ZAKRĘCENI W LEWO: Grand kaszanka

Nie zanosi się chyba na szybką poprawę w relacjach władz Zielonej Góry z szefem żużlowego Falubazu. Szkoda, bo cierpi na tym wizerunek zarówno miasta, jak zielonogórskiego żużla.
W weekend w "Gazecie" obszernie podsumowaliśmy ubiegłoroczne dokonania lubuskich sportowców. Oprócz tych, którzy na wyróżnienia zasłużyli najbardziej, wskazaliśmy też m.in. największą porażkę roku. Tym razem nie wyłoniliśmy zwycięzcy w "najcenniejszej" kategorii, którą zdarzało nam się umieszczać w podsumowaniach. "Grand kaszanka roku" nie trafiła w żadne ręce, ale gdyby tak się mocno zastanowić, to kilka nominacji by się znalazło. Wśród kandydatur chyba najbardziej rzuca się w oczy współpraca zielonogórskich władz miasta z klubem żużlowym i nieszczęsna trybuna K na stadionie przy Wrocławskiej. Zaczęło się od przedziwnych przepychanek przy organizacji prezentacji drużyny Falubazu w hali CRS. Dopiero kibice, którzy na meczu tenisistów stołowych chcieli pomóc MOSiR-owi w podjęciu decyzji o zgodzie na zorganizowanie imprezy, przyspieszyli ten ruch. Później dostaliśmy ciągnącą się w nieskończoność aferę z nieszczęsną trybuną na stadionie. Według ekspertyz mogła się ona nawet zawalić pod naporem kibiców. Później jednak okazało się, że wielkiego zagrożenia nie ma, ale kibicom i tak zabrano część miejsc. Na wszelki wypadek. A gdy kończył się rok z trybuny zaczęła strumieniem lecieć woda, do poprawy są też schody. Tak na marginesie, firma Alstal, która wybudowała koszmarny sektor, od poniedziałku miała naprawiać fuszerki. Nikt jednak, kto miałby się tym zająć nie pojawił się na stadionie, dlatego z pewnością niekończąca się opowieść o trybunie K będzie miała następne odcinki. A kolejna część nieporozumień na linii miasto-klub zamknęła rok. MOSiR przygotował Falubazowi nową umowę użytkowania stadionu. W porównaniu do poprzedniej jest ona mocno niekorzystna dla klubu. Brak umowy, której Falubaz nie podpisał, bo jej warunki pozostają do negocjacji, sprawił, że klub nie otrzymał jeszcze bezwarunkowej licencji na tegoroczne starty w Ekstralidze. - Poza prądem, za wszystko co się dzieje na stadionie i tak płacimy sami, doskonale wiem, że inne kluby w mieście korzystający z obiektów MOSiR-u nie muszą tego robić - mówi prezes Falubazu Robert Dowhan. - I nie jest prawdą, jak mówi dyrektor MOSiR-u, że jesteśmy jedynymi użytkownikami obiektów na stadionie. Bo są pomieszczenia, które zajmuje właśnie MOSiR.

W tej sytuacji nie zanosi się chyba na szybką poprawę w relacjach miejsko-klubowych. Szkoda, bo cierpi na tym wizerunek zarówno miasta, jak zielonogórskiego żużla. A przecież obie strony upierają się przy tym, że czarny sport to jedna z wizytówek Zielonej Góry. Warto więc chyba pomyśleć nad ociepleniem współpracy, zanim wizytówka mocno wyblaknie.

TERMIN NA KONIEC WYŚCIGU. 7 kwietnia najpewniej odbędzie się turniej kończącego karierę żużlowca Rafała Dobruckiego. Impreza pod nazwą "Koniec wyścigu" miała się odbyć jesienią ubiegłego roku, ale została przełożona. Były żużlowiec Falubazu Zielona Góra chce, by w zawodach udział wzięli żużlowcy startujący w cyklu Grand Prix - Jarosław Hampel, Greg Hancock i Andreas Jonsson. Dlatego niekorzystnym terminem na organizację turnieju byłby 24 marca. Światowa czołówka będzie już wtedy z pewnością myślami przy pierwszych zawodach Grand Prix, które zaplanowano na 31 marca w Nowej Zelandii.