Szalikowa wojna żużlowa. Konflikt się rozpala

Nie palcie szalika Falubazu z pomnika Chrystusa - apeluje prezes zielonogórskiego klubu Robert Dowhan. - Spalić, jak chce sąd. Senatorowi nie przystoi stać po drugiej stronie barykady - atakuje Władysław Komarnicki, prezes Stali Gorzów.
O tym, że gigantyczny szalik ma zostać zniszczony, "Gazeta" poinformowała pierwsza. W październiku ub.r. kibice Falubazu w noc poprzedzającą finał żużlowej ekstraligi zawiesili 40-metrowy klubowy szal na ramionach pomnika Chrystusa w Świebodzinie. - Pan tego dnia poprowadzi nas do zwycięstwa - SMS-owali po wyczynie.

By założyć 45-kilogramowy szalik, sforsowali drzwi do wnętrza figury. Szkodę pokryli. Ok. 1 tys. zł wpłacili na konto parafii. Prokuratorzy szal uznali jako "dowód w sprawie". Umorzyli ją po miesiącu z powodu braku wykrycia sprawców. Pozostał problem - co zrobić z szalikiem?

Prokuratorzy postawili na standardową procedurę. Wnioskowali o przepadek szalu na rzecz skarbu państwa i zniszczenie. Sąd się zgodził. Szalik miał skończyć w piecu.

Zdaniem socjologów mogło to zaognić relacje kibiców z policją. Bo to policjanci mieli wykonać polecenie śledczych i zniszczyć szalik.

Dowhan: Nie palić, pomóż kibicowi

W jego obronie stanął Robert Dowhan, senator PO i na co dzień prezes Falubazu. Zaproponował, by szalik sprzedać, a pieniądze przeznaczyć na cel charytatywny. "Spalenie może wywołać niepotrzebne emocje. Kibice ze szczególną estymą traktują barwy klubowe. Odebraliśmy dużo telefonów z prośbą o interwencję. Wydaje nam się, że licytacja szalika jest lepszym rozwiązaniem. Pieniądze chcielibyśmy przeznaczyć na leczenie chorego na nowotwór wieloletniego kibica naszej drużyny. Bardzo proszę o poważne potraktowanie mojej prośby i podjęcie próby formalnego rozwiązania tej sprawy" - napisał Dowhan w liście otwartym. Podpierał się także rozpaczliwym listem żony kibica Falubazu, która tłumaczyła, że pieniądze z licytacji pomogą w rehabilitacji męża, jedynego żywiciela rodziny. - Nie róbmy niepotrzebnych fetyszy. Szalik nie stanowi żadnej świętości. Nie boimy się kiboli i zdania nie zmienimy - tłumaczył "Gazecie" prokurator Grzegorz Szklarz.

W poniedziałek prokuratorzy zmienili zdanie. Alfred Staszak, szef Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, zapowiedział, że prokuratorzy jeszcze raz rozpatrzą sprawę szalika. - Sprawdzimy, czy w całej procedurze postępowania nie popełniono żadnego błędu - mówi Staszak.

Jaki błąd mogli popełnić prokuratorzy ze Świebodzina? Brak pieczątki? Wpisanie złej daty? Prokurator nie chce odpowiedzieć. Wyklucza, by śledczy brali pod uwagę aspekty społeczne, np. że szalik może pogorszyć relacje kibiców z policją.

- Chodzi o formalności - dodaje Staszak.

Komarnicki: Spalić, jak chce sąd

Decyzją prokuratora oburzony jest Władysław Komarnicki, prezes gorzowskiej Stali. - Nie chodzi o to, czy palić szalik, czy nie. Idzie o to, by z powagą traktować decyzję sądu. Skoro zdecydował, że trzeba spalić, to tak powinno się stać. Tymczasem senator lobbuje, a prokurator ulega - komentuje Komarnicki. Prezes Stali nie ukrywa, że ma żal do zielonogórskich prokuratorów, którzy dwa lata temu umorzyli śledztwo w sprawie pobicia kibiców Stali przez policjantów w Zielonej Górze. Policjanci użyli gazu i pałek. Prokuratorzy uznali, że nie przekroczyli swoich uprawnień. - Nie usłyszeliśmy słowa "przepraszam". Nie było dobrej woli, by wstawić się za ofiarami. A nad błahą sprawą szalika prokuratorzy się pochylają.

Komarnicki oskarża Dowhana o populizm. - Bezmyślnie podlizuje się kibicom. Nie rozumie, że co mógł robić jako prezes Falubazu, nie przystoi senatorowi RP. Dowhan, kwestionując decyzję sądu, staje po drugiej stronie barykady. Do tego gra na ludzkich uczuciach. Włącza w spór potrzebującą rodzinę.

- Nie boi się pan, że namawianie do spalenia szalika rozpali nową wojnę pomiędzy kibicami?

- Nie mówię tego jako prezes i działacz, tylko jako obywatel i katolik. Szalik był dowodem profanacji. Łamanie prawa nie ma barw ani odcieni klubowych. Chodzi o równe traktowanie - odpowiada Komarnicki.

Co na to Dowhan? - Jak Komarnicki uważa, że trzeba spalić szalik, wcześniej niech sam spali się ze wstydu. Czy popierałby zniszczenie szalika w barwach Stali? Wątpię.

O roli senatora mówi krótko: - Nie kwestionowałem decyzji sądu, tylko poprosiłem prokuratorów, by zastanowili się nad inną formą wykorzystania szalika. Po to, by nie wywoływać niepotrzebnych emocji, po to, by szalik mógł komuś pomóc.

Socjolog: Nauczka dla prokuratorów

Dominik Antonowicz, dr socjologii UMK w Toruniu, od lat bada środowiska kibicowskie. Przyznaje, że prokuratorzy, paląc szalik, upokarzają kibiców, obniżają ich zaufanie do instytucji państwa. - Odżywa konflikt Stali z Falubazem i Komarnickiego z Dowhanem. Z drugiej strony nie można bagatelizować odczuć kibiców Gorzowa. Sprawę pobicia ich fanów przez policję zamieciono pod dywan. Nikt ze strony Falubazu nie próbował poprawić tych relacji po nieszczęsnych derbach, a sprawę mało szczęśliwie uznano za niebyłą. Stalowcy mogą czuć, że presja lokalnego środowiska ma wpływ na działanie zielonogórskiej prokuratury, która w sprawie szalika wykazała się odrobiną empatii. Dlatego tak ważne jest, by śledztwa dotyczące kibiców były prowadzone z wyjątkową starannością. To nauczka dla prokuratorów na przyszłość - tłumaczy Antonowicz.