Koszykarze Stelmetu finiszują w Eurocup z satysfakcją (!), bijąc lidera

Kolejna rosyjska potęga ugięła się przed trzecią drużyną Tauron Basket Ligi. W środowy wieczór Stelmet Zielona Góra wygrał we własnej hali z Lokomotiwem Kubań Krasnodar 94:88. Mistrzem ceremonii znów był niezastąpiony Walter Hodge.
Chociaż już przed meczem rosyjska drużyna trzymała w kieszeni pewny start do ćwierćfinałów Eurocup z pierwszego miejsca w grupie, nie przyjechała do Zielonej Góry, by sprezentować Stelmetowi sukces. Lokomotiw był o włos od wygrania grupy z kompletem zwycięstw. Ten ostatni krok miał dostawić na boisku w arenie CRS. Jak to się stało, że nie zdołał?

Na pewno zaskakująco. Bo na solidny odjazd Lokomotiwu zanosiło się już w pierwszej kwarcie. Niby mecz bez wielkiej stawki, niby kolejność ustalona, karty rozdane, a gospodarze pogodzeni z tym, że odpadają. A jednak koszykarze Stelmetu bardzo chcieli pożegnać się z pucharami dobrym występem. Akcja wywołała reakcję. Drużyna z Krasnodaru jeszcze jeden, ostatni raz w tej fazie rozgrywek miała zejść z placu gry zwycięska.

Goście z łatwością dochodzili do pozycji rzutowych. Na wpadek chybienia trzymali pod atakowaną deską skocznych i zdecydowanych: Derricka Browna i Richarda Hendriksa, którzy sięgali po ofensywne zbiórki. A po nich dobijali, albo oddawali piłkę na obwód do ponownego rozegrania ataku. Stelmet nie był taki mocny w pierwszych minutach gry. Dopiero z czasem zaczął przedzierać się przez obronę Lokomotiwu. Ilekroć potrafił przyspieszyć, tyle razy punktował. Postawił trudniejsze warunki w obronie. Przyszła nagroda. Zdarzył się otóż moment, w którym zielonogórzanie, skasowawszy kilkunastopunktową stratę, mogli objąć prowadzenie. Nie skorzystali. A drugiej szansy przed przerwą już nie dostali. Bo różnica jakości w grze okazała się jednak spora. Stelmet musiał pracować dłużej na to, co gościom z Krasnodaru przychodziło szybko, płynnie i z polotem. Trzy szybkie podania, gracz Lokomotiwu stawał na wyczyszczonej pozycji, trafiał. W moment faworyci odjechali znów na 10 punktów.

Cóż pozostało? Gospodarze odwoływali się do zasady: jak trwoga, to do Hodge'a. Trener Mihailo Uvalin starał się też nastraszyć rywali centymetrami Milosa Lopicicia. Decydował się na to głównie dlatego, że nie dostawał tego, co chciał, od Dejana Borovnjaka. Serb bronił w swoim stylu, czyli raczej tak... jak cię mogę. Gorzej, że w ataku rzucał zdecydowanie poniżej swej normy.

Lokomotiw panował w pojedynkach pod tablicami, był bajecznie skuteczny w rzutach za dwa punkty - aż 73 proc. w pierwszej połowie. Dzięki temu trzymał Stelmet na 10-punktowy dystans. I kontrolował mecz. Hodge toczył prestiżowe potyczki z Nickiem Clathesem, którego był zmiennikiem w mistrzowskiej drużynie uniwersyteckiej w NCAA. I absolutnie nie można rzec, że Portorykańczyk w tych potyczkach odstawał. Grek bił go liczbą asyst. Hodge więcej ataków musiał kończyć sam. Przez dwie kwarty wydawało się, że ich wewnętrzna gra pozostanie w cieniu losów całego meczu, które układały się w zgodzie ze schematem. Prowadzenie możnego faworyta, ambitna pogoń uboższego debiutanta na europejskiej arenie. Pogoń - wydawało się - skazana na niepowodzenie...

Tymczasem w trzeciej kwarcie trenerzy Lokomotiwu już spostrzegli, że będzie trudno. Może nawet skrajnie trudno. Hodge zyskał ważną alternatywę. Mógł gonić Calathesa w rubryce z asystami, regularnie dzieląc się piłką z Borovnjakiem. Bo Serb odnalazł swój zabójczy rytm trafiania. I tak oto serbsko-portorykański duet narobił Lokomotiwowi kłopotu. Na niespełna minutę przed końcem przedostatniej kwarty było 62:65, a piłkę miał Stelmet. Remis? Jeszcze nie tym razem. Dopiero na początku czwartej kwarty zielonogórski pościg dopadł faworyta. Po dystansowym trafieniu Mantasa Cesnauskisa gospodarze pierwszy raz w meczu prowadzili - 69:68. Te trafienia: Cesnauskisa i Marcina Sroki okazały się szalenie ważnym elementem układanki Stelmetu. Swoje "pięć minut" (w istocie zebrało się ich 20) miał Lopicić. Zaskakujące to, ale w starciu z najmocniejszym rywalem w grupie maszynka Stelmetu rozkręciła się i działała należycie. Nie zacięła się nawet wówczas, gdy piąty faul złapał zawsze solidny i pożyteczny Oliver Stević. Zielonogórska obrona już nie pozwalała na łatwe punkty i ponawianie ataków. Chwilę ofensywnej słabości zespołu przełamał Sroka. Po tym poprawili Hodge, Cesnauskis. Stelmet zyskał skarb w postaci punktowego zapasu. I goście atakowali już pod presją czasu. Nie zdali tego egzaminu.

Stelmet pożegnał się z Eurocup piękną, wymowną wygraną. Z satysfakcją koszykarze schodzili z boiska. Ludzie bili im brawo na stojąco. Na to wszyscy w drużynie zasłużyli, mimo że nie wszyscy zagrali w środę zachwycająco.

A Walter? Co powiedzieć po jego kolejnej wielkiej grze? Chyba tyle, że przyszłym sezonie spełni się jego marzenie. Będzie koszykarskim milionerem. Ta historia nie może skończyć się inaczej.

Komplet statystyk.

STELMET ZIELONA GÓRA - LOKOMOTIW KUBAŃ KRASNODAR 94:88

KWARTY: 21:27, 17:21, 26:20, 30:20

PO KWARTACH: 21:27, 38:48, 64:68, 94:88

STELMET: Hodge 29 (3), Borvnjak 23, Stević 11, Hosley 4, Seweryn 0 oraz Sroka 13 (3), Cesnauskis 10 (2), Chanas 2, Lopicić 2.

LOKOMOTIW: Hendrix 20, Brown 19 (1), Kalnietis 14, Calathes 13 (1), Jasaitis 6 (1) oraz Grigorjev 3 (1), Likhodey 6 (2), Zubkov 5, Savarsenko 2, Bykow 0.