Sport.pl

Stelmet - Turów: Jeżeli dziś wieczorem twierdza CRS nie padnie...

Damian Kulig, gwiazda koszykarskiego Zgorzelca, zapowiada, że Turów z całych sił uderzy właśnie dziś. Może się zdarzyć, że uderzenie złamie zielonogórską obronę, da mistrzom prowadzenie 3:0 w finale play-off Tauron Basket Ligi. I wtedy dla Stelmetu chyba już nie będzie powrotu. Jeżeli jednak dziś wieczorem (początek o 20) twierdza CRS znów nie padnie, wówczas... - Im dłużej to potrwa, tym lepiej dla nas - twierdzi Janusz Jasiński, właściciel klubu z Zielonej Góry.
- Widać, że Turów "puchnie" - zawyrokował Jasiński na antenie Radia Zielona Góra. - Przegrywa czwarte kwarty - uzasadnił.

To fakt - 23:25 i 15:21. Tyle że przegrywając czwarte kwarty, Turów wygrywa mecze. To też jest fakt. Po dwóch finałowych starciach mistrz prowadzi z wicemistrzem 2:0 (85:77 i 75:73).

Wiatr na zwrot w finałach powiał w drugiej połowie drugiego meczu w Zgorzelcu. Bo w niej obrona Stelmetu wreszcie sprowadziła rywalizację w rewiry, w których czuje się najmocniej w lidze. Było dużo twardego grania, mało punktowania. Wcześniej działo się coś, na co zielonogórski zespół nie chciał i nie mógł sobie pozwolić, czyli wymiana ognia. Zbyt głośno i celnie grzmiały strzelby mistrza, żeby Stelmet mógł za tym nadążyć. Amerykanin Mardy Collins dbał o to, by dziurawienie zielonogórskiego kosza przebiegało bez większych zastojów. - Strasznie trudno dobić Stelmet - przyznawał jednak as atutowy PGE Turowa (21 i 20 pkt w finałowych występach). - Ile razy im odskakiwaliśmy, tyle razy nas doganiali - podkreślał.

- W Zielonej Górze musimy zostawić obronę z drugiej połowy ostatniego meczu. Ale zmienić trzeba to, żebyśmy u siebie nie musieli gonić i nadrabiać start - zaplanował Jasiński przed mikrofonem Radia Zielona Góra.

We własnej hali Stelmet nie zawsze w tym sezonie grał dobrze, ale zawsze wygrywał ligowe mecze. I tu jest faworytem bukmacherów na wtorkowy wieczór. O godz. 20 w arenie CRS zacznie się walka wielkiej ciężkiej. Koszykarze zielonogórskiej drużyny wiedzą, że z 0:3 już się nie wraca. Ich rywale zaś zdają sobie sprawę, że przy 1:2 Stelmet zyska dodatkową energię i wiarę. - Dlatego wtorek jest kluczowy. Z całych sił skupimy się na pierwszym wyjazdowym meczu, zapominając o tym, że prowadzimy 2:0 - zapowiedział podkoszowy Damian Kulig.

Żaby zatrzymać PGE Turów, trener Saso Filipovski będzie potrzebował punktów od swoich graczy z ławki. W Zgorzelcu słoweński szkoleniowiec Stelmetu trochę narzekał na wątły wkład rezerwowych. Bo rzeczywiście w drugim meczu pierwsza piątka Stelmetu zdystansowała w zdobyczach drugą czwórkę 53:20. Istnieje jednak spore prawdopodobieństwo, że we własnych ścianach, z dopingiem pięciu tysięcy widzów (kibice wykupili już niemal wszystkie bilety), rezerwowi Stelmetu poczują się zdecydowanie pewniej i odpowie na szerszy skład mistrzów ze Zgorzelca.

Transmisja z meczu, od którego mogą zależeć losy srebra i złota od godz. 19.50 w Polsat Sport News.

Więcej o: