Sport.pl

Turów - Stelmet: Mistrzowie padli we własnej twierdzy. Zielona Góra mecz od złota!

Stelmet Zielona Góra przegrywał w finale play-off Tauron Basket Ligi 0:2 z mistrzem PGE Turowem Zgorzelec. Ale po tym zielonogórska drużyna wygrała trzy mecze z rzędu. W niedzielę zdobyła Zgorzelec - 77:69. I teraz jest już tylko o krok od odzyskania straconego przed rokiem mistrzostwa. We wtorek o 20 w Zielonej Górze odbędzie się spotkanie numer sześć. Stelmet przez cały długi sezon nie przegrał na swoim boisku ani jednego ligowego starcia.
Siedem lat temu Turów przegrał finał z Asseco Prokomem 3-4, mimo że prowadził po dwóch pierwszych meczach. Tegoroczną finałową serię ze Stelmetem też zaczął od dwóch zwycięstwo, ale jest o krok od utraty tytułu już po sześciu meczach.

Najgorzej Turów wypadł w meczu numer cztery, w Zielonej Górze. Ale początek niedzielnego spotkania w Zgorzelcu (piątego w serii) ku pokrzepieniu zgorzeleckich serc wpadły dwie trójki do kosza Stelmetu. Zanim skończyła się kwarta, uzbierały się cztery, czyli tyle, ile przez cały poprzedni występ...

Eksperci podpowiadali, że oprócz trafień z dystansu mistrzowie Polski potrzebują także przyspieszenia gry. Tyle że pierwszy warunek wyprowadzania kontr i szybkich ataków tkwi w obronie. PGE Turów miał na niedzielny wieczór posklejać swój najlepszy basket z fragmentów zatrzymywania akcji rywali, zbierania piłki pod własną tablicą i napędzania akcji, za którymi nie nadążą zielonogórscy gracze.

Jak to się udawało? Na pewno lepiej niż kilkadziesiąt godzin wcześniej w Zielonej Górze. Zgorzelecka drużyna znacznie poprawiła się w skuteczności rzutów. Lepiej, chociaż wciąż bez rewelacji, szło ograniczanie ofensywnych zbiórek Stelmetu. Ale najtrudniej było o okazje do kontr. W tej dziedzinie więcej uzyskiwał zespół z Zielonej Góry. Zielonogórska obrona wymuszała naprawdę sporo strat. Dochodziły do nich straty niewymuszone Turowa, z podaniami w trybuny. Koszykarzom Stelmetu chyba nie robiło większej różnicy, czy przejmują piłkę po własnej harówce, czy też po nieporozumieniach swoich przeciwników. Liczyło się to, że w ten sposób odzyskiwali, co tracili nieco gorszą celnością rzutów i mniejszą liczbą zbiórek.

Wychodził z tego remisowo zażarty mecz - wynik w połowie 41:40. Gdyby trzymać się wersji, że wicemistrzowie z Zielonej Góry przygotowali się lepiej pod względem kondycyjnym do finałowej serii, jednopunktowa strata do mistrzów znaczyła tyle co nic. Jednak Filip Dylewicz, kapitan PGE Turowa, schodząc na przerwę do szatni, nie wyglądał na opadającego z sił i zapowiadał, że straty trzeba ograniczyć, a kiedy to się stanie, wtedy Stelmet przestanie punktować lekko i zgrabnie po akcjach szybkich. Jaki plan B mógł przygotować zielonogórski zespół na wypadek, gdyby mistrzowie rzeczywiście wyleczyli się z gubienia piłki? Na pewno trener Saso Filipovski czekał, aż otworzą się snajperzy i trafienia z dystansu złożą się w serię.

W trzeciej kwarcie dość długo realizował się scenariusz korzystny dla PGE Turowa. Mistrzowie zamknęli zielonogórzanom źródło do czerpania zysków ze strat... Grali skuteczniej, odskoczyli na 8 pkt. Bodaj pierwszy raz w finałowej serii swoje dobre pięć minut grał Tony Taylor. Kibice w Zgorzelcu mogli zacierać ręce i... Nagle zawodników Turowa chyba podkusiło, by zadać rozstrzygający cios jeszcze przed zamknięciem trzeciej kwarty. Pochopnie. Bo efekt uzyskali odwrotny względem zamierzonego. Stracili cierpliwość, a próby trafiania szybkich trójek zamieniały się w pudła, później gospodarze meczu równie szybko faulowali. Goście szli na linię wolnych i tak skasowali nieomal całą stratę. Po kilku minutach czwartej kwarty należało dodać, że skasowali z nawiązką. Słabo wypadła próba przywrócenia snajperskiej roli Filipa Dylewicza. Kapitan zgorzeleckiej ekipy pudłował beznadziejnie. A niczym akt symbolu w czwartej kwarcie dostał czyściutką czapę od Chevona Troutmana. Zaraz po tym Amerykanin domknął swoje dzieło i pognał do kontry. Zielonogórska drużyna prowadziła 66:62, a niedługo po tym 72:64.

Trener Filipovski wreszcie doczekał się trafień z dystansu. Łukasz Koszarek i Quinton Hosley, a później także Przemysław Zamojski odbierali rywalom szanse na zwycięski finisz. Czwarta kwarta jak zwykle należała do Stelmetu. Zielonogórska obrona zniszczyła nadzieję mistrzów.

We wtorek o 20 w zielonogórskiej twierdzy CRS rywalizacja może się zakończyć złotem dla drużyny Stelmetu. - Obyśmy nie zwariowali! - życzył sobie i kumplom Łukasz Koszarek.

PGE TURÓW ZGORZELEC - STELMET ZIELONA GÓRA 69:77

KWARTY: 23:19, 18:21, 21:18, 7:19

PGE TURÓW: Chyliński 11 (3), Jaramaz 11 (2), Taylor 11, Natiażko 4, Dylewicz 4 oraz Kulig 12 (2), Wright 11 (1), Collins 5, Czyż 0, Moldoveanu 0.

STELMET: Zamojski 17 (3), Hosley 15 (1), Lalić 12, Koszarek 8 (2), Cel 5 oraz Robinson 5, Hrycaniuk 7, Troutman 6 (1), Chanas 2.

W SERII O ZŁOTO 3:2 DLA STELMETU

Więcej o:
POPULARNE
NAJNOWSZE
" /> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29] <div id= 
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]
 
  • Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć
  • Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda
  • Wisła inauguruje Puchar Świata w skokach po raz ostatni? Wisła inauguruje Puchar Świata w skokach po raz ostatni? "Koszt byłby o trzy czwarte niższy"
  • Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź