Z dziejów Zastalu: Trener, który zawsze wiedział, co mówił

- Normalnie, jak siadasz do gry w tysiąca i dostaniesz na rękę same dziewiątki, to pieprzniesz kartami o stół, nakładasz czapkę i idziesz do domu. A my tu musimy biegać i jeszcze ludzie przychodzą i się na to patrzą...
Karciane partie, wykłady o bitwie pod Grunwaldem, mnóstwo wstawek o wędkarstwie, gotowaniu, żeglowaniu po oceanach - takimi komentarzami raczył nas Grzegorz Chodkiewicz, a wszystkie przyrządzał na bazie koszykówki i najczęściej na gorąco - tuż po meczach Zastalu Zielona Góra.

Numer jeden...

... na mojej liście cytatów z Chodkiewicza wymaga kontekstu. Oto Zastal w biedzie i grubym niedostatku kadrowym przystępuje do gry na zapleczu ekstraklasy. Zarządcy klubu określają cel: spokojnie utrzymać się w lidze.

Liga się zaczyna. Ale nasi przegrywają mecz za meczem, dno tabeli czepiło się niczym rzep psiego ogona. Wreszcie po którejś tam porażce zwracam się do trenera "chytrze i bystrze":

- Czy nie sądzi pan, że powinniśmy zmienić zamysł o spokojnym utrzymaniu się w lidze?

- A co? Myśli pan, że teraz powinniśmy pomyśleć o awansie... - odparł Chodkiewicz. No i nie miałem już więcej pytań.

Numer dwa...

... to rzecz z przegranego meczu i pokazuje, że wzięcie przez trenera czasu (temat w Zielonej Górze mocno na czasie), by precyzyjnie rozegrać ostatni atak, przynosi czasami skutki odwrotne od spodziewanych. Z angielską flegmą w głosie trener Chodkiewicz nakreślał nam sytuację:

"Poprosiłem o czas. Gracze mieli przygotowane dwa warianty ataku. Wrócili na boisko. I wtedy się okazało, że rozgrywający trzymał w rękawie jeszcze jeden wariant, o którym nie wiedziałem. Co gorsze, postanowił z niego skorzystać."

Numer trzy, cztery, pięć...

... sami wybierzcie! Oto kilka kandydatur do listy najbarwniejszych cytatów z pomeczowych wypowiedzi trenera Chodkiewicza:

"Dopiero ryba, która jest na brzegu,

uważana jest za złapaną. Inaczej może się jeszcze wyślizgnąć" - o szansach na lokatę w ósemce.

"Jest również tak, że ślepi w tę grę nie grają, i wszyscy w Polsce dokładnie wiedzą, że my na strefę gramy - Hasta Manna." - na pytanie o naszą niemoc wobec obrony rywali.

"Wróciliśmy jak z bitwy pod Grunwaldem."

"Ja nie wiem, czy państwo znają dokładnie historię bitwy pod Grunwaldem? Było tak, że po pułkach litewskich przejechała się ciężka jazda. Ale Litwa wróciła i dzięki temu również Litwini świętują Grunwald." - najpierw o trudnym i wygranym meczu, potem o jeszcze trudniejszym i także wygranym.

"Nie da się ugotować zupy z samych ziemniaków" - o pomyśle na skład tylko z wychowanków klubu.

"Ten chłopiec daje z siebie wszystko, a po grze wygląda jak ofiara zderzenia z kamazem." - o naszym rozgrywającym.

"W środę, jak jestem twardziel, to się rozpłakałem." - o serii kontuzji w zespole.

"Przecież u nas w ostatniej chwili udało się wyciągnąć topielca z wody" - o sytuacji w klubie.

"Normalnie, jak siadasz do gry w tysiąca i dostaniesz na rękę same dziewiątki, to pieprzniesz kartami o stół, nakładasz czapkę i idziesz do domu. A my tu musimy biegać i jeszcze ludzie przychodzą i się na to patrzą." - o graniu składem, któremu nieco brakowało do pierwszoligowej średniej.

Większe formy literackie

Trener Zastalu brylował ciętymi ripostami i komentarzami nie tylko po meczach. Kiedyś, łowiąc ryby, opracował strategię budowy składu opartą na trzech kolorach: "Jak przyzwyczajano nas przez lata, w życiu największą rolę odgrywa kolor czerwony. Czerwonych zawsze było najwięcej, tak więc i mojej w czerwonej grupie jest aż sześciu zawodników. Takich, którzy mają stanowić o sile drużyny w najbliższym sezonie. W grupie zielonej znaleźli się zawodnicy, którzy będą zmiennikami dla pierwszopiątkowców. Do grupy niebieskiej trafili najmłodsi wychowankowie zastalowskiej szkoły basketu. I jak to zrealizujemy, to będziemy wychodzili na mecze po to, żeby się bić, a nie po to, żeby nas bili. A jeśli zarząd nie przyjmie mojej koncepcji, to znów pojadę na ryby."

Chodkiewicz, zielonogórzanin z krwi i kości, przejmował się kondycją klubu i interpretował jego stan: "Dwa lata temu okręt z napisem zielonogórska koszykówka wylądował na dnie. Ostatni armator tego okrętu - prezes KS Zastal Jerzy Teichert, mimo że to nie z jego powodu okręt wylądował na dnie, zostawił narzędzie, żeby wyciągnąć okręt. Zorganizował Sportową Spółkę Akcyjną. I myśmy w zeszłym roku okręt wyciągnęli na powierzchnię. Natomiast w tym roku odprowadziliśmy go do portu. I z tego najbardziej się cieszę. A cieszę się dlatego, że teraz jest ponad pół roku na to, żeby okręt wyremontować, zrobić z niego piękny transatlantyk i popłynąć wprost do wielkiej koszykówki."

Wychodzi na to, że...

... powyższe słowa trenera okazały się prorocze, mimo że przyszło poczekać dłużej niż pół roku. Wszak mamy teraz piękny transatlantyk i pływamy po wielkiej koszykówce, omijamy rafy.

A co z Chodkiewiczem? Szkolił Zastal, gdy bardzo różnie bywało - wydobywał drużynę z trzecioligowego zaścianka, ale też w ekstraklasie mierzył się z potęgą euroligowego Zeptera Wrocław. Chyba jednak nie było mu dane pracować, gdy w Zastalu trafiały się lata tłuste. Może trochę jak Woody Allen, który orzekł, że nigdy nie nakręci przebojowej superprodukcji, tak nasz trener ma do odegrania rolę na zapleczu topowych wydarzeń ligowych? Jeszcze kilka tygodni temu prowadził pierwszoligową Spójnię Stargard. Jednak w klubie doszło do zmiany - Chodkiewicza zastąpił Tadeusz Aleksandrowicz, również legenda Zastalu. Pozytyw jest z tego taki, że stanowisko trenera pozostało w zielonogórskich rękach.

Co Chodkiewicz rzucił na odchodne? Może jak kiedyś, gdy rozstawał się z Zastalem: "Trener jest jak piosenkarz, nie może występować na scenie, jeśli nikt go nie chce słuchać".

Napisaliśmy o tym, co było, ale rzecz jasna nie wiemy, czy wszystkie strony zastalowskich wątków kariery trenera Grzegorza Chodkiewicza zostały już zapisane.

12 trenerów Zastalu

Trochę z pamięci, trochę z własnego archiwum, trochę ze strony internetowej spróbujemy odtworzyć listę szkoleniowców Zastalu. Postanowiliśmy się obracać w czasach ery nowożytnej. Zaczynamy zatem od trenera Tadeusza Aleksandrowicza, który wiosną 1984 r. wprowadził Zastal do ekstraklasy. Ilu szkoleniowców przewinęło się przez nasz klub na stanowisku pierwszego? Nam wyszło, że 12. Ale będziemy wdzięczni za informacje, gdy okaże się, że kogoś pominęliśmy.

Oto nasi pierwsi od czasu, gdy pierwszy raz zagraliśmy w elicie: Tadeusz Aleksandrowicz, Zbigniew Andersz, Grzegorz Chodkiewicz, Jerzy Chudeusz, Rafał Czarkowski, Grzegorz Fiedorowicz, Piotr Galant, Tomasz Herkt, Bogusław Onufrowicz, Algirdas Paulauskas, Leonard Siwicki, Dragan Visnievać.

Skomentuj:
Z dziejów Zastalu: Trener, który zawsze wiedział, co mówił
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX