Kapitan Falubazu: Mistrz odrodzi się za rok. Teraz honor i brak podium

- Dałem z siebie wszystko, koledzy też. Wszyscy wiedzą, w jak trudnej byliśmy sytuacji. Brakowało u nas trzech podstawowych zawodników, a mimo to byliśmy bardzo blisko brązu. Ja bym z honorem przyjął naszą porażkę - zaapelował do kibiców żużlowego Stelmetu Falubazu kapitan zielonogórskiej drużyny Piotr Protasiewicz.
W 15. wyścigu niedzielnego meczu w Zielonej Górze Falubaz potrzebował podwójnego zwycięstwa, by sięgnąć po medal. Z przodu mknął do mety Aleksandr Łoktajew, a za jego plecami trwała zaciekła walka liderów obu drużyn - Ryana Sullivana z Unibaksu i Andreasa Jonssona z Falubazu. Szwed przegrał. Bronił się przed upadkiem, gdy rywal zajechał mu drogę. - Akcja była bardzo ostra, ale pewnie każdy z zawodników pojechałby tak samo - powiedział trener Falubazu Rafał Dobrucki. - Nie doszukiwałbym się w tym naszego niepowodzenia. Wynik poszedł w świat, nie ma co nad tym dyskutować.

- Jestem trochę zawiedziony, bo gdzieś tam widzieliśmy brązowe medale, choć w połowie zawodów z bardzo daleka - mówił "Rafi". - Cały czas wierzyliśmy w zdobycie brązu. Spodziewaliśmy się, że każdy punkt zdobyty na torze będzie ważny. I tak było w istocie. Na pewno zawodnicy dali z siebie wszystko, zrobiliśmy co w naszej mocy. Niedosyt jest. Myślę, że gdybyśmy przegrali rewanż albo różnica punktów w dwumeczu byłaby większa, to pewnie nie byłoby takiego rozczarowania, jak jest. Ale uważam, że widowisko, jakie oglądali kibice, zrekompensowało nieco tę gorycz. Falubaz to zespół, który ma charakter, przy tym składzie, jakim dysponowaliśmy, to wydaje mi się, że osiągnęliśmy dobry wynik. Rune Holta nie mógł nam pomóc. Przyjechał na krótki trening, spróbował jeździć, ale bez powodzenia. Wystartował kilka razy, ale ból ręki był tak duży, że nie mógł utrzymać motocykla. W trybie awaryjnym ściągnięty został Krzysztof Jabłoński, któremu silnik pożyczył kapitan zespołu Piotr Protasiewicz. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Nikt nie może nam zarzucić tego, że czegoś w odpowiednim stopniu nie dopilnowaliśmy.

Piotr Protasiewicz też uważa, że zespół Falubazu spisał się na miarę możliwości. - Dałem z siebie wszystko, koledzy też. Taka jest na dziś siła Falubazu, wszyscy wiedzą, w jak trudnej byliśmy sytuacji, brakowało u nas trzech podstawowych zawodników - mówił "Protas". - A mimo to byliśmy bardzo blisko brązu. Myślę, że po takim meczu kibice mogą być zadowoleni z naszej postawy. Każdy, ile mógł, to włożył w zdobycz punktową. Ja bym z honorem przyjął tę naszą porażkę. Patrząc z perspektywy czwartego miejsca w lidze, wierzę w to, że Falubaz się odrodzi i w sezonie 2013 będzie dużo mocniejszy w walce o złoto.

Tak mecz komentowała strona toruńska:

Mirosław Kowalik (menedżer Unibaksu): Medal to wielka osłoda po ciężkich trudach całego sezonu. Chciałbym ten krążek dedykować obu prezesom, nowemu oraz przede wszystkim Wojtkowi Stępniewskiemu, który odchodzi. To również wielka zasługa Wojtka w tym wszystkim. Nowemu prezesowi życzymy wszystkiego najlepszego. Ten medal nam się należał i bardzo fajnie, że udało się go zdobyć. Tak naprawdę jeden punkt o tym zadecydował. Musiałem wypić z pół butelki szampana, żeby nerwy puściły i zeszły ze mnie emocje.

Adrian Miedziński (jeden z liderów toruńskiej drużyny): To był bardzo trudny mecz, Falubaz jest bardzo mocną drużyną u siebie. Dobrze, że udało nam się tak pojechać bez Darcy Warda. Zawody na początku były dla mnie dość dobre, w końcówce zaczęły się małe problemy. Może przyczyną była zbyt długa przerwa, jaką wszyscy mieliśmy pomiędzy spotkaniami. Zapewne niekorzystnie wpłynęła na zawodników. Na szczęście zdobyliśmy brązowy medal, gratuluję zielonogórzanom postawy, bo jechali świetnie.

Jan Ząbik (trener Unibaksu): Mieliśmy w tym meczu wiele szczęścia i nieszczęścia. Wyszliśmy w pewnym momencie na prowadzenie, a później po paru błędach naszych zawodników oddaliśmy pole walki. Jednak taki jest sport, kto błędów mniej popełnia, ten wygrywa. Końcówka należała raczej do nas, Ryan Sullivan stanął na wysokości zadania.