Sport.pl

Mocny start Falubazu, ale schody się zaczną

Zielonogórscy żużlowcy są w ostrym gazie. Imponują spokojem i siłą na torze. Ale ich ostatni rywale nie należeli do ligowych potentatów, dlatego trudno orzec, czy poznaliśmy już właściwą moc Stelmetu Falubazu.
Tak dobrego otwarcia sezonu zielonogórscy żużlowcy nie mieli od lat. Statystycy twierdzą, że wyjazdowy mecz na początku sezonu po raz ostatni Falubazowi udało się wygrać 19 lat temu. W bieżących rozgrywkach zielonogórzanie mają już za sobą dwie wyjazdowe wygrane - w Tarnowie (50:40) i Częstochowie (58:32). Rywale wprawdzie nie należą do ekstraligowych potęg, ale zważywszy na to, że Falubaz zwykle przegrywał na obu torach, to ostatnie sukcesy zielonogórskich żużlowców nabierają dodatkowych wartości. Czy wyraźne zwycięstwa na rzadko zdobywanych arenach to znak, że Falubaz - kreowany przed sezonem na faworyta rozgrywek - faktycznie nabrał siły na miarę ekstraligowych szczytów?

Po zatrudnieniu Andreasa Jonssona siła drużyny niewątpliwie wzrosła, bo Szwed realizuje założony dla niego plan. Jest jednym z liderów zespołu. Tylko czy to oznacza, że znamy już prawdziwą moc Falubazu? Trener Marek Cieślak i jego zawodnicy do tematu podchodzą ostrożnie. - Uważam, że naprawdę trudne przeprawy dopiero przed nami - twierdzi kapitan drużyny Piotr Protasiewicz. - Wynik meczu w Częstochowie nie oddaje obiektywnie tego, co działo się na torze. Rezultat wygląda ładnie, ale naprawdę musieliśmy się mocno napracować na to zwycięstwo. W ekstralidze nie ma łatwych meczów. W spotkaniu z Włókniarzem bardzo pomógł nam trener, który dobrze zna częstochowski tor i pewne rzeczy nam doradził. Byliśmy przygotowani na warunki, jakie zastaliśmy. Nie popadajmy jednak w euforię, kto wie, może gdybyśmy przyjechali tu za tydzień, to wynik byłby inny. W kolejnych wyjazdowych spotkaniach czeka nas jeszcze cięższa przeprawa.

Marek Cieślak uważa, że po udanym początku rozgrywek w jego drużynie zapanował spokój, który sprawia, że o kolejne wygrane sięga się łatwiej. - Psychologicznie jest dobrze, gdy się pierwsze mecze wygrywa - powiedział trener Falubazu. - Weszliśmy mocno w sezon, ale zdajemy sobie sprawę, że przed nami znacznie trudniejsze pojedynki niż ten w Częstochowie. Dlatego nie zachłystujmy się tymi sukcesami, nie wpadajmy w samozachwyt, bo sezon jest długi, sporo się jeszcze może wydarzyć. Trzeba jednak uczciwie stwierdzić, że słabi nie jesteśmy. Dla mnie nie jest to jakieś wielkie zaskoczenie, bo przecież mamy w drużynie solidnych zawodników.

Krzysztof Cegielski, były żużlowiec, a obecnie komentator TVP Sport, też jeszcze nie ma wyrobionego zdania na temat prawdziwej mocy zielonogórskiego zespołu. - W Częstochowie, chyba jak wiele osób, oczekiwałem zdecydowanie bardziej wyrównanego spotkania - powiedział "Cegła". - Jednak mimo wszystko trudno mi jest jeszcze ocenić, czy to zielonogórzanie są tacy mocni, czy sprawdzają się zapowiedzi, że częstochowianie będą w jakimś sensie chłopcami do bicia. Widać, że zielonogórscy żużlowcy są znakomicie przygotowani do sezonu, ale uważam, że trudne mecze dopiero przed nimi.

Być może trudniej będzie Falubazowi wygrać w świąteczny poniedziałek we Wrocławiu, choć oczekiwania nie mogą być inne niż wygrana zielonogórzan. Taki musi być plan, przecież - zgodnie z przedsezonowymi prognozami - dla wrocławian zarezerwowane są dolne rejony ekstraligowej tabeli, a dla zielonogórzan okolice szczytu. - Ja mam nadzieję, że we Wrocławiu osiągniemy podobny wynik jak w Częstochowie - stwierdził jeden z krajowych liderów Falubazu Rafał Dobrucki, ale przestrzega: - Nie dzielmy jeszcze skóry na niedźwiedziu, bo to, że teraz wysoko wygrywamy, nie oznacza, że jesteśmy tacy mocni, by już dziś widzieć się w roli mistrzów.