Sport.pl

Nasi żużlowcy wysoko wśród najbogatszych sportowców

Tomasz Gollob zarobił więcej niż Jakub Błaszczykowski, a Grzegorz Walasek przebił zarobkami Justynę Kowalczyk - wynika z publikacji ?Super Expressu?, który szacuje dochody setki najbogatszych polskich sportowców.
Listę najlepiej zarabiających polskich sportowców, według "SE", otwiera as Formuły 1 - Robert Kubica. Pierwszy żużlowy i zarazem lubuski akcent zajmuje dziewiątą pozycję. Lider drużyny Stali Gorzów, zarazem jeden z kilku najlepszych żużlowców na świecie, zarobił ponoć 4,8 mln zł w ub.r. Najpokaźniejsza składowa część zarobków Golloba miała wypłynąć z kasy gorzowskiej Stali - 1,8 mln zł.

Pomiędzy plejadą polskich futbolistów na pensjach w zagranicznych klubach - na 22. pozycji w zestawieniu plasuje się drugi na tej liście żużlowiec - Rune Holta. "SE" ocenia, że Norweg-Polak zarobił w 2009 r. 2,56 mln zł, z czego 1,2 mln zł jako reprezentant Stali Gorzów.

Mistrzów z Falubazu Zielona Góra w setce znalazło się trzech. Najlepiej wiodło się ponoć Grzegorzowi Walaskowi, który zajął 32. miejsce z zarobkami - 1,77 mln zł, 1,2 mln zł w Falubazie. Walasek wyprzedza m.in. boksera Tomasza Adamka, tenisistę Łukasza Kubota, biegającą na nartach Justynę Kowalczyk, piłkarza Rubina Kazań Rafała Murawskiego. Przy czym Walaska nie zadowoliły te zarobki, bo opuścił Zieloną Górę, by w Polonii Bydgoszcz zarabiać więcej.

43. na liście najbogatszych jest drugi filar Falubazu Piotr Protasiewicz. "SE" szacuje, że "pepe" zarobił 1,56 mln zł, a z tej kwoty 1,1 mln zł miał mu wypłacić Falubaz. Jeśli szacunki są trafne, to Protasiewicz zarabia więcej niż np. naturalizowani Polacy - piłkarz Roger Guerreiro (AEK Ateny) i koszykarz Dawid Logan (Asseco Prokom Gdynia).

52. na liście, trzeci i już ostatni z Falubazu, jest żużlowiec Rafał Dobrucki. "SE" zajrzał mu do portfela i dostrzegł 1,3 mln zł zarobionych w 2009 r., sugeruje też, że 900 tys. zł, zatem lwia część, została wyjeżdżona w barwach klubu z Zielonej Góry. Dobrucki ma za plecami: boksera Andrzeja Gołotę, czempionów lekkoatletyki - Tomasza Majewskiego, Anitę Włodarczyk, siatkarskiego mistrza Europy Pawła Zagumnego.

Dowhan: - Wychodzi na to, że dużo płacimy

Andrzej Tomasik: 1,2 mln zł dla Grzegorza Walaska, 1,1 mln dla Piotra Protasiewicza, 0,9 mln dla Rafała Dobruckiego - potwierdza pan, zaprzecza, skomentuje te informacje? Rzeczywiście klub tyle wypłacił swoim najlepszym polskim żużlowcom?

Robert Dowhan, prezes Zielonogórskiego Klubu Żużlowego SA: No proszę... a mówił Grześ, że ma najgorzej, że tak mało zarabia, aż musi odejść... Ale na poważnie - obowiązuje nas obustronna tajemnica. W cywilizowanych krajach tak nie jest, wszyscy znają wysokość wielkich kontraktów wielkich gwiazd sportu, kina czy estrady. Liczę na to, że Polska zmierza w tym samym kierunku, lecz - póki co - zarobki w naszym klubie są tajne.

Jasne, że tajne, ale mógłby pan powiedzieć, że to np. wygląda realnie, albo jest kompletną bzdurą.

- Realnie żużlowcy zarabiają u nas jakby w trzech etapach. Dostają przed sezonem pieniądze na przygotowania. Potem zarabiają za zdobyte punkty, a te zdobycze są jeszcze podzielone na stawki i uzależnione od liczby zdobywanych punktów. Walasek, Protasiewicz i Dobrucki zdobyli w 2009 r. dużo punktów, mogli zatem dużo zarobić. Czy aż tyle? Musiałbym przejrzeć papiery. Myślę jednak, że podane kwoty są zbliżone z realiami. Ciekawi mnie, w jaki sposób "Super Express" zdobywa dane. Może ma chody w Urzędzie Skarbowym...

A to są zarobki na czysto, czy trzeba odjąć z nich kwoty na np. zakup silników i części?

- Trzeba zerknąć w papiery. Nie pamiętam, czy to chodzi o kwoty netto czy brutto. Ale ja zawodnikom tak czy owak nie zazdroszczę zarobków. Nikt nie powinien im zazdrościć. Dziś jest tyle możliwości zarabiania pieniędzy. Każdy ma szansę. A żużel to ciężki kawałek chleba. Z drugiej strony jestem nieco zdziwiony, że gwiazdy lekkoatletyki - np. Tomasz Majewski - są na liście płac za żużlowcami. Gdybyśmy jednak zrobili na stadionie w Zielonej Górze zawody w pchnięciu kulą, wątpię, żeby trybuny wypełniły się po brzegi. Żużlowcy wypełniają trybuny i dlatego zarabiają. Tyle się mówiło, że Falubaz płacił skromnie, a tu się okazuje, że podwyżki płac w naszym klubie wyprzedzają inflację, a nasi żużlowcy są w czołówce. Mnie to cieszy, że Zielona Góra nie zostaje z tyłu.

Pracodawca zielonogórskich żużlowców - prezes Robert Dowhan byłby wysoko na liście najbogatszych polskich sportowców? Może na szczycie?

- Pływam i biegam, ale na moich strojach sportowych ciągle nie pojawiają się znaki sponsorów. Dokładam do swojego sportu. Może "Gazeta" by we mnie zainwestowała?

Na pewno, tylko czy pan potrzebuje sponsorów?

- Zarabiam dużo, dużo mniej niż najbogatsi polscy sportowcy.