Sport.pl

Historia brawurowej pogoni - Stelmet wygrywa 75:74 z AZS [MNÓSTWO ZDJĘĆ]

Jak koszykarze Stelmetu Zielona Góra zdołali wygrać przegrany mecz? Albo też jak gracze z Koszalina dali sobie wyrwać z garści coś, na co szalenie ciężko i dobrze pracowali przez przeszło 30 minut? - To ja jestem w 100 proc. odpowiedzialny za porażkę - po męsku wziął winę na klatę Robert Skibniewski, rozgrywający AZS.
Rzeczywiście, przy stanie 71:74 na minutę przed końcem czwartej kwarty "Skiba" popełnił niewybaczalny błąd. Drugi raz w meczu nie wyprowadził w ciągu ośmiu sekund piłki z własnej połowy poza linię środkową. Nie podał, mimo że o podanie nieomal błagał go zostawiony bez krycia Łukasz Wiśniewski.

Niemniej błąd reprezentacyjnego rozgrywającego nie byłby aż tak istotny i brzemienny w skutkach dla AZS, gdyby nie bardzo dobra, energetyczna i pełna zawadiacko agresywnej obrony druga połowa meczu w wykonaniu gospodarzy. Byli w niej lepsi o całe 15 punktów. W podzięce za walkę z odsieczą przyszli też fani. Drużyna dostała wielkie wsparcie z trybun, bo też wreszcie na boisku tworzyła drużynę.

Hala CRS bodaj pierwszy raz w sezonie została wypełniona wybuchowym ładunkiem. Pościg, który w zasadzie nie miał prawa się udać, po dwóch kolejnych akcjach punktowych Waltera Hodge'a, dopadł uciekający przez niemal cały mecz zespół AZS-u. Goście tego nie wytrzymali. Mieli jeszcze w ostatnich sekundach piłkę, by zadać zwycięski cios. Spudłował Sek Henry. Ale psychicznie koszalinianie pękli chwilę wcześniej. Gdy zmarnowali zapas kilku punktów i szansę na finisz w miarę bezstresowy, stawali się coraz bardziej bezradni. W ostatniej kwarcie zdobyli najmniej punktów. Trenerowi Teo Cizmiciowi kurczyło się też pole manewru, bo Artur Mielczarek i Paweł Leończyk pospadali za pięć fauli.

Stelmet dokonał sztuki! Gdyby odjąć kilka początkowych w sumie mało istotnych akcji, to zielonogórzanie na własnym boisku stale przegrywali. Pod koniec trzeciej kwarty notowania Stelmetu miały się bez przesady marniutko. Tablica wyświetlała wynik 45:60.

Gospodarze bronili na maksa. Zyskiwali z upływem czasu. Ale czasu mogło nie wystarczyć. Pojedynczy ludzie już nawet opuszczali trybuny. Ci, którzy się na to zdecydowali, powinni strasznie żałować. W drugiej połowie Stelmet wyszedł na prowadzenie tylko raz - 75:74. Ale wybrał najlepszy moment. Bo właśnie takim rezultatem zakończył się mecz.

Dlaczego zielonogórscy koszykarze musieli gonić i kiepsko spisali się w pierwszej części? Odpowiedź od kilku kolejek się nie zmienia. - To presja, której nikt z was nie poczuje, a zawodnicy czują już w szatni, zanim wyjdą na boisko - twardo powtarza i w niedzielę znów powtórzył trener Stelmetu Mihailo Uvalin. Dodał jednak do opowieści o presji nowy element: - My w klubie także nie jesteśmy tu bez winy. Pozwoliliśmy, by ten balon został nadmuchany za mocno - ocenił Serb.

Jakikolwiek jest udział presji w ligowych potyczkach zielonogórskich koszykarzy, to mecz z AZS może dać pewien przełom. Jeśli przyjąć, że dotychczas w lidze drużynie szło raczej tak sobie, to wyjście z beznadziejnej opresji może przynieść znakomite efekty. Żeby koszykarze poczuli się jeszcze lepiej i pewniej, trener Uvalin tuż po zwycięskim finiszu powiedział im: - To nie był żaden p... cud! To była walka z całego serca, agresywna obrona i wielki doping - wyliczył Serb.

- Dziękujemy fanom. Ogromnie nam pomogli, a my jako drużyna wreszcie pokazaliśmy charakter. I nie trzeba mówić nic więcej - mówił jeden z bohaterów ostatnich akcji skrzydłowy Marcin Sroka.

Czy goście z Koszalina godzili się z wersją o braku cudu? - Wolę się na temat przyczyn porażki nie wypowiadać. Naprawdę ciężko jest, gdy przegrywasz mecz, w którym do ostatniej minuty ciągle prowadziłeś - uniknął odpowiedzi Cizmić. - Ale jestem dumny ze swoich zawodników - dodał.

- Sam zagrałem poniżej krytyki. Druga połowa w moim wykonaniu to było coś, co nie powinno się zdarzyć. Jedyny plus jest w zasadzie taki, że bardzo dobrze zaczęliśmy. Dotychczas mieliśmy z tym problemy - pocieszył się Skibniewski. - No i kibice w Zielonej Górze dostali widowisko, jakie pewnie chce się oglądać.

STELMET ZIELONA GÓRA - AZS KOSZALIN 75:74

KWARTY: 15:19, 18:28, 18:14, 24:13

STELMET: Hodge 16 (1), Chanas 12, Jones 7, Stević 6, Łapeta 4 oraz Hosley 19 (2), Sroka 7, Cesnauskis 2, Stelmach 2, Lopicić 0.

AZS: Henry 13 (1), Leończyk 13 (1), Harris 9, Skibniewski 7 (1), Mielczarek 6 (2) oraz Robinson 11 (1), Kuebler 8 (2), Wiśniewski 6, Wołoszyn 1, Bigus 0.

Więcej o: