Sport.pl

Stelmet - Turów: Mistrz rozbrojony! Bitwa kluczowa dla losów wojny o złoto?

Siedem minut do końca meczu, przewaga prowadzących jeszcze nie tak duża, by hamować i kraść czas, a jednak już na twarzach koszykarzy i trenerów Stelmetu dało się dostrzec za dużo pewności siebie, by nie wiedzieć, jak to się skończy. Stelmet Zielona Góra swoją wielką obroną i trafieniami za trzy złamał mistrza Polski. Wygrał w czwartek 67:53, wyrównał stan serii o złoto na 2:2. I teraz ma w sobie tyle wigoru oraz energii, by odebrać Zgorzelcowi mistrzostwo.
Czwarty mecz serii zaczął się... chyba szokująco. Przez blisko pięć minut najpotężniejszy atak Tauron Basket Ligi tłukł głową o ścianę obronną Stelmetu i nie zarabiał na tym nic. Zero w rubryce zdobyczy PGE Turowa zmazał dopiero Mardy Collins, wychodząc do gry z ławki rezerwowych. Ale jedno trafienie nie uruchomiło fali. Pozycyjne akcje mistrzów Polski długo nie czyniły Stelmetowi krzywdy.

Dość wysokie i pewne prowadzenie zielonogórska drużyna straciła, krzywdząc się po trosze sama... Prawie niewybaczalne pudła spod kosza stały się dla zgorzeleckich graczy okazjami do kontr. I Turów z okazji skorzystał. Mimo to pudłujący koszykarze Stelmetu zasługiwali na wybaczenie. Wszak w pierwszej kwarcie zatrzymali rywali na ledwie 11 punktach. To był wyczyn (!), bo norma Turowa sięga dwa razy wyżej.

We wcześniejszych spotkaniach finału sędziowie bywali przeczuleni na punkcie twardej podkoszowej walki. W czwartek pozwalali się bić. Dzięki temu środkowi Stelmetu Adam Hrycaniuk i Jure Lalić nie wpadli przedwcześnie w zagrożenie złamania limitu fauli. Ale też z tego samego powodu Quinton Hosley zgarnął cios w nos, po którym krwawił, a bodaj nikt z przeciwników nie zapłacił za to faulem.

Dość ciekawy układ z czwartego finałowego starcia polegał na tym, że chociaż Hrycaniuk i Lalić nie zdążyli się zmęczyć i nazbierać przewinień, to w drugiej kwarcie obaj z reguły siedzieli na ławie. Trener Saso Filipovski chciał mieć na boisku piątkę niższą, ale za to szybszą i sprawniejszą. Zielonogórzanie potrzebowali tego usprawnienia, ponieważ PGE Turów na dobrą obronę odpowiedział jeszcze lepszą i jeszcze mocniejszą. Rolę podkoszowego bohatera wziął wtedy na siebie Chevon Troutman - zbierał, dobijał, ustrzelił ważną tróję. Zyskał spory udział w kasowaniu ośmiopunktowej straty.

Wynik 30:31 w przerwie spotkania mówił o tym, że finaliści doskonale zdawali sobie sprawę z tego, co się dzieje. Że oto na boisku w Zielonej Górze toczy się bitwa kluczowa dla losów wojny o złoto. I za nic w świecie nie wolno jej przegrać.

Sprowadzenie meczu do reguły: więcej obrony niż ataku - to było coś, na co czyhał Stelmet. Jednak niemal natychmiast po rozpoczęciu trzeciej kwarty zielonogórski zespół znalazł środki, by wręcz zakpić z defensywy mistrzów. Łukasz Koszarek i Aaron Cel zasypali kosz gości ze Zgorzelca trafieniami z dystansu. Turów, jakby oszołomiony, przez kilka minut nie reagował w obronie. A kiedy w ataku próbował odpowiadać trójami na trójki, okazywało się, że rzecz nie jest taka prosta do wykonania.

Zielonogórzanie oderwali się od rywali na 10 pkt. I chociaż do końca meczu zostawało jeszcze kilkanaście minut, historia (z obecnego sezonu) meczów Stelmetu i PGE Turowa podpowiadała, że prowadzący na tym etapie gry Stelmet to już nieomal zwycięski Stelmet. Wprawdzie Cel musiał w końcu odpocząć, a mistrzowie Polski uszczelnili luki w defensywie, jednak w trudnej chwili objawił się joker Kamil Chanas i zatrzymał pościg gości.

Do końca meczu zostawało siedem minut, 8-10-punktowa przewaga Stelmetu jeszcze nie pozwalała hamować i kraść czas, a jednak już na twarzach koszykarzy i trenerów Stelmetu dało się dostrzec za dużo pewności siebie, by nie wiedzieć, jak to się skończy...

Stelmet Zielona Góra swoją wielką obroną i trafieniami za trzy złamał mistrza Polski, wyrównał stan serii o złoto na 2:2. I chyba ma w sobie więcej woli i sił, by odzyskać mistrzostwo. Czy rzeczywiście? W niedzielę o 20 w Zgorzelcu mecz numer pięć.

STELMET ZIELONA GÓRA - PGE TURÓW ZGORZELEC 67:53

KWARTY: 15:11, 15:20, 22:12, 15:10

STELMET: Cel 15 (5), Koszarek 12 (4), Hosley 7 (1), Zamojski 3 (1), Lalić 0 oraz Troutman 9 (1), Robinson 9, Chanas 8 (2), Hrycaniuk 4, M. Zywert 0.

PGE TURÓW: Chyliński 9 (2), Taylor 8, Jaramaz 3, Dylewicz 2, Natiażko 0 oraz Collins 11 (1), Kulig 8 (1), Wright 8, Czyż 4, Moldoveanu 0.

STAN RYWALIZACJI W FINALE PLAY-OFF: 2:2

Więcej o:
POPULARNE
NAJNOWSZE
" /> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29] <div id= 
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]
 
  • Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć
  • Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda
  • Joanna Jędrzejczyk usunęła Joanna Jędrzejczyk usunęła "sępy". "Menedżer ukradł mi pieniądze, rozstałam się z narzeczonym"
  • Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź