Sport.pl

Turów - Stelmet: Drugi mecz inny, ale szczęście zostało w szatni mistrza

W drugiej połowie sobotniego spotkania w Zgorzelcu wicemistrzowie z Zielonej Góry wreszcie ustawili swoją firmową obronę. W nagrodę dostali akcję na wygranie meczu. Ale po kluczowym podaniu piłka wyślizgnęła się z rąk Aarona Cela, a wraz z nią umknęła szansa na zwycięstwo. PGE Turów wygrał we własnej hali dwa razy, w sobotę 75:73. Do obrony tytułu potrzebuje jeszcze dwóch kolejnych zwycięstw.
Ustawić gigantyczną obronę, zbierać piłkę po niecelnych rzutach, trafiać trójki - trzy mocne postanowienia, a ich realizacja miała uchronić drużynę Stelmetu przed drugą z rzędu porażką w finałowej serii. W pakiecie do założeń zespołowych swoje własne, indywidualne dokładali gdzieś w głowach koszykarze. Przemysław Zamojski czy Aaron Cel na pewno chcieli zagrać lepiej niż w pierwszym meczu o złoto.

W sumie cała ekipa z Zielonej Góry zaczęła bardzo, bardzo dobrze. Po sześciu minutach prowadziła 20:7, zarabiając w tym okresie niebagatelną porcję łatwych punktów ze skutecznej obrony i kontr.

Turów znosił ze spokojem swoją marną skuteczność. Aż na koniec kwarty ukłuł gości trzema szybkimi trójkami. I przez to po 10 minutach wynik 20:23 wyglądał tak, jakby toczyła się wyrównana walka. Tymczasem solidniej i sprawniej w basket grał Stelmet. Tyle że pary i koncepcji wystarczyło gościom na 8-9 minut. Po nich walka toczyła się już naprawdę równo, jeszcze później ze wskazaniem na Turów, a jednocześnie ostro. Sędziowie chyba nie chcieli, by "ostro" przemieniło się w "za ostro". Nie żałowali gwizdków.

Jakieś ciekawe różnice względem spotkania sprzed kilku dni? Chris Wright dostał więcej minut gry oraz zadanie: powstrzymywać Łukasza Koszarka. Ciekawie to wyglądało, bo kapitan Stelmetu zwykle nie widzi na wprost siebie aż takich atletów. W zielonogórskim zespole aż czterech graczy na zmiany starało się popsuć koszykówkę Mardy'ego Collinsa. Koszykarz Turowa zabił starania i nadzieje Zielonej Góry na szczęśliwy finisz pierwszego starcia finałów. Nie wystrzelał wtedy się z całej amunicji. Na drugi mecz przygotował nawet więcej atutów. Przez pół meczu trafiał na niemożliwej skuteczności 87,5 proc.! Wpakował do kosza rywali 17 pkt i poderwał ludzi z krzeseł bajeczną asystą do latającego Wrighta.

Obok różnic pojawiły się także elementy podobieństwa. Bodaj najważniejszy polegał na tym, że Turów w trzeciej kwarcie w istotny sposób oderwał się od przeciwnika. Stelmet stał się bezradny w akcjach ofensywnych, a bez zbiórek na atakowanej tablicy nie dostawał szans na dokonanie poprawek i przegrywał różnicą 13 punktów.

Zdawało się, że graczy ze Zgorzelca satysfakcjonuje taki stan rzeczy. Mistrzowie grali niespiesznie, nie szukali na siłę kontr, chwilami pozwalali sobie na nonszalancję. Mogli pożałować, że nie zadali wtedy decydującego ciosu. Bo z kolei wicemistrzowie Polski za chwilę wznieśli się na o wiele wyższy poziom agresji i twardości obrony. Trochę strefy, trochę każdy swego - taka kombinacja zbiła zgorzelecki atak z tropu. Nawet Collinsa! A zgubioną przez gospodarzy meczu dokładność rzutów odnaleźli snajperzy Stelmetu - Russell Robinson i Przemysław Zamojski. Trafione przez nich rzuty dały gościom prowadzenie 66:65. I po tym już do końca toczył się zdominowany przez obronę pasjonujący mecz z wynikiem na remis lub plus/minus dwa. Znakomite i godne finału play-off były to minuty. Zimna krew zyskiwała wagę złota.

74:73 na 18 sekund przed zamknięciem czwartej kwarty prowadzili koszykarze ze Zgorzelca, lecz akcję na zwycięstwo grał Stelmet. Nie udało się jej zwieńczyć rzutem. Aaronowi Celowi wyślizgnęła się piłka, gdy już-już miał składać się do rozstrzygającego rzutu. I to bardzo drogo kosztowało!

W serii do czterech zwycięstw PGE Turów prowadzi 2:0, ale teraz rywalizacja przenosi się na dwa mecze - we wtorek i czwartek - do Zielonej Góry, gdzie Stelmet w tym sezonie nie przegrał jeszcze ani jednego ligowego starcia.

PGE TURÓW ZGORZELEC - STELMET ZIELONA GÓRA 75:73

KWARTY: 20:23, 24:16, 16:13, 15:21.

PGE TURÓW: Chyliński 11, Dylwicz 9 (1), Jaramaz 5 (1), Taylor 2, Natiażko 0 oraz Collins 20 (3), Wright 13 (1), Kulig 10 (2), Moldoveanu 5 (1), Czyż 0.

STELMET: Zamojski 22 (3), Koszarek 12, Cel 8 (2), Hosley 6, Lalić 5 oraz Hrycaniuk 9, Robinson 8 (2), Chanas 3 (1), Troutman 0.

Więcej o:
POPULARNE
NAJNOWSZE
" /> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29] <div id= 
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]
 
  • Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć
  • Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda
  • Joanna Jędrzejczyk usunęła Joanna Jędrzejczyk usunęła "sępy". "Menedżer ukradł mi pieniądze, rozstałam się z narzeczonym"
  • Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź