Falubaz tworzy coś nowego, kosztem czegoś dobrego

W Falubazie wyraźnie złamana została elementarna zasada dotycząca funkcjonowania zespołu sportowego. Zapomniano o tym, że zwycięskiego składu się nie zmienia, nawet jeśli nie wszystkie jego elementy działają na wysokim poziomie. Budujemy drużynę, burząc tę, która przez trzy lata z rzędu gwarantowała sukces.
Sondaże, setki wpisów na forach internatowych, komentarze na portalach społecznościowych są doskonałym świadectwem tego, jak wiele kontrowersji wśród kibiców Falubazu budzi nowa koncepcja tworzenia zielonogórskiego zespołu żużlowego. W zdecydowanej większości fani nie aprobują planów zarządców klubu. A główny plan ma polegać na - jak to określa m.in. prezes Robert Dowhan - przewietrzeniu składu drużyny.

Zaczęliśmy od kapitana Walaska

To modne w środowiskach sportowych określenie trafiło niespodziewanie do Falubazu. Na czym owo przewietrzenie ma polegać? To proste - pozbywamy się kilku zawodników, a w ich miejsce sprowadzamy innych. Tylko po co? Tu dochodzimy do kwestii, której tak naprawdę nikt z klubu jeszcze nie wyjaśnił. Jakieś próby się pojawiały, ale kibice tak naprawdę jeszcze nie dowiedzieli się, dlaczego Falubaz powinien się zmienić. Wiedzą jedynie, że koncepcja budowy nowej drużyny nie zakłada współpracy ze wszystkimi żużlowcami, z którymi jeszcze nie tak dawno świętowaliśmy wicemistrzostwo Polski.

Nasze wietrzenie składu rozpoczęło się niespodziewanie już przed rokiem, kiedy po zdobyciu tytułu mistrzowskiego Falubaz pożegnał się z kapitanem Grzegorzem Walaskiem. Poszło o pieniądze, dlatego kibice raczej nie płakali po stracie. Tym bardziej że klub w miarę szybko uspokoił fanów zatrudniając asa Grega Hancocka. Wymiana niby wyszła Falubazowi na dobre, choć Amerykanin w pojedynkach z ekstraligowymi mocarzami nie wypadł imponująco. Ale dał się poznać jako równy chłop, wiecznie uśmiechnięty i oddany drużynie. W mig został zaakceptowany.

Kiedy dochodzi do wietrzenia

Wróćmy jednak do wietrzenia. Tegoroczne ma mieć charakter radykalny, może dotyczyć nawet kilku zawodników. Spróbujmy znaleźć trop, który doprowadziłby nas do rozwikłania założeń koncepcji wietrzenia. W klubach sportowych mamy z nim do czynienia najczęściej w przypadku braku zakładanego wyniku sportowego. Kiedy drużynie nie idzie, a wydaje się, że ma potencjał, wymienia się słabsze ogniwa na lepsze z nadzieją na sukces. Prosta sprawa, chcemy mieć lepsze wyniki, zatrudniamy lepszych sportowców. Druga rzecz - konflikty wewnątrz zespołu. Przykład: jeden zawodnik nie może dogadać się z drugim, do tego trener nie może zapanować nad kiepską atmosferą w drużynie. A przecież widać, że gdyby relacje w ekipie były nieco lepsze, zespół mógłby zajść wyżej. Słynne wietrzenie dopada wtedy sztab szkoleniowy, robi się małą roszadę w składzie, w efekcie drużyna łapie głębszy oddech. To chyba najlepsze przykłady sytuacji, w których prezesi racjonalnie biorą się za radykalne zmian w zespole. Spróbujmy przenieść je na grunt Falubazu.

Relacje bardzo dobre...

Konflikty? Na liniach zawodnicy-zawodnicy, czy trener-zawodnicy, jakoś trudno się ich doszukać. Jeśli wierzyć w to, co przez cały miniony sezon mówili żużlowcy i trener Piotr Żyto, atmosfera w zespole była wzorowa, a stosunki między zawodnikami nabrały mocnych koleżeńskich relacji. Z pewnością duża zasługa w tym sprowadzonego przed sezonem 2009 szkoleniowca, który wprowadził do zespołu duży luz, ale równocześnie potrafił silną ręką mobilizować podopiecznych do skutecznego działania. Żużlowcy stoją za trenerem, a trener za żużlowcami - pod tym względem mamy w Falubazie idealny model zespołu sportowego. Dziś nie wiemy jednak, czy zielonogórski klub chce współpracować z Piotrem Żytą. Ktoś mówi, że tak, ktoś inny, że nie. A prezes oświadcza, że to trudna decyzja i na jej podjęcie potrzebuje czasu. Niestety, wygląda na to - choć klub zaprzecza - że wszystko zależy od wyników wyborów samorządowych, w których startuje i prezes i trener. Powinniśmy być jednak świadomi tego, że wybory nie będą miały najmniejszego wpływu na relacje w drużynie Falubazu. Ale mogą one zostać zburzone, gdy drużynę opuści Żyto, a dołączy do niej kilku nowych zawodników.

...wyniki bardzo dobre. O co więc chodzi?

Czy podstawą wietrzenia składu naszej drużyny mogą być wyniki sportowe? Nie mogą. W Falubazie wyraźnie złamana została elementarna zasada dotycząca funkcjonowania zespołu sportowego. Zapomniano o tym, że zwycięskiego składu się nie zmienia, nawet jeśli nie wszystkie jego elementy działają na wysokim poziomie. Budujemy drużynę, burząc tą, która przez trzy lata z rzędu gwarantowała sukces. Dlatego trudno pojąć, czym kieruje się zielonogórski klub likwidując maszynę, której tryby prowadziły ją na wyżyny ekstraligowych zmagań. Obserwujemy, jak rozpada się złożona pięść wielokrotnie nokautująca rywali w najtrudniejszych momentach rozgrywek. Czy w polskim żużlu jest coś ważniejszego od medalu w ekstraklasie? Nie ma. Zespół Falubazu swoim uporem i słynnym charakterem osiągnął w ostatnich sezonach wybitne wyniki. Teraz ten zespół z niezrozumiałych przyczyn poddany został likwidacji. Takiego zamieszania nie mieliśmy dawno. Zielonogórski klub niby nie chce rozstawać się z nikim, Fredrika Lindgrena, Grzegorza Zengotę, czy Nielsa Iversena ponoć uważa za swoich, ale niekoniecznie widzi ich w nowej drużynie. Prezes zasłania się średnimi biegowymi poszczególnych zawodników i uważa, że słabszych może zastąpić tymi, którzy w minionym sezonie byli skuteczniejsi. Znów pytam: po co, skoro zespół, który mieliśmy osiągnął sukces? Średnie biegowe nowych zawodników nie powiedzą nam, czy w nadchodzącym sezonie zespół będzie mocniejszy. Niejeden klub już przekonał się o tym, jak bardzo cyfry mogą oszukiwać. Te zielonogórskie nie oszukają nikogo. Trójka, jedynka, dwójka - wszyscy dobrze się bawiliśmy, gdy nasza drużyna w ostatnich sezonach zajmowała - odpowiednio - trzecie, pierwsze i drugie miejsce w ekstralidze. Dlaczego nie idziemy za ciosem i narażamy się na mocne zachwianie tego, co przez kilka lat z trudem powstawało.

Czy działacze Falubazu powinni trzymać się zasady, że zwycięskiego składu się nie zmienia?