Wszystkie kosze wiernego kibica Zastalu [PORTRET]

Zielonogórscy kibice na meczu w Zgorzelcu. Łukasz Ignaszewski na trybunach

Zielonogórscy kibice na meczu w Zgorzelcu. Łukasz Ignaszewski na trybunach (Michał Hałas/AG)

Popłakałem się, jak zrobiliście ten pościg w ostatniej kwarcie. Jestem psychofanem Zastalu - przytulił się do Łukasza Koszarka po meczu Łukasz Ignaszewski. - Tacy są najlepsi - uśmiecha się kapitan Stelmetu
Parking przy PGE Arenie w Zgorzelcu pustoszeje. Silnik drużynowego autokaru już warczy. Jeszcze tylko ostatnie pożegnanie z kibicami i trzeba wracać do Zielonej Góry. Bitwa przegrana, ale za trzy dni rewanż w "piekle" hali CRS.

- Nie ma co rozpaczać, trzeba grać - mówi Witek Szachowicz, fizjoterapeuta Stelmetu, i pakuje sprzęt do bagażnika.

Łukasz Ignaszewski jako jeden z ostatnich kibiców opuszcza halę Turowa. Jest zawiedziony, ale wciąż wierzy w mistrzostwo. - Co za mecz. Gdyby ta piłka wpadła w ostatniej sekundzie... Oszalałbym - ma na myśli niecelny rzut Aarona Cela. - Ale teraz się zacznie, chłopaki pokażą u nas na co ich stać. Obudzi się "Bestia". Dziś pokazaliśmy, że możemy z nimi wygrać. Z każdym możemy wygrać - nie ma wątpliwości Łukasz. - Ale już dzisiaj mogło być tak pięknie...

W sercu Zastal

Sobota 30 maja 2015 r. Drugi mecz finałów koszykarskiej Tauron Basket Ligi. Do paszczy lwa w Zgorzelcu przybywają koszykarze z Zielonej Góry. Podjeżdżają kibice Stelmetu. Wiozą klubowe barwy, flagi, megafony i bęben do wybijania bojowego rytmu. Ich moc muszą poczuć koszykarze grający na nieprzyjaznym gruncie. Gdy wkracza się do mordoru, sojusznicy są niezbędni.

Łukasz Ignaszewski ma 32 lata. Zastal nosi w sercu od dziecka. Pamięta wszystkie wzloty i upadki drużyny. Dominację Ryszarda Mazura, Jarosława Jechorka i Gvidonasa Markeviciusa. Podziwiał akcje Aivarasa Jokubaitisa, gdy Zastal balansował na pograniczu pierwszej ligi i ekstraklasy. Nawet gdy poszedł na studia do Wrocławia, nie zapomniał o zielonogórskich korzeniach. Złote czasy Śląska oglądał z perspektywy szczotkowego na wrocławskiej hali. Jednak kiedy tylko mógł, przyjeżdżał na mecze do Zielonej Góry.

- Koszykówka była jednym z powodów naszego powrotu. Dziś żona została w domu, ale też czuje emocje - uśmiecha się fan Zastalu. - Mówi mi, że powinienem znaleźć sobie jakieś spokojne zajęcie. No, ja na to, najlepiej mecz Stelmetu - śmieje się.

Tylko koszykówka

Na godzinę przed pierwszym gwizdkiem pod PGE Areną w Turowie fani jednej i drugiej drużyny tasują się. Wymieniają uwagi. Nie brakuje prztyczków, ale wszystko w duchu zdrowej rywalizacji.

Łukasz odlicza minuty. Ile rzuci Hosley? Czy na finały przebudzi się Zamojski? Czy żelazna obrona Stelmetu przeciwstawi się sile rażenia Turowa. Nie brakuje analiz, zestawień atutów obu stron i historii.

- Hodge to był zawodnik. Ojciec naszego tytułu. Klasyczny showman - wspomina jeden z kibiców. - Teraz gra w Petersburgu. Kosztuje zbyt dużo kasy. Myślę, że wróci do nas na koszykarską emeryturę.

- Ja myślę, że Hosley to gość, który umie wszystko - wraca do rzeczywistości Bartek Ciesielski.

- Liczę na Łukasza Koszarka. To grajek nad grajkami. No i Aaron Cel. Najważniejszy zawodnik w drużynie. Jak ten facet umie bronić... - Łukasz jest pełen podziwu.

Jedziemy z nimi...

Na trybunach szaleństwo. Hala wypełniona niemal po brzegi. Gdyby w Zgorzelcu nie wybudowano nowego obiektu, większość kibiców musiałaby zostać na dworze. Na sektorach Turowa w takt bębnów powiewają zielono-czarne flagi. PGE. Budzi się i Zastal. W górę leci jaskrawozielone konfetti, a trzech wodzirejów z megafonami nawołuje do ostrego dopingu.

- Ma być nas słychać. Pokażmy, że jesteśmy z Zastalem. Nie ustajemy. Dajemy! Zróbmy tu hałas! Niech nas usłyszą!

Pierwsze minuty. Doskonale rozpoczyna Stelmet. Hrycaniuk szaleje, Hosley punktuje. Zielonogórska drużyna jak natchniona, a Zgorzelec z niedowierzaniem traci kolejne piłki. Gdy Zamojski celnym lay-upem dał nam prowadzenie 9:23, wśród zielonogórzan szał radości.

- Z kulturą - nawołuje gniazdowy. - Nie ma u nas miejsca na agresję. A teraz... Jedziemy z nimi jak ze świniami dzikimi, jedziemy z nimi... - śpiewom nie ma końca.

Łukasz Ignaszewski wymachuje flagą. - Ale mecz! - krzyczy.

Czyste szaleństwo

Na nieszczęście zielonogórskich fanów obudził Moldoveanu i Mardy Collins. Raz po raz zaczęli pogrążać nas trójkami. Gdy swoje dorzucił Damian Kulig, po pierwszej kwarcie na tablicy świetlnej widniał wynik 20:23. - Zacięło się, przestali grać - grzmią kibice.

Jeszcze przed końcem trzeciej kwarty Łukasz Koszarek wspaniałym rzutem z wyskoku zminimalizował straty do ośmiu punktów, a w finałowej odsłonie zarówno kibice, jak i koszykarze dali z siebie wszystko.

1:45 do końca meczu - sytuacja jak z NBA. Piłka w rękach Aarona Cela. Wyskok i... jest. Kapitalny rzut za trzy punkty. Stelmet obejmuje prowadzenie 72:73. Szaleństwo w sektorze gości. Jeszcze chwilę temu zanosiło się na srogie lanie, a teraz wszyscy unoszą ręce w geście triumfu. Kibice padają sobie w ramiona. Salę ogarnął zbiorowy trans. Po policzkach Łukasza zaczęły płynąć łzy.

- Nie wiem, dlaczego tak zareagowałem. Ta piłka leciała do kosza całą wieczność - mówił już po meczu.

Do pełni szczęścia zabrakło niewiele. Cel w kluczowym momencie stracił piłkę. Miał jeszcze jedną szansę, by zostać bohaterem Zielonej Góry. W ostatniej sekundzie rzucał za trzy punkty. Na tą chwilę cała sala zamarła. Kibice jednej i drugiej drużyny nie mogli wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Sport bywa brutalny. Tym razem piłka nie trafiła do kosza.

- Teraz gramy u siebie. Do boju Zastal! - krzyczy Łukasz.

Relacje z meczów Stelmetu z Turowem na zielonagora.sport.pl

Zobacz także
  • Ile ma poseł i senator. Konta, domy, portrety [OŚWIADCZENIA MAJĄTKOWE]
  • Nowe rondo za Jędrzychowem, na krzyżówce Zielona Góra - Kiełpin Kończy się budowa nowego ronda [ZDJĘCIA]
  • Transgranicznego Forum Samorządowego Polski Zachodniej Zachód chce płynąć Odrą, jechać ekspresówkami i koleją [INWESTYCJE]