydarzyło i nie udało się żadnej drużynie w Europie!

Latem 2014 r. zakończyła się medalowe seria Uvalina w Stelmecie. Szefowie klubu chcieli tej zmiany.

 

20.08.2014 r. Zielona Gora , Konferencja Stelmetu , Quinton Hosley , fot. Agata MichalakAgata Michalak / Agencja Gazeta

 

Także tego lata wrócił po rocznej przerwie do drużyny amerykański skrzydłowy Quinton Hosley.

Nie jest tak, że Hosley ma w Zielonej Górze samych przysięgłych fanów. Ale chyba wszyscy zachowali w pamięci dużej klasy kino, jakie koszykarz odstawił w złotej serii play-off 2013 r. I zgarnął nagrodę dla MVP finałów.

Mówiło się, że obie sprawy się łączą - tzn. nie byłoby powrotu MVP bez rozstania z trenerem. Ale to pewnie tylko plotki, złe języki i ludzkie pomówienia...

Jörgen Persson w hali CRS Jörgen Persson w hali CRS ANNA KRASKO

Wielka światowa gwiazda zachodzi w Zielonej Górze

Kontrakt z legendarnym Jörgenem Perssonem to pomysł Lucjana Błaszczyka, ikony zielonogórskiego i polskiego tenisa stołowego. Zakontraktować gracza, który kiedyś rządził i dzielił na świecie i ogrywał wszystkich Chińczyków, to było jedna sprawa. Ale sprowadzić go na mecz do Zielonej Góry i znaleźć na to pieniądze tworzyło drugie i chyba poważniejsze nawet wyzwanie. Tu na szczęście w sukurs drużynie ZKS przyszła firma Cinkciarz.pl, która wywodzi się z Zielonej Góry, tu sponsoruj żużlowców i koszykarzy, ale ze sponsoringiem dotarła nawet do reprezentacji Polski w piłce nożnej.

I tak oto w listopadzie dzięki pomysłowi Błaszczyka i kasie Cinkciarza szwedzki mistrz Persson zagrał w hali CRS i pomógł drużynie wygrać mecz w superlidze. A po tym zdarzyło się coś, co w sporcie wręcz niebywałe. Grę i występ Perssona dla ZKS zgodził się finansować także rywale zielonogórskiego zespołu, byle tylko mógł pokazać swoim kibicom występ gracza takiego formatu. Persson wybrnął z sytuacji tak - jedną grę grzecznościowo przegrał, drugą - wygrał.

W Zielonej Górze obejrzał występ koszykarzy Stelmetu. I powiedział po tym Przeglądowi Sportowemu, że w ogóle pierwszy raz na żywo oglądał basket w Europie. Bo wcześniej chadzał tylko na NBA. Ale co się dziwić, skoro chłop na igrzyskach olimpijskich jadał posiłki w towarzystwie LeBrona i Kobyego...

Czy Persson przyjedzie jeszcze kiedyś zagrać dla ZKS? Mowa była o kilku występach w zielonogórskiej hali. Zatem czekamy!

Dla młodego zawodnika rok to jednak też wyrok

To był szok, bp po pierwsze doping w żużlu niemal się nie zdarza, a po drugie jeśli już miałby się zdarzyć, to na pewno nie ulubieńcowi Zielonej Góry, chłopakowi młodemu i bystremu. A jednak stało się!

Rozgrywki Ekstraligi właśnie wchodziły w decydującą fazę. I jak grom z jasnego nieba dopadła nas informacja o tym, że Patryk Dudek - wschodząca gwiazda polskiego żużla - został przyłapany na stosowaniu niedozwolonych środków. Plotek pojawiło się mnóstwo, nie ma sensu do nich wracać. Oficjalnie stanęło na tym, że niedozwolona substancja znalazła się w organizmie ?Duzersa? razem z odżywką ogólnie dostępną w sklepach sportowych. - Nigdy w sposób świadomy nie stosowałem środków dopingujących - bronił się Dudek. - Faktem jest, iż w moim organizmie wykryto niedozwolony środek należący do grupy stymulantów. Niemniej jednak, jeszcze raz podkreślam, że nie było w tym mojego celowego działania. Uważam, że niedozwolona substancja mogła znaleźć się w moim organizmie na skutek podawanych mi odżywek. 
- Stoimy murem za naszym zawodnikiem - takie stanowisko natychmiast obrali zarządcy Falubazu. Duzers miał po swojej stronie też całe środowisko żużlowe. Kibice i koledzy z toru wyprodukowali specjalne koszulki, w obronę żużlowca wziął m.in. selekcjoner reprezentacji Polski Marek Cieślak.
Kary jednak nie dało się uniknąć. Patryk Dudek na rok został zawieszony w prawach zawodnika (okres zawieszenia liczony jest od 8 sierpnia 2014 r.). Ponadto został skreślony z kadry narodowej i dostał dwuletni zakaz startów w reprezentacji Polski. Na zielonogórzanina nałożono też karę finansową w wysokości 5000 zł (najniższa z możliwych), 22-letni żużlowiec musi też pokryć koszty postępowania w wysokości 2000 zł. 
Jest nadzieja, że okres zawieszenia może zostać skrócony. Daje ją m.in. Piotr Szymański, przewodniczący Głównej Komisji Sportu Żużlowego, która wydała werdykt w sprawie żużlowca. - Po odbyciu sześciu miesięcy kary zawodnik może wnioskować o jej skrócenie - twierdzi szef polskiego żużla. Czy zatem jeszcze wiosną Patryk Dudek stanie do rywalizacji na torze? Oby, bo Falubaz bardzo potrzebuje tak zdolnego wychowanka, który mimo kary bardzo solidnie przygotowuje się do nowego sezonu. 

Koncert akcji Koncert akcji "Warto jest pomagać" w Teatrze Lubuskim w 2013 r. Fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta

Żegnał się spektaklem, ale chyba cały czas trzymał sznurki w garści

Komplet - blisko 400 osób na widowni teatru w Zielonej Górze, gwiazdy i gwiazdki sportu, polityki, biznesu, przemowy, program artystyczny, wiersze, wspominki, komplementy, po tym wystawny bankiet - tak w kwietniu 2014 r. Robert Dowhan żegnał się z Falubazem Zielona Góra po 11 latach prezesowania. Od dał klubowi nowy, lepszy wizerunek i spore sukcesy. Żużel odwdzięczył się popularnością, którą Dowhan lubi, może nawet kocha, a już na pewno potrafił przekuć na inne zwycięstwa - np. w wyścigu o mandat senatora.

W kwietniu mówiło się, że prezes odchodzi z klubu żużlowego, by stanąć do walki o prezydenturę w Zielonej Górze. Jeżeli tak rzeczywiście było, to Platforma Obywatelska wystawiła go do wiatru. Ale chyba da się rzec, że tym odejściem Dowhan też wielu wystawił do wiatru, bo tak naprawdę pozostawał w strategicznych dla klubu tematach osobą najważniejszą i trzymał sznurki w garści. Zdemaskował go wracający po latach do składu Falubazu żużlowiec Grzegorz Walasek (temu powrotowi poświęcamy więcej miejsca kawałek dalej).

- Z kim negocjowałem warunki kontraktu? Z Robertem. Chyba wszyscy wiedzą, że bywa tak, że w firmach bywają prokurenci czy podstawienie prezesi. A tak naprawdę rządzi ktoś inny... - puścił oko Walasek.

Dowhan próbował zaprzeczać, stawiał się w roli wyłącznie kibica. Ale wiecie jak to bywa. W klubach bywają prokurenci czy podstawienie prezesi. A tak naprawdę rządzi ktoś inny... W Falubazie, chociaż żegnał się z klubem z pompą, rządzi tak naprawdę Dowhan. To chyba dobrze. Bo, cokolwiek by o nim mówić, jest człowiekiem sukcesu.

Przebudowa boiska ze sztuczną nawierzchnią MOSiR w Zielonej Górze Przebudowa boiska ze sztuczną nawierzchnią MOSiR w Zielonej Górze Fot. fot. Agata Michalak

Duża zielona rzecz po wielu latach czekania

Zielona Góra chyba tylko raz i już bardzo dawno temu zasłynęła w Polsce sukcesem drużyny dorosłych piłkarzy nożnych, a jednak zielonogórski sport w wydaniu młodzieżowym oraz amatorskim to po pierwsze piłka nożna! Dlatego boiska do gry są potrzebne na okrągło.

Gdy jesienią 2002 r. MOSiR otworzył z pompą pełnowymiarowe boisko ze sztuczna trawą i oświetleniem elektrycznym, zrobił się szum na pół piłkarskiej Polski oraz cześć Europy Wschodniej... Na zgrupowania do Zielonej Góry przyjeżdżali ekstraligowcy. MOSiR zacierał ręce, kasował pieniądze (400 zł za godzinę) za wynajem i żałował, że nie ma do zaoferowania własnego hotelu.
Ale minęło kilka lat. W Polsce pojawiło się mnóstwo sztucznych boisk z nowocześniejszą, lepszą nawierzchnią. Sztuczna trawa w Zielonej Górze przestała się cieszyć dobrą sławą. Wyczynowi piłkarze uznawali wręcz, że podłoże jest tu zdecydowanie za twarde, zabójcze dla stawów sportowców. Ostatnio sztucznej trawy MOSiR bali się już nawet juniorzy i amatorzy. Trenerzy powoływali się na opinie sportowych lekarzy, że bieganie po tej płycie jest tak samo bezpieczne jak bieganie po betonie. Zresztą gołym okiem było widać, że na sztucznej trawie najbardziej brakuje... trawy. Przez lata wytarła się zupełnie. Boisko - niegdyś zielone - stało się szarobure.
Piłkarze dopraszali się o remont. I wreszcie w 2014 r. w budżecie Zielonej Góry prezydent i radni wygospodarowali środki na wymianę nawierzchni. MOSiR wyliczył, że potrzebny jest milion złotych. Blisko 700 tys. zł dało miasto, a 330 tys. zł doszło z Totalizatora Sportowego. Przetarg wygrała specjalizująca się w sportowych nawierzchniach zielonogórska firma Hemet. Latem uporała się z przebudową od podstaw (zdjęcie). I teraz po nowej, sztuczniej, zielonej trawie piłka goni.

Grzegorz Walasek Grzegorz Walasek Agata Michalak

Gdy rany się goją, jest czas na powrót do domu

W żużlowym Falubazie Zielona Góra udaje się dość rzadka w dzisiejszym sporcie sztuka. Drużyna trzyma się na ligowym topie, obsadzając ważne role wychowankami klubu. Gdyby popatrzeć na ostatnie mecze sezonu 2014, wyjdzie na to, że swojaków jeździło ledwie dwóch: Piotr Protasiewicz i Adam Strzelec. No i ten drugi specjalizował się w przywożeniu jedynek, zerówek i w wywrotkach. Ale mocno trzymamy się myśli, że w nowym sezonie do ścigania w dobrej formie wróci Patryk Dudek. I to nie koniec z wychowankami. Pod koniec grudnia transferowa bomba Falubazu nazywała się: Grzegorz Walasek wraca po raz drugi.

Ponieważ Walasek nalegał, by nie rozdrapywać starych, już zagojonych ran i nie wracać do jego głośnego rozstania z zielonogórskim klubem sprzed lat pięciu lat, życzymy powodzenia. I podpowiadamy, że z wychowanków Falubazu na obczyźnie pozostaje jeszcze Grzegorz Zengota. Na ten czas Zengi zostaje w Lesznie, ale może za rok... A wtedy powrót na tron drużyną w seniorskim składzie: Hampel, Protasiewicz, Dudek, Walasek, Zengota - to byłoby coś! Naszym zdaniem warto spróbować.

Powie ktoś, że drużynowe mistrzostwo zdobyty głównie wychowankami da się zdobyć tylko w bardzo specyficznym żużlu? Przyznamy rację. Ale wcale nie tak dawno temu koszykarski Śląsk Wrocław mocno bił się w Europie i rządził w lidze, gdy grali: Tomczyk, Zieliński, Wójcik, Kościuk, Łopatka, czyli ludzie z Wrocławia lub okolic. Może za kilka-kilkanaście lat koszykarski Stelmet też sięgnie po sukces z istotnym wsparciem graczy, którzy wyszkolili się w Zielonej Górze?

Żeby jednak motyw żużlowca nie kończył się rozważaniami o przyszłości koszykówki, dwie ciekawostki: 1. Walasek biega. Często można go spotkać, gdy wykuwa kondycję na Wzgórzach Piastowskich. 2. W 2007 r. Walasek dostał od prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Złoty Krzyż Zasługi za drużynowe mistrzostwo świata.