Sport.pl

Koszykarska wojna trwa: Zastal wygrał! Stelmach bohaterem ostatniej akcji

Koszykarze Zastalu Zielona Góra wracają ze Słupska z jednym zwycięstwem. To oznacza, że w serii play-off do trzech zwycięstw remisują z Czarnymi Słupsk 2:2. Ostatni bój o awans do ekstraligowego półfinału w środę o godz. 18.30 w Zielonej Górze.
W niedzielny wieczór Zastal był już jedną noga poza sezonem. 4,2 sekundy - tylko tyle czasu zostawało, by odebrać Czarnym prowadzenie i uciec przed wyrokiem. Piłkę dostał zielonogórski skrzydłowy Piotr Stelmach i musiał grać solo...

Zanim do tego doszliśmy, był niesamowity mecz! Gdy zaczęła się druga połowa serca fanów Zastalu biły niczym młoty. Ale koszykarze mieli jeszcze gorzej. Musieli walczyć z nerwami, przeciwnikami, zmęczeniem. Niedziela w Słupsku była dla gości z Zielonej Góry iście saperskim wyzwaniem. Zastalowcy nie mogli sobie pozwolić na pomyłkę. Zapłaciliby za nią natychmiastowym zakończeniem sezonu z przeświadczeniem, że nie udało się osiągnąć tego, o co chodziło.

W kłopotliwy stan grania pod presją wprowadziły zastalowców dwie przegrane z rzędu w ćwierćfinałowej serii z Czarnymi. Pierwsza przydarzyła się we własnej hali. Druga doszła w piątek w Słupsku. I szala przechyliła się na korzyść przeciwników, którzy w piątkowym starciu wygrali przekonująco, jak na warunki tej serii obfitującej w dogrywki. W niedzielę gospodarze mogli załatwi sobie awans do półfinału, a mieli ku temu warunki: wielkie wsparcie fanów, więcej zawodników w rotacji, objawy zmęczenia u kilku ważnych graczy Zastalu i strzeleckie rozchwianie najlepszego snajpera ligi Waltera Hodge'a . Portorykańczyk oddał w niedzielę 21 rzutów z gry, trafił 5.

Żeby jednak martwić się atakiem, najpierw należało rozwiązać problem obrony. W piątek Czarni dziurawili ją podaniami pod kosz, skąd środkowy Scott Morrison karcił gości trafieniami na stuprocentowej skuteczności. Dlatego sobota na pewno była dniem ciężkiej koncepcyjnej pracy dla zielonogórskiego sztabu trenerskiego. Mihailo Uvalin wymyślił, że musi zmienić szyki defensywy, by nie pozwolić Czarnym na pewne punkty spod tablicy. Ten cel osiągnął. Ustawił strefę złożoną z czterech graczy, a piąty najczęściej indywidualnie krył zawodnika z pozycji numer dwa. Nowe warunki walki zbiły słupskich koszykarzy z tropu. Zostali zmuszeni do rzucania z dystansu. Uvalinowi chyba o to właśnie chodziło. Trener doczekał się też o wiele lepszego dnia swojego środkowego - Kirka Archibequ'a oraz rzucającego obrońcy Kamila Chanasa.

Tym razem - w przeciwieństwie do piątku - Zastal nie tracił sił na regularny pościg na gospodarzami. Szło równo, a nawet częściej na prowadzeniu trzymali się zastalowcy. Po połowie goście przeważali 49:41. Znacznie poprawili się w zbiórkach. Mniej faulowali. Pożyteczny okazał się Thomas Mobley. Gospodarze łapali sporo fauli, próbując zatrzymać jego punktowe akcje.

To właśnie rzuty Mobley'a i Chanasa dało gościom prowadzenie w czwartej kwarcie: 65:62 i 68:64. Już wtedy błagaliśmy o herbatę z melisą. Ale wszystko, co najważniejsze, dopiero się zaczynało. Ze zmęczenia wynikały straty i pudła, które bodaj równomiernie ciążyły dwóm drużynom. Szala niby przechylała się na korzyść gości, a jednak przy wyniku 74:76 i kolejnym pudle Hodge'a, piłkę przejęli słupszczanie. Gdy na 4,2 s przed końcem ich skrzydłowy Zbigniew Białek przymierzył za trzy punkty i trafił, gospodarze poczuli się szczęściarzami. Po ciężkim spotkaniu wyszli na prowadzenie 77:76. Jednak do pełni szczęścia musieli jeszcze przez te kilka sekund obronić się przed ostatnim atakiem Zastalu.

Piłkę z autu dostał Piotr Stelmach. Chwileczkę się zawahał. Było widać, że plan był inny. Zielonogórski skrzydłowy musiał improwizować, został zdany sam na siebie. Ale rozegrał sprawę z właściwym sobie dostojeństwem i najważniejsze, że skutecznie. Przebił się pod kosz, wyczekał dosłownie do ostatniego ułamka sekundy. Po jego wejściu piłka wtoczyła się do obręczy... - Zapamiętam ten moment i akcję. Tak naprawdę zagrywka miała wyglądać inaczej. Ale już nie było czasu. Zrobiłem to, co powinienem - zaatakowałem kosz. Mamy piąty mecz. O to chodziło! - wydusił z siebie bohater ostatniej akcji.

Hala w Słupsku oniemiała, zamarła wręcz. Tylko grupka zielonogórskich koszykarzy i ich najwierniejszych fanów zacisnęła pięści.

Była przeogromna presja i takież tarapaty. Ale Zastal wybrnął, a seria trwa. W środę o 18.30 rozstrzygające starcie w hali CRS. Sprzedaż biletów ruszyła w niedzielę o godz. 20.

ENERGA CZARNI SŁUPSK - ZASTAL ZIELONA GÓRA 77:78

KWARTY: 25:24, 16:25, 17:10, 19:19

ENERGA CZARNI: Burrell 23, Roszyk 13 (1), Białek 9 (3), Morrison 5, Hinson 3 (1) oraz Kikowski 12 (1), Cesnauskis 8 (2), Lończyk 2, Weaver 2.

ZASTAL: Archibeque 19, Hodge 15 (1), Chanas 12 (4), Mirković 9 (1), Sroka 2 oraz Mobley 13 (2), Stelmach 6, Flieger 2.

Więcej o: