Sport.pl

KOMENTARZ: Falubaz dziwnych kroków

Dlaczego prezes żużlowego Falubazu Zielona Góra najpierw - w radiowej audycji - powiedział, że nie przeszkadza mu esbecka przeszłość trenera Piotra Żyty, a kilka dni po tym zakomunikował: "wstrzymuję negocjacje z trenerem", czego powodem miał być właśnie esbecki fragment życiorysu szkoleniowca? W pewnych kręgach da się usłyszeć taką odpowiedź: Bo prezes Robert Dowhan dopiero po powrocie z radiowej audycji odpalił Wikipedię i sprawdził, co to takiego SB i czym się zajmowała.
Że mało śmieszne? Na pewno nie do śmiechu jest teraz trenerowi Falubazu. Bo najpierw pracodawcy niejako poklepali go po plecach, pokrzepili dobrym słowem, że wywalczył dla klubu srebro i złoto, a choć wyznał przykrą prawdę o swojej zamierzchłej pracy w Służbie Bezpieczeństwa, to dla klubu liczy się jego fachowość i dokonania z poletka sportowego. Po tym zaś zupełnie coś innego zielonogórscy działacze puścili w żużlową Polskę. I postawili Żytę w sytuacji, z której najwygodniejszym dla Falubazu wyjściem byłaby decyzja trenera o złożeniu dymisji.

Klub czy jego prezes objawili swoje zamiłowanie do koniunkturalizmu. Dowhan wiedział o esbeckim wątku z życia Żyty jeszcze zanim szkoleniowiec zdecydował się na spowiedź na łamach "Gazety". Miał czas, żeby porozmawiać o tym ze współpracownikami i zająć stanowisko. Albo stajemy murem za naszym złotym trenerem. Albo jest to skaza na wizerunku naszego klubu, której znieść nie chcemy i dlatego się rozstajemy. Jako kibic sportu, choć żużla najmniej, opowiedziałbym się za pierwszą wersją i wspierał Żytę. Tymczasem prezes Dowhan czekał na to, co się wydarzy. Gdyby wyznanie trenera przeszło bez echa, pewnie w ogóle nie pojawiłby się komunikat o zawieszeniu rozmów kontraktowych. Jednak - ponoć - żarliwie zaprotestowali zielonogórscy kibice. Pewno obawiali się, że na innych stadionach usłyszą i zobaczą kpiny łączące Falubaz z SB.

Na pewno są ludzie, dla których takie obelgi są nie do zniesienia. Tacy, co lepiej pamiętają tamte czasy, zostali pokrzywdzeni przez SB. Trzeba ich protest zrozumieć. Sam - powtarzam - na miejscu fanów i prezesów Falubazu bym Życie wybaczył. Ale naturalnie nie mogę się pchać z narzucaniem swojego zdania. Wszelako nie mogę też zrozumieć, że Falubaz zajmuje stanowisko chorągiewki na wietrze i mówi Życie mniej więcej tak: Jak mocno powieje, to będziemy przeciwko tobie, a jeśli wiatr się uspokoi, to może będziemy za tobą. Nie wiem, czy esbecka przeszłość odbiera człowiekowi prawo do trenowania znanej w kraju drużyny żużlowej? Ale wiem, że Żyto, za to co zrobił dla Falubazu, zasługuje, by wiedzieć, czy zarządcy klubu są w istocie za nim czy przeciwko niemu. Tylko tyle.