Polska liga nie stłumi żużla

Kluby żużlowe powiedziały jednym głosem: stop dla nowych tłumików w Polsce. Co na to świat, który szykuje się do startów na nowym sprzęcie? Nasi chcą przekonać zagranicę do używania starych tłumików
To dość nietypowa sytuacja - przedstawiciele klubów żużlowych potrafili zjednoczyć siły i wspólnie podjąć ważną dla przyszłości speedwaya decyzję. Wysłuchali racji zawodników, którzy od paru tygodni coraz głośniej nawoływali do tego, by nie dopuścić do użytku nowych typów tłumika, których używanie - zdaniem żużlowców - jest przede wszystkim niebezpieczne. Niedawno najostrzej zaprotestowali najlepsi polscy żużlowcy, uczestnicy cyklu Grand Prix - kapitan Caelum Stali Gorzów Tomasz Gollob oraz reprezentanci Unii Leszno Jarosław Hampel i Janusz Kołodziej. Używanie zaleconego przez Międzynarodową Federacje Motocyklową (FIM) nowego sprzętu miało zmniejszyć hałas, ale jak wykazywali zawodnicy, przy ich stosowaniu silniki motocykli przegrzewały się, gwałtownie i niespodziewanie traciły moc, co mogłoby być przyczyną groźnych wypadków. Jako przykład podawali m.in. wypadek żużlowca Stelmetu Falubazu Grzegorza Zengoty, który na jednym z pierwszych tegorocznych treningów złamał nogę. Trener zielonogórskiej drużyny Marek Cieślak zaraz po zdarzeniu stwierdził, że upadek "Zengiego" nie był spowodowany złym działaniem nowego tłumika. Nieco inne zdanie ma żużlowiec. - Bardzo zabolało mnie to, że mój trener jednoznacznie stwierdził, że wina jest tylko i wyłącznie po mojej stronie - powiedział Zengota. - Owszem, to ja motocykla nie opanowałem, ale w takim razie pojawia się pytanie: dlaczego? Stało się tak dlatego, że motocykl na nowym tłumiku był bardzo trudny w prowadzeniu i często traciłem nad nim kontrolę. Potwierdziły się tym samym stwierdzenia innych zawodników, m.in. Tomasza Golloba czy Janusza Kołodzieja, że motocykl z nowym tłumikiem jest momentami nie do opanowania. Wierzę, że jak wsiądę na motocykl, to sprawa nowych tłumików będzie historią.

Środowisko żużlowe do wspólnego działania namówił prezes Stali Gorzów Władysław Komarnicki, który zaproponował zorganizowanie okrągłego stołu z udziałem m.in. przedstawicieli klubów, Polskiego Związku Motorowego i zawodników. Spotkanie, które odbyło się w Warszawie, jednoznacznie pokazało, że Polska protestuje przeciwko wprowadzeniu nowych modeli tłumików. PZMot wydał komunikat, który jasno określa, że żużlowcy ekstraligi oraz I i II ligi wystartują w tym sezonie na motocyklach ze starymi tłumikami. - Czekamy teraz na stanowisko FIM w sprawie zgłoszonych uwag i zastrzeżeń ze strony trzech zawodników startujących w Grand Prix - powiedział prezes PZM Andrzej Witkowski. - W przypadku utrzymania przez FIM decyzji o nowych tłumikach, my pozostaniemy przy starych rozwiązaniach. W związku z tym polscy zawodnicy będą mieli zakaz startów w ligach zagranicznych, w których obowiązywać będą nowe tłumiki. Nasze ustalenia przedstawimy szefowi światowego żużla Royowi Otto, na początku kwietnia w Krakowie.

Sytuacja jest poważnie skomplikowana, bo już w ubiegłym roku uczestnicy Grand Prix oświadczyli, że w kolejnej edycji wystartują na nowych tłumikach. - Moim zdaniem FIM nie zmieni już stanowiska uznając, że sprawa ochrony środowiska i ograniczenia głośności jest najważniejsza - stwierdził Andrzej Witkowski. - Myślę, że działacze światowi będą czekali na reakcję innych zawodników startujących w Grand Prix. Wówczas nasi żużlowcy zdecydują, czy będę jeździć z nowymi tłumikami, czy też wycofają się z GP i Pucharu Świata.

Inne zagrożenie widzi prezes zielonogórskiego klubu Robert Dowhan. - Zawsze byłem za starymi tłumikami, tylko że one teraz straciły swoją ważność, skąd mamy je brać, skoro nie są już produkowane? - pyta prezes Stelmetu Falubazu. - Nikt w tej chwili nie wie, jakie problemy mogą pojawić się, gdy używając starych tłumików bez homologacji dojdzie do jakiegoś wypadku. Może też okazać się, że w przypadku, gdy my zabronimy startować naszym zawodnikom w ligach zagranicznych, gdzie będą obowiązywały nowe tłumiki, to żużlowcy z tych krajów będą mieli zakaz startów w Polsce. Co wtedy? Protest oczywiście uważam za słuszny, ale zbyt późno zorganizowany, przecież za dwa tygodnie startuje liga. Był na to czas przez całą zimę. Ja zaraz po sezonie zaproponowałem rozmowy na ten temat, wtedy nikt nie podjął tematu.

Spokojny jest Władysław Komarnicki. - Jestem więcej niż przekonany, że w świat poszedł poważny sygnał, że nie ma żartów w sprawie tłumików - mówił prezes Stali dla Sportowych Faktów. - Z nieoficjalnych informacji, które posiadam, wynika, że inne federacje czekały na to, jak zachowa się Polska. Mam nadzieję, że szybko do nas dołączą. Ktoś musi przecież brać za to odpowiedzialność i nie można lekceważyć opinii zawodników. Hampel, Gollob i Kołodziej to nie są malkontenci, tylko wybitni żużlowi fachowcy. Ja wierzę im, a nie urzędnikom, którzy nie mają pojęcia o przedmiocie sporu. Inna sprawa, że idea wprowadzenia nowych tłumików od początku była budowana na kłamstwie. Europa wcale nie oczekiwała od nas, żebyśmy wyciszyli żużel.