Sport.pl

Stelmet - Turów: Walczą chłopaki jak złoto! Ławka Stelmetu niby krótsza, ale zagrała!

W finale Tauron Basket Ligi role się odwróciły! tym razem w najważniejszych minutach spotkania w potrzebie byli mistrzowie ze Zgorzelca, a wicemistrzowie z Zielonej Góry zmierzali po pierwsze zwycięstwo. PGE Turów rozgrywał akcję na wagę dogrywki. Jednak w plejadzie strzelców wyborowych zabrakło jednego, który w najważniejszej chwili trafiłby z dystansu. Stelmet wygrał 80:77, w serii przegrywa 1:2, ale w czwartek we własnej hali może wyrównać.
Spektakularne pościgi Stelmetu za uciekającym PGE Turowem, nadrabianie kilkunastopunktowych strat w dwóch meczach finałowych oglądało się pięknie, ale koszykarze zielonogórskiej drużyny nie wychodzili na tym dobrze. Dlatego za trzecim razem Stelmet miał zagrać tak, żeby już nie gonić, tylko cały czas walczyć ramię w ramię, krok w krok i kosz za kosz, oczywiście nie gardząc przy tym okazjami, by prowadzić. Taki plan - ze wszech miar słuszny - dość łatwo się kreśli, trudniej wykonuje. Bo PGE Turów jest w warunkach Tauron Basket Ligi zespołem wyjątkowym i szalenie groźnym. W jednej chwili jesteś blisko zgorzeleckiej ekipy, grasz akcję, która powinna ci przynieść remis, ale zrobisz w niej drobny błąd, a już za chwilę musisz wyciągać trójkę z własnego kosza. I wychodzi na to, że zamiast doprowadzić do remisu, zagrałeś akcję za minus pięć...

Już w pierwszej kwarcie wtorkowego starcia w twierdzy CRS koszykarze Stelmetu dostali właśnie tego typu sygnał ostrzegawczy. Po uważnym, dobrym starcie, nagle kilka błędów i przegrywali 10:20. W sumie jednak - dla rozwoju serii o złoto - dobrze się stało, że gospodarze meczu dostali cios pobudzający tak szybko. Bo równie szybko trener Saso Filipovski zdążył zareagować, a zawodnicy naprawić błędy. I kiedy zespoły schodziły do szatni na przerwę przy remisie 42:42, moment, w którym Zgorzelec zyskał 10-punktową przewagę nie miał znaczenia. Wprawdzie wynik - tzn. suma zdobytych punktów - grubo wykraczał ponad standardy trenera Stelmetu. Jednak ważniejsze było chyba to, że zielonogórscy koszykarze nie zostawali z tyłu. Kolejny raz w finałach przegrywali pojedynki o zbiórki, lecz trzymali się mocno w meczu dzięki dobrej skuteczności rzutów. Może jeszcze nie wypadało mówić, że wicemistrz starał się wygrać bronią mistrza, tym niemniej atak Stelmetu działał należycie. I kompletnie nie dawało się zauważyć, że trener PGE Turowa Miodrag Rajković co chwilę rzuca do walki nowe siły. Zielonogórscy koszykarze ganiali praktycznie w ośmiu, mimo to w niczym nie ustępowali mistrzom. Pięć tysięcy kibiców, ich doping - tak, to mogło nieść i mieć swój udział w tym, że po trzech kwartach drużyna z Zielonej Góry wygrywała 59:56. I na tym etapie wygrywała już bez wątpienia obroną. Z ofensywnego oblicza gości ze Zgorzelca zabójczą ręką długo imponował w sumie tylko Damian Kulig. Innych snajperów Stelmet ograniczył. Bodaj najbardziej rzucała się w oczy rzutowa zapaść Mardy'ego Collinsa. Z koszykarza, który trafiał nieomal wszystko, zszedł do innej roli. I nieomal wszystko pudłował. W każdym razie nie bardzo było się, czym chwalić.

W czwartej kwarcie zielonogórski zespół nie musiał gonić. Przeciwnie - zyskał 10 pkt przewagi. Mocarna obrona dawała okazję do trafień po stratach gości ze Zgorzelca. Ale owi goście dobrze wiedzieli, że to już nie przelewki. Też z całych sił zawzięli się do obrony. I zrobił się z tego brawurowy mecz! Turów się zbliżył, naciskał. Gdy z sił opadł Kulig, ważne rzuty niesamowicie trafiał Nemanja Jaramaz, lecz Stelmet stale był kosz-dwa z przodu. I w ostatnich sekundach zgorzeleckim graczom pozostało rozgrywać akcję na wagę dogrywki. W plejadzie strzelców wyborowych zabrakło jednego mocnego, który w najważniejszej chwili trafiłby z dystansu.

W czwartek o 17.30 czwarty mecz w finałowej serii. Czy zielonogórska twierdza CRS znów się obroni?

STELMET ZIELONA GÓR - PGE TURÓW ZGORZELEC 80:77

KWARTY: 19:20, 23:22, 17:14, 21:21

STELMET: Hosley 16 (2), Zamojski 14, Cel 9, Koszarek 3 (1), Lalić 0 oraz Robinson 16 (3), Troutman 10 (2), Hrycaniuk 10, Chanas 2.

PGE TURÓW: Jaramaz 19 (4), Taylor 9, Chyliński 9 (2), Natiażko 5, Dylewicz 2, oraz Kulig 22 (4), Collins 4, Moldoveanu 3 (1), Czyż 2, Wright 2,

Więcej o: