Sport.pl

Zabójczo skuteczny Borovnjak wraca do Stelmetu! Za to "Szef" ma problem z barkiem

Dobrej koszykarskiej wiadomości towarzyszy gorsza... Najpierw dobra: do składu zielonogórskiej drużyny wraca Serb Dejan Borovnjak. Gdy grał w Stelmecie dwa lata temu, kibice mieli z tego mnóstwo frajdy, zespół korzyści, a rywale problemów. Teraz gorsza informacja: Szymon Szewczyk, który ledwie kilka dni temu związał się ze Stelmetem BC rocznym kontraktem, nie jest gotowy do grania i trenowania.
W czerwcu Szewczyk przeszedł zabieg związany z dolegliwościami barku. Po zabiegu proces gojenia i rehabilitacji nie potoczył się tak dobrze, jak wyobrażał sobie koszykarz, lekarze i nowi pracodawcy "Szefa".

Zawodnik wprawdzie zaczął w Zielonej Górze przygotowanie do nowego sezonu, tyle że są to zajęcia bardziej rehabilitacyjne niż treningowe.

Sytuację może uzdrowić czas. Jeżeli za dwa tygodnie ślady zabiegu znikną, roczny kontrakt nabierze pełnej mocy. W innym wypadku może się zdarzyć, że drogi Szewczyka i Stelmetu BC szybko się rozejdą.

- Ale tego byśmy nie chcieli! To, co się stanie, nie zależy teraz ani od nas, ani od Szymona. My chcemy, żeby zawodnik u nas został i grał, nasz trener zna jego możliwości i jest wielkim fanem tego koszykarza. Sam Szymon też chce z nami grać. Niemniej przeszedł skomplikowany zabieg i to się musi zagoić. Dziś wiadomo tylko tyle, że mamy dużą niewiadomą - powiedział Janusz Jasińśki, właściciel Stelmetu BC.

Bez niepewności do grona podkoszowych graczy Stelmetu BC dopisujemy za to nazwisko Dejana Borovnjaka. Kiedy dwa lata temu Serb dołączył do zielonogórskiego zespołu, niemal zatkało nas z wrażenia. Bo Borovnjak jakby nie wiedział, że w ogóle istnieją spudłowane rzuty. Skuteczności miał za trzech! Narzekało się przy tym trochę, że nie pali się do zadań obronnych, ale w play-off pokazał, że i w obronie potrafi być zabójczo skuteczny.

Po sezonie w Zielonej Górze posypały się dla niego oferty, których Zielona Góra nie była w stanie wyrównać. Dejan zagrał sezon w Turcji, a kolejny w Rosji - w Zenicie Sankt Petersburg, gdzie spotkał innego byłego koszykarza złotego Stelmetu, Portorykańczyka Waltera Hodge'a.

- Sporo rozmawialiśmy z Walterem o zielonogórskich czasach. Walter obiecał, że na pewno kiedyś tu wróci - przekazał w czwartek Borovnjak.

- Tak, wróci... Chyba jako dziadek... - skomentował po cichutku Jasiński.

Jakkolwiek potoczą się losy Waltera, Borovnjak wraca na pewno i... - Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Wprawdzie nie znam trenera Saso Filipovskiego, ale już sporo o nim słyszałem. Cieszę się, że znów poczuję niesamowitą atmosferę w hali CRS i wsparcie zielonogórskich kibiców, że wrócę do miasta, z którego mam same dobre wspomnienia. Wiem, że będziemy mieli mocny zespół. Cieszę się na myśl o występach w Eurolidze i walce o mistrzostwo w polskiej lidze. Czy miałem lepsze finansowo oferty? O tym należałoby rozmawiać z moim agentem. Jednak pieniądze nie są jedynym czynnikiem, który decyduje o wyborze klubu - zastrzegł Borovnjak.

Nawet jeżeli Szewczyk szybko ozdrowieje, gromadka podkoszowych w Stelmecie BC i tak zostanie jeszcze uzupełniona. - Na Euroligę potrzebujemy pięciu wysokich - określił Janusz Jasiński [dziś jest czterech: Adam Hrycaniuk, Borovnja, Szewczyk, Vlad-Sorin Moldoveanu - red.]. - W polskiej lidze pięciu podkoszowych będzie się wiązało z pewnym problemem bogactwa. Jednak już chyba widać, że cały sezon oraz Euroligę chcemy potraktować bardzo poważnie i nie możemy sobie pozwolić, żeby zabrakło nam ludzi do podkoszowej walki.

Więcej o: