Słynny szalik Falubazu pójdzie do pieca. Socjolog: To upokorzenie

Jesienią zdjęcia świebodzińskiego Jezusa Chrystusa w gigantycznym szaliku Falubazu Zielona Góra obiegły całą Polskę. Policja zarekwirowała szal jako dowód w sprawie. Prokuratura umorzyła śledztwo, a sąd zdecydował, że stanie się własnością skarbu państwa i zostanie zutylizowany.
Kibice zjawili się pod pomnikiem Chrystusa w nocy 2 października, dzień przed meczem żużlowców Falubazu z Unią Leszno, rozstrzygającym o tytule drużynowego mistrza Polski. Fani zabrali ze sobą gigantyczny szal w żółto-biało-zielonych barwach klubu. Miał 40 metrów długości, 4 szerokości i ważył ok. 45 kg. Pomnik Chrystusa ochraniał jeden stróż. Kibice postanowili podejść go fortelem. Do stróżówki weszli z litrową butelką wódki Soplicy.

Niech Pan nas prowadzi...

- Na początku chcieli, żebym wpuścił ich na koronę po dobroci. Wiedzieli, że klucze noszę zawsze przy sobie. Mówili, że chcą zobaczyć panoramę Świebodzina. Nie mieli nawet lornetki, więc wyczułem, że coś jest nie tak i nie zgodziłem się - opowiadał "Gazecie" pan Zbyszek i pokazywał nadpitą butelkę. Nazwał ją "wódką satanistów". Stróż kluczy oddać nie chciał, ale ucieszył się z towarzystwa. Ale gdy kibice w stróżówce zagadywali portiera, inni wdrapywali się na szczyt. Kibice musieli sforsować zamki w metalowych drzwiach, które prowadzą do wnętrza figury. Potem po rusztowaniach wspięli się na koronę. Stamtąd spuścili na dół liny, którymi wciągnęli długi szal. Zawisł nad ranem na ramionach Chrystusa. Sięgał aż do jego kolan. Kibice zrobili zdjęcia i przesyłali sobie MMS-y: "Niech Pan tego dnia prowadzi nas do zwycięstwa". Tłumaczyli, że nie chcą obrażać niczyich uczuć religijnych. Obiecali, że zwrócą parafii pieniądze na naprawę drzwi. Tak też zrobili. Prokuratorzy potwierdzają, że na kościelne konto wpłynęło tysiąc złotych.

Do pieca w Świebodzinie

Szal nad ranem ściągnęli strażacy. Trafił na komendę i został dowodem w sprawie. Po miesiącu prokuratura umorzyła śledztwo, bo nie wykryła sprawców. Ksiądz nie składał zażalenia - kibice wpłacili nawiązkę. Co policja zrobi z szalikiem? Pod koniec stycznia Sąd Rejonowy w Świebodzinie wydał orzeczenie - przepadek dowodu rzeczowego na rzecz skarbu państwa.

Co to oznacza w praktyce? - pytamy.

- Utylizację albo sprzedaż. Rzeczy, które możemy wystawić na sprzedaż, to najczęściej samochody. Natomiast niszczymy nielegalne alkohol i papierosy, narkotyki oraz podrabianą odzież. Trudno spekulować, co zrobimy z szalikiem, bo to niecodzienny dowód - tłumaczy Sławomir Konieczny, rzecznik lubuskiego komendanta. Decydujące zdanie należy do sądu. Prokuratorzy dostali już wstępną decyzję sędziego. Brakuje szczegółów, trzeba czekać na pełne akta.

- Jeśli sąd zdecydował, że szalik trzeba zniszczyć, np. zutylizować, to zajmą się tym policjanci. I może dojść do niepotrzebnego zgrzytu między kibicami a policją. Wiadomo, że dla kibiców szalik to świętość - tłumaczy jeden z zielonogórskich prokuratorów. - Sam wnioskowałbym do sądu, by szal wystawić na aukcję i wpływy przekazać na cele charytatywne, np. na dzieciaki z domów dziecka. Mógłby osiągnąć zawrotną cenę w sieci - tłumaczy. Szalik jest w świetnym stanie. - Pęknie pozszywany. Misterna robota.

Jednak prokuratura nie będzie zabiegać w sądzie, by ocalić i sprzedać szalik. - Prokurator, który prowadził sprawę, wnioskował od zniszczenie szalika jako dowodu przestępstwa. Podjął trafną decyzję. Nie twórzmy niepotrzebnych fetyszy - tłumaczy Grzegorz Szklarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. Przyznaje, że szalik może zostać spalony, np. w kotłowni Sądu w Świebodzinie.

- Zutylizują go policjanci, bo to oni go przechowują. Czy to nie zaogni relacji pomiędzy kibicami a policją? - pytamy i podpowiadamy, że policjanci mogliby szalik oddać np. na licytację Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

- To nie policjanci podejmą taką decyzję, tylko my i sąd. A prokuratorzy nie boją się kiboli. Dla nas taki szalik to żadna świętość, tylko zwykły dowód, który podlega zniszczeniu - tłumaczy prokurator Szklarz.

Mówi socjolog: Sprzedać, nie upokarzać

Maja Sałwacka: Prokurator chce spalić szalik. Madrze robi?

Dr Dominik Antonowicz, socjolog z UMK w Toruniu, badacz zachowań kibiców żużlowych i piłkarskich: - Jest mi przykro, bo to nie zbuduje dobrych relacji pomiędzy kibicami a policją, w ogóle instytucjami rządu. Jest mi smutno, bo komuś zabrakło wyobraźni i wyczucia. Tak się nie robi. Dla kibiców taki szalik ma cholernie ważny wymiar. To sfera świętości, której nie można profanować, a prokurator, paląc go, dokładnie właśnie to zrobi.

Prokurator mówi: Szalik, nie świętość

- Do sportowej symboliki trzeba podchodzić z podobnym wyczuciem jak do tej mniejszości etnicznych. Taka decyzja nie spowoduje, że policja i prokuratura zdobędą zaufanie, tak bardzo potrzebne po zielonogórskich zamieszkach. Nie naprawi relacji. A wszystko odbije się jak w lustrze - na napisach na miejskich murach. Prokurator owszem miał prawo zniszczyć dowód, ale lepszy efekt osiągnąłby, wystawiając go na sprzedaż. Tak może znów dojść do eskalacji nienawiści do "mundurów". Bite przez rodziców dziecko w końcu odpłaca agresją za swoje upokorzenie, a co by nie mówić, prokurator paląc szalik, upokarza kibiców.

Szalik to dowód przestępstwa. Prokurator traktuje go jak każdy inny dowód. Pokazuje, że przestępstwo nie może pozostać bezkarne.

- Kibice wyrównali szkody, nie obrazili niczyich uczuć religijnych. Prokurator stosuje dotkliwą karę - upokorzenie. Niby wypełnia standardowe procedury, ale przy okazji pokazuje swoją siłę. To rozwiązanie na dziś lub jutro. Ale nie na przyszłość. Tak nie da się budować dobrych relacji opartych na szacunku. Szalik to nie siekiera, trefny alkohol czy podróbka torebki Louis Vuitton. Po takiej decyzji prokuratora najmłodsi kibice, którzy nie mieli do czynienia z prawem, zaczną myśleć o stróżach prawa jak o wrogach. Znów zabraknie dialogu. A wystarczyłoby pomyśleć i zlicytować szalik.