Sport.pl

Jerzy Synowiec: Do historii przeszli tylko zwycięzcy

Z meczu rewanżowego o złoto w Ekstralidze żużlowej najbardziej zapamiętałem przedmeczową wypowiedź prezesa Stali Gorzów Ireneusza Macieja Zmory, że do historii przechodzą tak naprawdę tylko zwycięzcy i dlatego Stal przyjechała do Tarnowa wygrać.
Te słowa znalazły swoje potwierdzenie w całej poniedziałkowej, nie tylko sportowej prasie oraz relacjach telewizyjnych. Mówiono tylko i wyłącznie o zwycięzcy, czyli tarnowskiej Unii lub jak kto woli - Azotach Tauronie, o naszej Stali właściwie nie wspominając. Jest dokładnie tak, jak w amerykańskim modelu sportu, gdzie zwycięzca bierze wszystko, a o przegranym, nawet drugim, nikt nie wspomina.

Jasne, że do statystyk wpiszemy kolejny srebrny medal, ale cieszenie się z niego jest trochę obłudne, bo w tym roku żużlowa drużyna z Gorzowa mierzyła tylko w złoto. Mając zespół z czterema uczestnikami Grand Prix (Gollob, Zagar, Kasprzak, Iversen), stalowcy przegrać finału nie powinni. Bałem się tylko jednego - że zwycięstwo ulotni się wraz z kiepską postawą Tomasza Golloba i niestety, nie myliłem się. Trzy punkty w Gorzowie i osiem punktów w Tarnowie dało łącznie punktów 11, czyli 5,5 pkt na mecz. To w sam raz wystarczyło do naszej porażki. Z góry było bowiem wiadomo, że pozostała czwórka, bez punktów kapitana, dwumeczu nie wygra, i istotnie nie wygrała.

Ulubieniec honorowego prezesa zaprzepaścił szanse na złoto, które było na wyciągniecie ręki i nie zmienią tego wspominki, jakie to ten zawodnik ma zasługi dla polskiego żużla. Ma ogromne - no i co z tego? Zasługi bonusa nie dają. Zasługi dla polskiej piłki ma też Grzegorz Lato i czy mamy go dlatego chwalić do końca życia? Stare sportowe przysłowie mówi, że tyle jesteś wart, ile pokazałeś w ostatnim meczu i tę prawdę dobrze sobie przyswoił tarnowski junior Jakub Jamróg, który w siódmym biegu niedzielnego rewanżu objechał naszego kapitana jak dzieciaka, pozbawiając nas tym samym nadziei na końcowy sukces.

Żużlowi komentatorzy twierdzą, że niedzielny finał był najprawdopodobniej pożegnaniem Tomasza Golloba ze Stalą, bo klub przez cały sezon zniechęcał mistrza do przedłużenia umowy, przygotowując tor, który mu nie pasował. Jeśli tak będzie istotnie, to ja z pewnością płakał po nim nie będę, bo cóż to za mistrz, który na własnym torze przez cały sezon był objeżdżany przez byle kogo. Stal w przeszłości miała różnych kapitanów, ale tak mało charyzmatycznego jak Gollob nie było nigdy. Nie sądzę, aby Stal pod jego przywództwem w przyszłości sięgnęła po tytuł mistrza Polski. Wniosek z tego jest jeden - trzeba szukać zastępstwa i zatrzasnąć drzwi z napisem mistrz świata, bo na nikim to dzisiaj nie robi wrażenia. Mamy w klubie Piotra Palucha, który w roli trenera sprawdził się pierwszorzędnie, jest też Ireneusz Maciej Zmora, który swoją wypowiedzią przed meczem pokazał, że nie chce być prezesem papierowym. Gdyby jeszcze honorowy prezes schował się nieco za plecy innych (strach otworzyć lodówkę, aby stamtąd też nie wyskoczył), to przy powrocie do zdrowia Bartka Zmarzlika i nowym kapitanie z prawdziwego zdarzenia można myśleć o kolejnym ataku na złoto. Tym razem skutecznym.

Więcej o: