Dowhan tak Frątczaka chwali, że aż gani

Czy prezes Falubazu Robert Dowhan szczerze dziękuje wiceprezesowi stowarzyszenia ZKŻ Jackowi Frątczakowi za pracę nad przygotowaniem toru? Trudno w to wierzyć, skoro w tym samym oświadczeniu krytykuje go za "nieprzemyślane i spontaniczne decyzje".
Przebudowywany zimą tor żużlowy w Zielonej Górze został pozytywnie zweryfikowany przez przedstawiciela Głównej Komisji Sportu Żużlowego. To oznacza, że można już na nim organizować treningi i zawody. W zielonogórskim klubie człowiekiem najbardziej zaangażowanym w przebudowę i prace związane z przygotowaniem toru do nowego sezonu jest wiceprezes stowarzyszenia ZKŻ Jacek Frątczak. To osoba najbardziej poinformowana o tym, co w danej chwili dzieje się z nawierzchnią. W pewnym sensie docenił to Robert Dowhan, prezes sportowej spółki zarządzającej ekstraligowym zespołem Stelmetu Falubazu. W swoim oświadczeniu napisał, że przygotowanie toru nie byłoby możliwe, gdyby nie pomoc przyjaciół klubu, którym - każdemu z osobna - zamierza podziękować osobiście. W oświadczeniu Dowhana czytamy też: "Szczególne podziękowania należą się Jackowi Frątczakowi, który w imieniu klubu podpisał się pod protokołem i kierował działaniami przy przebudowie toru. Jacek Frątczak pracował społecznie i na torze spędził mnóstwo czasu".

Wszystko byłoby OK, gdyby nie druga część oświadczenia, w której Dowhan wyraźnie daje do zrozumienia, że nie wszystko to, co robił Frątczak podobało mu się. I nie odnosi się tylko do tego, co działo się na torze w ostatnim czasie. Prezes, nie wiadomo po co, wraca do najsłynniejszego w historii finału ekstraligi z 2009 r. Zawody w Zielonej Górze były kilkakrotnie przekładane, bo tor tygodniami nie nadawał się do jazdy. W oświadczeniu czytamy: "Zdecydowanie odcinam się i nie akceptuję niektórych jego nieprzemyślanych i spontanicznych decyzji: przy złotym finale, takich jak budowanie na torze podgrzewanego tunelu z folii, palenia opon i słomy, ubijania samochodami toru, czy ostatniej inicjatywy zbierania kamieni przez kibiców".

Lektura całego oświadczenia skłania do wniosku, że podziękowania z jego pierwszej części nie musiały być do końca szczere. Dlaczego Dowhan dziś wywleka na wierzch sprawy, które rozliczone zostały półtora roku temu i w tej chwili temat ten mało kogo obchodzi? W jakim celu teraz o tym wspomina? Tego prezes nie chciał nam powiedzieć, wczoraj stwierdził jedynie: - Nie będę komentował swojego oświadczenia, wszystko co mam do powiedzenia jest w jego treści.

Frątczak też milczy. Jego ostatnia akcja, którą skrytykował Dowhan, to prośba o pomoc kibiców w zbieraniu kamieni z toru. We wtorek na stadionie zameldowało się ponad trzydzieści osób, które z wiadrami oczyszczały nawierzchnię. Frątczak tak komentował akcję na antenie Radia Zielona Góra: - Nikt nie bił na alarm, nikt nie mówił, że sytuacja jest dramatyczna, chodziło tylko o to, żeby pracę wykonać szybciej, niż byśmy wykonali ją sami. Dlatego powstał pomysł, by poprosić o pomoc kibiców. Chodziło o to, żeby zrobić to na poziomie nie kilku, jak przed każdym meczem, a kilkudziesięciu osób, po to, by zawodnicy mogli jak najszybciej wyjechać na tor.

A teraz ciekawostka. Stowarzyszenie ZKŻ, w którym działa Frątczak, w hierarchii władzy zielonogórskiego klubu stoi ponad sportową spółką zarządzaną przez Dowhana. W tej sytuacji oświadczenie prezesa jest co najmniej nieeleganckie, a jeśli już zostało napisane, to nie powinno zostać upublicznione. Dlaczego w ponoć profesjonalnym klubie sportowym zarządcy nie potrafili między sobą załatwić tej sprawy? Na to pytanie Dowhan też nie chciał odpowiedzieć.