Sport.pl

ZAKRĘCENI W LEWO: Uśmiech politowania nad uzdrawiaczami żużla

W sezonie żużlowym 2013 Tomasz Gollob będzie zdobywał punkty dla - niepotrzebne skreślić - Marmy Rzeszów, Falubazu Zielona Góra, Unibaksu Toruń, Polonii Bydgoszcz, Steru Gniezno. Jarosław Hampel - niepotrzebne skreślić - zostanie w Unii Leszno, trafi do Falubazu, Marmy, Unibaksu. W taki sposób można bawić się w wymienianie kolejnych żużlowców z krajowej czołówki i przypisanie ich do niemal wszystkich ekstraligowych klubów.
Czemu ma to służyć? Oczywiście - niczemu. Jedynie rozsiewaniu plotek. Tak jest co roku. Według spekulacji mniej lub bardziej poważnych mediów, między sezonami rzesze zawodników zmieni barwy klubowe, a zwykle kończy się na kilku głośnych transferach. Taka sytuacja powtarza się co dwanaście miesięcy. Niektórzy idą mocno po bandzie. Np. jeden z portali przypisał Stali Gorzów - oprócz zawodników jeżdżących w minionym sezonie - dziesięciu nowych jeźdźców. Żeby było śmieszniej, większość z tych żużlowców - według prognoz - dostanie też angaż w kilku innych klubach.

W zielonogórskim Falubazie, który marzy o tym, by wrócić na ekstraligowy szczyt - według plotek - też ma nastąpić wiele zmian. Hampel, Gollob, Lindgren, Jensen... Szykuje się naprawdę mistrzowski skład, bo przecież są tu jeszcze Jonsson, Protasiewicz, Dudek, Łoktajew.

A może prościej byłoby zakomunikować, że każdy z zawodników ma szansę jeździć wszędzie. To wbrew pozorom mogłoby sprawić mniej zamieszania w głowach kibiców, którzy skazani są na śledzenie bzdur związanych z transferowymi rewelacjami. Rozpowszechniania sensacji związanych z zatrudnianiem przez kluby nowych zawodników nie osłabił nawet fakt, że wciąż nie wiadomo według jakiego klucza kluby będą mogły ich zatrudniać. Bo wciąż nie wiemy, jaki regulamin będzie obowiązywał w Ekstralidze.

Najbardziej bogata żużlowo Polska od lat powinna być wzorem dla żużlowego świata, a ciągle się kompromituje. Utrzymuje cykl Grand Prix, a tworząc dziwaczne regulaminy (w minionym sezonie jeden zawodnik z GP w ekstraligowej drużynie) ogranicza udział w nim swoim reprezentantom. Upiera się przy tworzeniu drużyn w oparciu o średnie KSM, choć wiadomo, że KSM w innych krajach mocno obniżył poziom rozgrywek. Skoro my nie potrafimy dać przykładu innym, to może weźmy go od tych, którzy potrafili stworzyć dobre zasady gry. Choćby od Szwedów, których Elitserien w tej chwili bije naszą Ekstraligę na głowę. W każdym meczu pojedynki najlepszych zawodników na świecie, czytelny regulamin rozgrywek, a przerwa między sezonami pozbawiona transferowej szopki, bo tam już 1 listopada wszystkie kluby musiały mieć skompletowane drużyny. Naprawdę Szwedom się udało, w spokoju mogą czekać na nowy sezon. I posyłać nam przez Bałtyk uśmiechy politowania nad tym, jak z roku na rok ich koledzy z Polski "uzdrawiają" żużel i jednocześnie utrzymują zawodników u nich startujących.

Żużlowi zarządcy w Polsce wyraźnie wychodzą z założenia, że to co proste i czytelne, w efekcie jest nieciekawe. Pal licho, jeśli takie postawienie sprawy nie miałoby wpływu na poziom, zainteresowanie, czy organizację rozgrywek. Tymczasem w mijającym roku przekonaliśmy się, że ekstraligowe piekiełko zepchnęło polski żużel w głęboki dół, z którego będzie ciężko go wygrzebać. Przynajmniej w najbliższym sezonie.

Więcej o: