Sport.pl

Maratończyk wychował miotacza. Miotacz zawodnikiem był dobrym, a trenerem wyjątkowym

Sam mówił o sobie "zawodnikiem byłem takim średnim". Co to znaczyło? Plasował się w czołówce seniorów w Polsce. Ale wtedy był poziom! Pchając kulą 18,37, Adam Szulc ustanowił w 1981 r. rekord województwa, którego do dziś nie poprawił żaden miotacz na Ziemi Lubuskiej. Tymczasem na początku kariery nic nie zapowiadało, że pan Adam zostanie specjalistą od tej właśnie konkurencji.
W SP-9 w Żarach biegał na przełaj. Jako uczeń liceum trafił do trenera Andrzeja Kempy, czyli maratończyka. Próbował swoich sił także w biegu przez płotki. A na wojewódzkiej spartakiadzie ni z tego, ni z owego wygrał... pchnięcie kulą właśnie. I to z całkiem niezłym wynikiem 13,70.

- Prowadził mnie maratończyk, uczyliśmy się techniki, wyświetlaliśmy coś na tych trajkotkach - wspominał z sentymentem Szulc. - I co, można? Można!

Z każdym sezonem kula leciała coraz dalej. Pan Adam najpierw bił rekordy województwa w kategorii juniora, a później seniora. We wspomnianym roku 1981, kiedy miał 28 lat i uzyskał swój najlepszy wynik, postanowił zakończyć karierę! Dlaczego? Solidarność polikwidowała etaty dla sportowców...

Szulc znalazł pracę w SP-7 w Żaganiu. Jako nauczyciel wychowania fizycznego w ramach SKS-ów szkolił młodych lekkoatletów. Z powodzeniem oczywiście. Z czasem podopieczni zaczęli sięgać po medale mistrzostw Polski, między innymi w wieloboju sprawnościowym. Spod ręki pana Adama wyszedł choćby Artur Budziłło, specjalista od biegu na 110 m przez płotki, późniejszy młodzieżowy mistrz Europy z Amsterdamu z 2001 r., ale także świetny sprinter na 200 m. Janusz Łysak poszedł w ślady trenera i daleko pchał kulą, Tomasz Świeciński był niezłym trójskoczkiem, do grupy dołączyły też utalentowane siostry Kinga i Daria Sadłowskie, najczęściej rywalizujące na 200 i 400 m. One zaczynały u nieodżałowanego szkoleniowca Ludwika Zająca (zmarł po ciężkiej chorobie w 2006 r.). U Szulca pierwsze lekkoatletyczne kroki stawiał również Mateusz Fórmański, późniejszy srebrny medalista w sztafecie 4x400 m młodzieżowych mistrzostw Europy w Ostrawie w 2011 r.

- Ja się bawię w lekką atletykę, nigdy nie przesadzam z treningami - podkreślał zawsze pan Adam. - Ze mną zawodnicy mają zajęcia cztery razy w tygodniu, w soboty sami robią sobie marszobieg czy zabawę biegową w terenie. A ci młodsi ćwiczą jeszcze mniej. Objętościowo te jednostki treningowe też nie są długie, maksymalnie trwają 90 minut. Nie można ganiać młodego sportowca po dwie godziny dziennie sześć razy w tygodniu, bo po prostu się go zajedzie.

Szkoleniowe metody Szulca się sprawdzają, o czym świadczą choćby przykłady Budziłły czy Fórmańskiego. Obaj z każdym sezonem robili wielkie postępy, poprawiali rekordy życiowe i przede wszystkim wciąż mieli spore rezerwy. Dlatego nie musieli kończyć karier w wieku na przykład młodzieżowca, wyeksploatowani do granic możliwości. - Chodzi o to, by trenować sobie jak najdłużej, cieszyć się lekkoatletyką, a nie robić młodym zawodnikom katorgi, bo to nie w tym rzecz - przekonywał pan Adam.

Ten zasłużony trener zmarł 20 grudnia 2015 r. Pogrzeb w Żaganiu odbędzie się we wtorek 22 grudnia o godz. 12.30.