Sport.pl

Piotr Protasiewicz: Nasza wygrana karą dla leszczyńskich działaczy

Zielonogórscy żużlowcy triumfowali na leszczyńskim ?Smoku?, tam, gdzie zdarza im się wygrywać bardzo rzadko. Choć tym razem tor sprzyjał mistrzom Polski, to zawodnicy Stelmetu Falubazu nie mieli o nim dobrego zdania.
Kapitan zielonogórskiego zespołu Piotr Protasiewicz był obok Szweda Andreasa Jonssona najlepszym zawodnikiem spotkania. To "Protas" dał w 12. wyścigu Falubazowi impuls, po którym miejscowi oddali inicjatywę rywalom i przegrali 39:51. Kapitanowi mistrzów Polski w Lesznie jeździło się wyjątkowo dobrze, a mimo to narzekał na to, że gospodarze przygotowali tor, na którym nie dało się ścigać. Miał rację, bo bardzo przyczepna nawierzchnia sprawiała kłopoty żużlowcom, a o wynikach decydował głównie start.

- Nasze zwycięstwo to kara dla leszczyńskich działaczy za przygotowanie toru - stwierdził Piotr Protasiewicz. - Przecież tor w Lesznie to jeden z najlepszych torów do ścigania w Polsce, a tym razem ścigania nie było w ogóle, tylko walka o utrzymanie się na motocyklu. Walka z torem, a nie z rywalami. Dlatego cieszę się, że dojechaliśmy do końca zawodów cało i zdrowo. Dziwię się, że tak przygotowano tor, przecież zawodnicy leszczyńscy potrafią walczyć, a tu chodziło tylko o utrzymanie pozycji wywalczonej po starcie.

"Protas" uważa, że w Lesznie mogło być więcej dobrych wyścigów, gdyby... - Tor nie był zbronowany tak mocno, a bardziej ubity i nasączony wodą - mówił. - Na szczęście sędzia nakazał dłuższe równanie toru przy każdej przerwie w meczu, dlatego tor tak bardzo nie rozsypywał się. Mimo że jeździło mi się bardzo dobrze, to uważam, że można było stworzyć lepsze warunki do jazdy.

Kapitan Falubazu zauważył, że sytuacja, do której doszło w Lesznie, zdecydowanie nie sprzyja popularyzacji żużla. - W Zielonej Górze też kiedyś jeździliśmy na megaprzyczepnym torze. Gdybyśmy jeździli na takim do dziś, to pewnie wyniki byłyby dobre, ale widowiska kiepskie - powiedział Piotr Protasiewicz. - Zakładając, że mamy spadek frekwencji na stadionach, to jeśli będziemy robić antyżużel, to tej frekwencji nie będzie w ogóle.

Co było według lidera Falubazu kluczem do sukcesu w Lesznie? - Tak jak mówiłem przed zawodami: równa jazda całego zespołu. Wszyscy punktowali bardzo dobrze. Jakieś pojedyncze wpadki były, ale jak może ich nie być, skoro jeździliśmy przeciwko bardzo dobrej drużynie, i to na wyjeździe. Jestem szczęśliwy, że zaliczyliśmy tak wspaniałe zawody, w tak dobrym stylu zwyciężyliśmy. Początek meczu może i był gorszy, jeden zawodnik trafił od początku z ustawieniami, drugi po jednym czy dwóch biegach, ale liczy się to, w jaki sposób zakończyliśmy mecz. Cieszymy się, bo wiele lat czekaliśmy, żeby zwyciężyć na stadionie Alfreda Smoczyka.

- Falubaz pokazał swoją siłę - skomentował porażkę Unii jej kapitan Damian Baliński. - A co do toru, to każdy ma prawo do swojej oceny, Piotr opowiedział, jakie są jego odczucia. Ja tego nie będę negował. My na takim torze zazwyczaj jeździmy. Skoro obserwator i sędzia nie mieli zastrzeżeń, to chyba nie ma co dalej na ten temat dyskutować. Wydaje mi się, że tor był przygotowany w miarę dobrze, ja nie zamierzam się przekomarzać. Dostaliśmy na takim torze lanie, być może jest to dla nas jakaś nauczka, żeby nad nim jeszcze lepiej popracować.

Na temat przygotowania nawierzchni leszczyńskiego toru wypowiedział się też kierownik zespołu gospodarzy Mateusz Gryczka. - Był on przygotowywany od godz. 14 w sobotę pod okiem obserwatora meczu - mówił. - Ani on, ani sędzia zawodów nie mieli przed meczem zastrzeżeń. Spodziewaliśmy się trochę innego meczu. Liczyliśmy na zwycięstwo nawet z punktem bonusowym, by mocno zbliżyć się do play-off. W drugiej części zawodów o wyniku decydował głównie start, a goście byli niesamowicie szybcy przy wyjściu spod taśmy.

Więcej o: