Są takie dni, gdy w Stelmecie nikt nie śpi, a wtedy... Anwil na kolanach!

Stelmet Zielona Góra

Stelmet Zielona Góra (Fot. Anna Krasko/Agencja Gazeta)

91:64 mistrzowie Polski rozgromili w niedzielę Anwil Włocławek. Z ostatnich, nienajlepszych występów BC Zielona Góra oraz całkiem przyzwoitych Anwilu wyłaniała się zapowiedź zaciętej walki, ale w rzeczywistości zdarzył się mecz do jednej bramki.
Z krytycznych uwag trenera Saso Filipovskiego po ostatnich przegranych meczach dało się wyłowić, że koszykarze Stelmetu dostaną na mecz z Anwilem przynajmniej kilka przykazań: 1. pamiętać, że mecz trwa 40 minut, 2. nie spać w trakcie gry, 3. angażować się w walkę pełnym składem.

Z uwagi okoliczności niedzielnego wieczoru i dwie snajperskie perły w składzie Anwilu, przykazanie czwarte mogło brzmieć: David Jelinek oraz Chamberlaine Oguchi nie dostają nawet pół metra swobody.

Wprawdzie Oguchi udowodnił, że nawet bez cienia swobody potrafi zdobyć w jednej akcji aż cztery punkty, ale suma zysków i strat wskazywała, że gracze Stelmetu nie przeżyją czwartej porażki z rzędu. Szybko, bo już na początku drugiej kwarty, w meczu, który miał być zacięty, oderwali się na kilkanaście punktów. Nie zadowolili się tym. I trochę jakby pomogli im sędziowie... Tzn. jeden gwizdek tak rozeźlił zielonogórskich zawodników i trenerów, że wyładowali się na rywalach. Zanim skończyła się pierwsza połowa, przewaga przekroczyła 20 pkt.

Sztuka polegała na tym, że mistrzowie Polski zmuszali rywali do błędów w ataku. Zgubiona piłka przy rozgrywaniu akcji, albo też rzut bez widoku na kosz - takie historie gubiły Anwil. Atak gości niby istniał, ale na poziomie, który nie czynił Stelmetowi żadnej szkody. Za to gospodarze meczu hulali w najlepsze. 56 pkt zdobytych przez pół meczu - to coś, co nie zdarza się im na co dzień. Skuteczność rzutów też była odświętna - przekraczała 60 proc.

Coś w ogóle poszło źle? W pierwszej połowie Dee Bost spędził na boisku ledwie trzy minuty i kompletnie nieplanowo złapał w tym czasie trzy faule. Reszta pilnowała się, by Filipovski nie zarzucił im po meczu senności. W porównaniu zdobyczy punktowych graczy, którzy zaczynali mecz z ławki, Stelmet wygrywał 33:1!!! A skoro koszykarze z Włocławka wypadali nadspodziewanie blado, honor musieli ratować kibice. W przerwie meczu jeden z włocławskich fanów rozbił bank w konkursie rzutu z połowy boiska. Z wycieczki do Zielonej Góry wrócił zatem bogatszy o 2 tys. zł, bo tak hojnie sponsor nagradza laureatów.

Przy wyniku 56:32 o wiele większe wyłaniały się widoki na lekcję dla Anwilu niż na upadek twierdzy CRS. Teoria o tym, że wysokie prowadzenie w połowie meczu bywa zgubne, nie znalazła tym razem zastosowania. Wprawdzie Stelmet zszedł ze wspaniałego poziomu skuteczności o dwa szczeble niżej, ale wciąż trzymał się za wysoko dla zespołu z Włocławka i wciąż wrażenie robiła obrona. Zresztą koszykarze z Włocławka czuli, że zostaną zmieleni przez zielonogórską maszynkę do wygrywania, że się od tego nie wywiną, bo zawiedli. I to nie dodawało im skrzydeł... Psuli nawet akcje, z których powinno im się coś udać. Przez cała trzecią kwartę zespoły dzieliło ponad 20 pkt, a przez chwilę nawet 30! Stąd najmłodszy w zielonogórskiej ekipie Marcel Ponitka mógł zacierać ręce, że w niedzielny wieczór wyłowi zacną porcyjkę minut gry. I dostał tyle, że pobił swój strzelecki rekord w TBL, a mogła do tego dojść asysta meczu, gdyby tylko Vlad Moldoveanu trafił. Niestety, Rumun po kontuzji jeszcze nie odzyskał czucia do trafiania trójek.

STELMET BC ZIELONA GÓRA - ANWIL WŁOCŁAWEK 91:64

KWARTY: 24:17, 32:15, 20:15, 15:17

STELMET: Moldoveanu 10, Mateusz Ponitka 9 (1), Koszarek 8 (2), Reynolds 5, Borovnjak 4, oraz Zamojski 16 (4), Gruszecki 12 (3), Hrycaniuk 10, Marcel Ponitka 6 (2), Djurisić 6, Szewczyk 3 (1), Bost 2,

ANWIL: Oguchi 19 (4), Skibniewski 12 (2), Jelinek 7, Tomaszek 7, Stelmach 3, oraz Kukiełka 6, Dmitriev 5, Łączyński 3 (1), Diduszko 2, Bristol 0,

Zobacz także
  • Aleksandr Łoktajew Sasza palił trawkę. Dostał rok. I więcej nie będzie
  • Stelmet Zielona Góra - Polfarmex Kutno "Jak Stelmet przyciśnie, to nie ma mocnych, którzy wytrzymają"
  • Zamach koszykarzy z Kutna na twierdzę CRS? Powiedzmy, że połowa zamachu