Sport.pl

Euroliga: Żalgiris przybija mistrzów Polski do dna tabeli. Top 16? Nie widać

Koszykarze Żalgirisu Kowno rozegrali mecz ze Stelmetem BC Zielona Góra na swoich warunkach. I uniknęli szalonej końcówki, która rozstrzygała mecz w pierwszej rundzie na boisku w Zielonej Górze. W rewanżu w Kownie finisz przebiegał w spokoju, a mistrzowie Polski byli bezradni, przegrali 56:67. Obie drużyny broniły znakomicie. Różnica tkwiła w ataku. Zielonogórski był wyraźnie słabszy.
Mecz wielkiej wagi w kontekście awansu do Top 16 obie drużyny postanowiły wygrać taką samą metodą - poprzez obronę. Dla koszykarzy z Kowna oraz z Zielonej Góry nie istniało w czwartkowy wieczór założenie ważniejsze, aniżeli powrót na własną połowę w tempie sprinterskim. Najmocniej liczyło się to po zepsutej akcji ofensywnej. A tych uskładało się sporo. Coś mówił o tym wynik po pierwszej połowie 36:29. Żalgiris zaczął ją lepiej, lepiej też skończył. Jednak po drodze zdarzył się etap obiecujący dla gości z Zielonej Góry. Kiedy tak zacieśnili defensywę w strefie podkoszowej, że rozbiła się tam cała kilkuminutowa seria ataków rywali. Koszykarzy Żalgirisu wydobyłby z opresji trafienia z dystansu. Tyle że w tej dziedzinie dość długo wypadali beznadziejnie. I właśnie wtedy ich atak załamał się kompletnie, a Stelmet w drugiej kwarcie objął prowadzenie.

Szczęście trwało chwilę. Bo rozgrywający Żalgirisu Oliver Hanlan w końcu przełamał strzelecką zapaść rzutów z dystansu. I to zadziałało jak impuls, powiodło całą litewską drużynę do lepszej, skuteczniejszej gry. Trójki zaczęły wpadać do kosza mistrzów Polski. Dały gospodarzom meczu 9-punktowe prowadzenie. A Stelmet nie potrafił odpowiedzieć ciosem na cios. Po pierwszej połowie skuteczność trzypunktowych prób po stronie graczy z Zielonej Góry wynosiła zero... Kłopot. Ponieważ tym samym zawężał się zestaw sposobów na rozbicie obronnej zapory Żalgirisu. Nie dostawał pozycji najlepszy specjalista od trafień z daleka - Rumun Vlad Moldoveanu, a jego koledzy wyłącznie pudłowali. Bliżej kosza też nie szło. Trener Saso Filipovski nie miał pełnej pociechy z powrotu do składu skutecznego na półdystansie Dejana Borovnjaka. Serba strasznie brakowało przed tygodniem w Izmirze. Nie wystąpił, bo złapał kontuzję. W Kownie zagrał, ale jeszcze nie na swoim normalnym poziomie. Już w pierwszej minucie meczu złapał dwa faule. Marnował też okazje do punktowania. Tymczasem Borovnjak w tradycyjnym wydaniu nie fauluje i trafia.

Na szczęście dla mistrzów Polski już na początku drugiej połowy Moldoveanu odblokował konto trafień za trzy punkty. A szybka dystansowa poprawka Łukasza Koszarka pomogła rozciągnąć obronę Żalgirisu. Mecz ogólnie zyskał, nabrał tempa i wyostrzyły się rysy ataków. Niestety, nie da się rzec, że koszykarze z Zielonej Góry wyszli na tym korzystnie. Pod koniec trzeciej kwarty tracili do gospodarzy 10 pkt. Litewski zespół utrzymywał regularność trafień podaniami piłki do wysokich i silnych podkoszowych. A oni, inicjując akcje tyłem do kosza, częściej trafiali lub wymuszali faule, niż odchodzili stamtąd z kwitkiem.

Stelmet ripostował szarżami Mateusza Ponitki, ale po pierwsze zielonogórski skrzydłowy gubił swoją błyskotliwość, gdy po faulach stawał na linii wolnych, a po drugie tych szarż nie wystarczało. Straty gości stale utrzymywały się w okolicy 10 pkt. Upływające minuty i strzelecki zastój z czwartej kwarty cieszyły Litwinów. Zaś mistrzom Polski przynosiły zadyszkę i zapowiedź kolejnej euroligowej porażki, która tnie do minimum szanse na do Top 16. Po sześciu meczach Stelmetu bilans 1:5 nie pozwala wierzyć w awans.

ŻALGIRIS KOWNO - STELMET BC ZIELONA GÓRA 67:56

KWARTY: 17:14, 19:15, 21:20, 10:7

ŻALGIRIS: Jankunas 16 (1), Kalnietis 13 (3), Vougioukas 10, Seibutis 4, Ulanovas 0 oraz Hanlan 11 (3), Javtokas 9, Lekavicius 2, Pocius 2, Motum 0, Vene 0.

STELMET: Ponitka 15, Moldoveanu 10 (2), Borovnjak 6, Koszarek 5 (1), Zamojski 4 oraz Bost 6, Gruszecki 4, Szewczyk 2, Hrycaniuk 2, Djurisić 2.



Więcej o: