Sroga lekcja od Spartaka. Dotąd nikt tak Stelmetu nie sponiewierał

- Budżety nie grają w koszykówkę - pocieszali się przed meczem z o wiele bogatszym Spartakiem Sankt Petersburg gracze Stelmetu Zielona Góra. I chociaż rzeczywiście na boisku nie zagrały budżety, to lepiej opłacani koszykarze Spartaka dali zielonogórskiej drużynie srogą lekcję. - Oni to firma! A my jesteśmy jeszcze nikim w Europie - skomentował rozgrywający Stelmetu Mantas Cesnauskis.
Stelmet pozbierał się kadrowo tuż przed ważnym pucharowym starciem. Jeszcze dzień przed meczem istniała realna groźba, że kontuzje wykluczą z walki centra Olivera Stevicia i skrzydłowego Quintona Hosleya. A przecież zdawało się, że zielonogórski team stoczy ze Spartakiem kluczową batalię o drugie miejsce w grupie K Eurocup. I na żadne ubytki kadrowe pozwolić sobie nie może.

Hosley i Stević wybiegli na parkiet w wyjściowej piątce. Jednak już w drugiej kwarcie jasne stały się dwie kwestie. Pierwsza: Hosley nie był w pełni sił i sprawności. Druga: dla Spartaka nie miało to większego znaczenia. Stelmet został sponiewierany naprawdę dotkliwie. Łatwość, z jaką koszykarze z Sankt Petersburga kończyli swoje ataki i zatrzymywali akcje Stelmetu, to było coś, z czym zielonogórska drużyna nie spotyka się na co dzień. Atuty zespołu z Zielonej Góry, które robią wrażenie w Tauron Basket Lidze, kompletnie nie robiły wrażenia na drużynie Spartaka.

To, co w środowym spotkaniu gospodarzom udawało się od czasu do czasu, goście wykonywali regularnie. W ataku Spartak szybko rozłożył wachlarz możliwości. Goście rozrzucali zielonogórską obronę dokładnie tak, jak chcieli. Po tym pozostawała już tylko kwestia, czy trafią. Trafiali. Pozycje do rzutów z dystansu zawodnicy z Rosji zamieniali w pierwszej połowie na trzypunktowe zdobycze z niebywałą wprost skutecznością - 62 proc. Morderczy procent celności konkurentów nie działał dobrze na ekipę Stelmetu. Zielonogórscy koszykarze nie nadążali za taką grą. Tym bardziej że na swoje pozycje rzutowe gospodarze pracowali z mozołem. Faworytom TBL wyszło kilka efektownych akcji i błyskotliwych podań. Ale znakomoity nigdyś koszykarz Jure Zdovc, a dziś trener Spartaka, ocenił później, że takie akcje Stelmet ogranizowął w chwilach rozluźnienia obrony gości. A częściej, gdy obrona St. Petersburga funcjonowała jak należy, to starania gospodarzy o otwartą pozycję rzutową w ogóle nie przynosiły rezultatu. I wówczas liderzy z Zielonej Góry porywali się na szarże wymuszone bądź szalone. Męczyli się. Nawet okazje na linii wolnych nie dawały poprawy rezultatu. Wystarczyło ledwie kilka minut drugiej kwarty, by z wyniku na pograniczu remisu straty gospodarzy przekroczyły 20 punktów.

Jeżeli początek drugiej połowy przyniósł zmianę, to niestety na gorsze dla Stelmetu. Na srogą zimę zielonogórscy gracze dostali od przeciwników serię czap. Straty dobijały już do 30 punktów. Na szczęście wydarzenia na boisku w zielonogórskiej hali CRS nie potoczyły się tak zupełnie w jednym kierunku. Stelmet też pokazał, że coś potrafi. Pojawiła się agresywna obrona i straty po stronie Spartaka. Marcin Sroka odciął się rywalom trafieniami z dystansu, a Walter Hodge, którego dostrzegła koszykarska Europa i zrozumiała, że najgroźniejszy jest wtedy, gdy szarżuje na kosz z lewej strony, udowadniał, że z prawej flanki też sobie czasami radzi. Sukces zrywu Stelmetu sprowadził się do tego, że na moment goście przeważali "tylko" 17 punktami. A trener Jure Zdovc poczuł się w obowiązku, by prosić o przerwę i zdyscyplinować swoich koszykarzy. Gdy wkrótce po tym znów zbliżyliśmy się do różnicy 30 punktów, obaj szkoleniowcy wprowadzili na boisko rezerwowych. I tu trzeba oddać, że zielonogórscy rezerwowi podeszli do zadania honorowo i ambitnie. Nie dali sobie skakać po głowach ani gościom bawić się w popisy.

STELMET ZIELONA GÓRA - SPARTAK SANKT PETERSBURG 69:89

KWARTY: 19:24, 8:24, 20:19, 22:22

STELMET: Borovnjak 17, Hodge 13 (1), Stević 10, Hosley 3, Chanas 0 oraz Jones 9 (1), Sroka 8 (2), Lopicić 4, Seweryn 3 (1), Cesnauskis 2.

SPARTAK: Mavrokefalidis 19 (1), Dragicević 16, Wright 13, Zavoruev 11 (3), Carter 10 (2) oraz Kurbanov 9 (1), Strelnieks 7 (1), Fidii 4,

Kniaziuk 0, Korolev 0, Voitiuk 0.