Sport.pl

Przed nami żużlowe święto albo totalna klapa

Gorzów ma być w tym roku stolicą światowego żużla. Wielkie imprezy, w których sukcesy mają święcić Polacy, mogą jednak stać się organizacyjną i finansową klapą. Bo jest groźba, że odbędą się bez udziału polskich żużlowców.
Turniej barażowy i finał Pucharu Świata oraz zawody z cyklu Grand Prix - świadkami tych wielkich imprez żużlowych mamy być w tym roku w Gorzowie. Na ich organizację w budżecie miasta zapisano około 5 mln zł. Gdy dodamy do tego 40 mln zł na rozbudowę stadionu, to jawi nam się obraz wielkiego żużlowego święta na znakomitym obiekcie. Ale pojawiły się wątpliwości, czy w istocie tak będzie.

Wszystko przez ogólnoświatową wojnę o motocyklowe tłumiki, którą niedawno wywołali Polacy. Nasi najlepsi żużlowcy, m.in. kapitan Stali Gorzów, mistrz świata Tomasz Gollob, zaprotestowali przeciwko wprowadzonym do użytku nowego typu tłumikom. Nasi zawodnicy uznali, że stosując je, jazda na motocyklu staje się niebezpieczna. Prezes Stali Gorzów Władysław Komarnicki kilka tygodni temu namówił środowisko żużlowe do tego, by polski protest oficjalnie dotarł do Międzynarodowej Federacji Motocyklowej (FIM). Ta uznała, że nie mamy racji. Polacy jednak uparli się. Główna Komisja Sportu Żużlowego, w zgodzie z opinią większości polskich zawodników, podjęła decyzję, że w imprezach krajowych żużlowcy będą używać starych tłumików, a nasza narodowa reprezentacja zostanie wycofana z rywalizacji o drużynowe mistrzostwo świata. A właśnie finał owej rywalizacji ma zostać rozegrany w Gorzowie. Tu w lipcu mieliśmy wspierać biało-czerwonych w obronie tytułu mistrzowskiego. Czy zatem jest sens organizowania Pucharu Świata w Polsce bez udziału Polaków? Nie ma, bo taka impreza skazana jest na finansową i organizacyjną klapę, ale... - Zawody na pewno się odbędą, bo do ich organizacji zobowiązują nas umowy - powiedział Władysław Komarnicki. - Wiadomo jednak, jaka wówczas frekwencja nas czeka. To nie jest już tylko nasze lokalne zmartwienie, ale ogólnonarodowe.

Zmartwieniem lokalnym na pewno są ogromne pieniądze, które mogą zostać wyrzucone w błoto, bo na organizacji imprezy bez udziału gospodarzy stracą wszyscy. - Cóż, w tej sytuacji pewne rzeczy będę musiał przyjąć z pokorą - stwierdził prezes Stali. - Z pewnością, tak jak w każdym społeczeństwie na świecie, i u nas znajdzie się wiele osób, które będą narzekać.

Prezes gorzowskiego klubu ma pomysł, jak wyjść z sytuacji. - Uważam, że decyzja o wycofaniu reprezentacji to pomysł nierozsądny, zbyt impulsywny - mówił Komarnicki. - Bo to jest sprawa narodowa, a nie interes kilku działaczy. Ja rozpocząłbym od dojścia do porozumienia z FIM, na zasadzie: w tym sezonie testujemy nowy sprzęt, a częściowo używamy starego. A w zawodach Pucharu Świata zezwoliłbym polskim żużlowcom startować na nowych tłumikach, pod warunkiem przygotowania bezpiecznego toru. Bo, cytując naszych zawodników, na równych i twardych torach da się jeździć bezpiecznie z nowymi tłumikami. Nie odbierałbym kibicom radości z sukcesów reprezentacji.

Dosadnie o tłumikowej wojnie wypowiedział się selekcjoner reprezentacji Polski Marek Cieślak: - Wiedziałem, że w momencie kiedy polski żużel osiągnie swój największy sukces, popełni harakiri. Mam jednak nadzieję, że ktoś jeszcze wyciągnie nóż z brzucha i wszystko wróci do normy.

W sprawie wycofania polskich żużlowców z imprez międzynarodowych ostateczną decyzję ma dziś podjąć Polski Związek Motorowy.