Dobitną setką Polpharma odpowiada Stelmetowi na transfer Białka

Dziwny mecz rozegrały w sobotę w Starogardzie Gdańskim drużyny Polpharmy i Stelmetu. Goście rozegrali po europejsku pierwszą kwartę. Ale po tym pozwolili wyprowadzić się z równowagi. Komu pozwolili? Sędziom i przeciwnikom.
Polpharma nie zaczęła meczu źle. Ale momentami była bezradna. Stelmet rozprowadzał obronę rywali i błyskotliwie trafiał. Zyskał istotną przewagę już w pierwszej kwarcie. Zdawało się, że goście panują nad sytuacją i Polpharma nie zdoła ich niczym zaskoczyć. Ale pozory myliły. W drugiej kwarcie trener Mihailo Uvalin dał odpocząć swojemu liderowi. Walter Hodge z ławki oglądał zryw gospodarzy i jego pierwsze efekty. Gdy wrócił, nie zdołał niczemu zapobiec. A z boiska schodzili także inni ważni koszykarze Stelmetu. Uvalin chronił ich, by już w pierwszej połowie nie popadli w niebagatelne kłopoty z faulami. Zaskakujące, ale to właśnie w tym elemencie gry dysproporcja zrobiła się przepastna. Żeby rzecz sprecyzować, po pierwszej połowie zielonogórzanie mieli zapisane, że faulowali 20 razy, a gospodarze spotkania ledwie 8 razy. Gracze Stelmetu i szkoleniowiec dziwili się ogromnie, że nieomal każda próba nacisku w obronie przynosiła jedynie efekty dźwiękowy... Sędziowie gwizdali, jakby głównie za to im płacono.

Druga kwarta stała się lustrzanym odbiciem pierwszej. Zanim drużyny zeszły do szatni, Polpharma odrobiła straty z nawiązką. Ben McCouley jak zwykle miał w tym największy udział (16 pkt). Nie błyszczał, jeśli idzie o skuteczność rzutów z gry. I bardzo się zdziwił, gdy w pewnej chwili zobaczył naprzeciw siebie 216-cm Milosa Lopicicia, który na ogół nie pojawia się na tym etapie meczu na placu gry. Ale, jak na podkoszowego, wykorzystywał swoje okazje z rzutów wolnych. Wspomniana już dysproporcja w faulach ciągnęła za sobą różnicę w liczbie punktów zdobywanych z linii. Polpharma zwietrzyła tu szansę na istotny urobek i z 23 prób trafiła 20. Stelmet dostał w pierwszej połowie jedynie sześć szans na łatwe trafienia. Zyskał z nich cztery punkty.

W trzeciej kwarcie gwizdane wcześniej faule obróciły się w straty graczy. Stelmet został bez Olivera Stevicia i Roba Jonsa. Wcześniej uraz zdrowotny wykluczył z meczu Kamila Chanasa. W porównaniu z kilkoma wcześniejszymi spotkaniami zielonogórska ekipa była niby bogatsza o Quintona Hosleya. Niby, bo powrót Amerykanina okazał się kompletnie niegroźny dla Polpharmy. Kilka dobrych podań nie zrównoważyło pokaźnej serii pomyłek Quintona w akcjach rzutowych. Przykro to pisać, ale powrót Hosleya (skuteczność z gry 1-12) obrócił się wręcz przeciwko Stelmetowi. A gospodarze wspaniale korzystali z błędów gości. Sprzyjało im szczęście w zbiórkach ofensywnych oraz to, że zielonogórscy koszykarze popełniali straty, których normalnie nie popełniają.

W czwartej kwarcie Polpharma zyskała kilkunastopunktową przewagę. Szanse na kolejny zwrot meczu jeszcze istniały. Ale Stelmet był rozbity wcześniejszymi wydarzeniami. A starogardzianie czuli, że trzymają w rękach okazję na zwycięstwo z podtekstem. Cechowała ich zawziętość sportowca stawianego przed walką na pozycji straconej, który może utrzeć nosa możniejszemu konkurentowi. Wszyscy już wiedzą, że klub z Zielonej Góry podkupuje Polpharmie polskiego zawodnika - Zbigniewa Białka. W odpowiedzi na ten ruch trener Mindaugas Budzinauskas w ogóle nie wypuścił Białka na boisko. Jakby chciał pokazać Stelmetowi, że poradzi sobie bez niego...

Gdy na niespełna trzy minuty przed końcem Michael Hicks trafił z blisko 8 m, faworyt miał już tylko cień szansy. Kiedy jednak w kolejnej akcji Hicks skopiował swój wyczyn, zielonogórzanie leżeli na łopatkach.

POLPHARMA STAROGARD GDAŃSKI - STELMET ZIELONA GÓR A 102:88

KWARTY: 16:28, 28:14, 27:22, 29:22

POLPHARMA: McCauley 32 (1), Carter 21 (1), Hicks 21 (5), Majewski 7 (1), Lichodziejewski 6 (1) oraz Nowakowski 7 (1), Mirković 4, Radwański 4, Radomski 0.

STELMET: Hodge 29 (1), Sroka 18 (2), Borovnjak 9, Stević 3, Chanas 0 oraz Seweryn 12 (2), Jones 9 (1), Hosley 6, Cesnauskis 2, Lopicić 0.