Jerzy Synowiec: Złoto wraca do Gorzowa, Falubaz tylko o brąz

Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że miejsca w play-off żużlowej ekstraligi są już zajęte, półfinałowe pary ustalone, a zdecydowanego faworyta nie ma. Po wtorkowej, niepełnej, przełożonej kolejce sytuacja skomplikowała się, i to bardzo.
Wprawdzie pewniakami do walki o medale są tarnowianie i Stal Gorzów oraz najpewniej Falubaz Zielona Góra, to już rywalizacja o czwarte miejsce będzie trwała do ostatniej kolejki, a chimeryczność formy i Unii Leszno, i Unibaksu Toruń nie pozwalają wskazać, kto tę rywalizację wygra.

Wnioski dalekosiężne, jakie można wyciągnąć po wtorkowych meczach (zaległego spotkania Stali z Częstochową nie liczę, bo niespodzianki żadnej nie będzie i trzy punkty można dopisać na konto Gorzowa), są moim zdaniem jednoznaczne. Faworytem, i to zdecydowanym do złota jest Stal. Kilka ostatnich spotkań było w wykonaniu gorzowskiej drużyny niepewnych, ale mecz w Zielonej Górze pokazał, że stalowcy w tym sezonie dwumeczu z nikim nie przegrają, i to zarówno w półfinałach, jak i w wielkim finale. Odrodzenie Golloba z największej obniżki formy w jego karierze jest faktem, który potwierdza dobry start w Gorican i świetny występ w Zielonej Górze. Iversen jest największą niespodzianką in plus tegorocznych rozgrywek, zaś znakomite starty Jensena i Zmarzlika, nawet przy momentami bezbarwnej jeździe Kasprzaka i Zagara, pozwalają przyjąć za pewnik założenie, że po 29 latach złoto wróci do Gorzowa.

Dlaczego tak sądzę? Dotychczasowy lider, czyli Azoty Tarnów, nie jest tak silny, jak to się mogło wydawać jeszcze w lipcu. O ile Hancock, Vaculik i Kołodziej formę mają przyzwoitą, to reszta jedzie od przypadku do przypadku. Janowski przeciętny, Madsen zupełnie bez błysku, a o Lamparcie czy Gomólskim nie ma nawet co wspominać. Złoto nie dla nich.

Falubaz jest nieobliczalny, ale maksimum swojej siły pokazał we wtorek. Protasiewicz, Jonsson, Dudek - bez zarzutu, jednak dalej jest wręcz tragicznie. Wprawdzie Łoktajew jedzie lepiej, niż się spodziewano (brawo za odkrycie tego talentu), to Holta, Davidsson, Jabłoński i Jankowski nie są zawodnikami nadającymi się do ekstraligi. Angaż Jabłońskiego i Jankowskiego to nieporozumienie, tragicznej formy Davidssona nie można było przewidzieć, ale już Holta to kara za wszystkie grzechy Falubazu. Do końca sezonu kibice zielonogórscy będą tylko płakać, a głównym winowajcą ich smutku będzie "Rysiek" pseudo "Złotówa" Holta. Ten, kto go zaproponował, i ten, kto go zaakceptował, działali w warunkach ograniczonej poczytalności. Zatem w takim składzie Falubaz będzie raczej walczył tylko o brąz.

Unia Leszno to zespół o największym potencjale, ale bez swojego lidera Jarosława Hampela nie jest w stanie Stali zagrozić. Leszczyńska młodzież jest w stanie walczyć z każdym, nie potrafi jednak pojechać równo i skutecznie w dwóch spotkaniach z rzędu. Awans do play-off będzie sukcesem. Unibax Toruń to największe rozczarowanie sezonu. Kwartet: Sullivan, Holder, Ward i Miedziński, wsparci utalentowanymi braćmi Pulczyńskimi, powinien dzielić i rządzić w lidze, mierząc zdecydowanie w złoto. W ubiegłym roku Unibax dał plamę, zajmując ledwie czwarte miejsce. W tym sezonie może być podobnie, a może nawet gorzej. Myślę, że w takiej sytuacji, po zakończeniu sezonu, dojdzie w tym klubie do rewolucji. Tym bardziej że toruńscy kibice zaczynają masowo bojkotować mecze i Motoarena przerażająco świeci pustkami.