Hertha Berlin zagra sparing z Lechią Zielona Góra, a Tyktor na Cyprze?

Występującej w III lidze zielonogórskiej Lechii nie wiedzie się w lidze i pucharze, ale Europa dostrzega w naszej drużynie wartościowego partnera do towarzyskiej gry oraz zawodników, którym warto dać szansę. I tak oto w sobotę na sparing do Zielonej Góry przejeżdża Hertha Berlin, zaś obrońca Bartosz Tyktor ma za sobą test w cypryjskim zespole Ermis Aradippou.
Hertha sama zgłosiła się z propozycją rozegrania meczu. Kluby umówiły się w najbliższą sobotę na godz. 14.30, a Lechia podejmie gości z Niemiec na tzw. dołku - bocznym stadionie MOSiR przy ul. Sulechowskiej.

Sparing nie będzie biletowany, a zielonogórski klub serdecznie zaprasza na ten pojedynek kibiców. Grupkę fanów na pewno przywiezie ze sobą Hertha. Nie wypada, by goście mieli po swojej stronie liczniejszą widownię...

Do Zielonej Góry nie przyjedzie naturalnie pierwsza jedenastka klubu z Berlina. Nie będzie to także drużyna rezerw, tylko trzecia w hierarchii mocy i ważności - drużyna amatorska.

- O ile wiem, to jest miejsce dla piłkarzy, którzy np. czują się siłach powalczyć o kontrakt. W każdym razie nie spodziewam się zestawu oldbojów, tylko silnego rywala - mówi "Gazecie" Krzysztof Stacewicz, wiceprezes zarządu Lechii.

W środę zielonogórski zespół odpadł z rozgrywek o Puchar Polski, przegrawszy na własnym stadionie 0:1 z drugoligową Nielbą Wągrowiec, do której nigdy nie miał szczęścia.

Ciekawsze od porażki jest chyba to, że przed meczem o wolne poprosił obrońca Lechii Bartosz Tyktor, dostał bowiem zaproszenie do Opalenicy, gdzie na obozie przebywa cypryjski ekstraligowiec Ermis Aradippou. Cypryjczycy szukają do składu młodego, wysokiego stopera. Akurat Tyktor spełnia te kryteria, ma 20 lat, 189 cm wzrostu i jeden z polskich menedżerów podpowiedział Cypryjczykom, że warto go sprawdzić. - Zgodziliśmy się rzecz jasna, choć przecież zachodził konflikt terminów. Bartek pewnie znienawidziłby nas, gdybyśmy powiedzieli nie. I ja w sumie bym się mu nie wcale dziwił. To przecież szansa na sportową i nie tylko przygodę życia. Trudno nie marzyć o Cyprze, zwłaszcza teraz - przy takim widoku za oknem. Co z tego wyniknie? Życzę zawodnikowi jak najlepiej. Może dziś z powrotem stawi się u nas na treningu, ale może też klub z Cypru zgłosi się do nas z ofertą. Z ciekawości zerknąłem na ich skład. Istna wieża Babel: Argentyna, Australia, Brazylia, Cypr, Portugalia, Szkocja. Może taki mają pomysł na skomponowanie ekipy i pasuje im zatrudnienie kogoś z Polski... W kontrakcie Bartka są odpowiednie zapisy, które i nam zagwarantują satysfakcję, gdyby doszło do transferu - zapewnia Stacewicz.

Takie same zapisy w umowie z Lechią ma pomocnik Rafał Figiel. A dało się usłyszeć, że o zatrudnieniu tego piłkarza myślą zarządcy drugoligowych Czarnych Żagań. Problem w tym, że Czarni tkwią w długach i PZPN skrępował prezesom klubu ruchy poprzez zakaz dokonywania transferów. - Powiem wprost. Dla mnie to czysta gra pozorów. Nie wtrącam się w sprawy innego klubu, ale trzeba znać możliwości kontrahenta. A w lubuskich realiach trzecioligowych i drugoligowych mówimy o ogromnej kasie, którą musi nam zapłacić ktoś, kto chciałby zatrudnić Rafała. Akurat w tym wypadku to jest temat nierealny - ocenił wiceprezes Lechii. Tymczasem Figiel pilnie ćwiczy, by może jeszcze w sierpniu wrócić na boiska po kontuzji, którą złapał u schyłku minionego sezonu. Szefowie zielonogórskiego klubu są przekonani, że powrót nastąpi w barwach Lechii, a tymczasem prowadzą negocjacje kontraktowe z innymi graczami i szukają dobrego kandydata do gry w ataku. - Z tymi rozmowami jest naprawdę problem - opowiada Stacewicz. - Akurat w środę wieczorem - my zasmuceni pucharową porażką, a tu nadchodzi mail od menedżera jednego z naszych młodych graczy, z którym chcemy przedłużyć umowę. Wysłał nam warunki. Aż mi kolana wyprostowało i szukałem hamulca, mimo że nie siedziałem w aucie. Tradycji stało się zadość i znów pomylono naszą Lechię z Legią...