Sport.pl

Twierdza Zielona Góra nadal niezdobyta. Polski Cukier był o jeden rzut

Akcja na wagę sensacji należała do Williama Franklina. Amerykański obrońca nie wymyślił jednak nic genialnego. I Polski Cukier Toruń stracił szansę na zwycięstwo w zielonogórskiej arenie CRS. Pudło Franklina wykreowało bohatera Łukasza Koszarka (14 asyst i 19 pkt). Okazało się bowiem, że to trójka kapitana Stelmetu ustawiła końcowy wynik meczu 85:84. A wszystko potoczyło się w zgodzie z pokrętną regułą - rywale Stelmetu są blisko jak nigdy, lecz przegrywają jak zawsze.
Słoweniec Saso Filipovski należy do trenerów, którzy przywiązują się do wymyślonego przez siebie ustawienia piątki tzw. starterów. Gdy kilka miesięcy temu uznał, że Stelmetowi najlepiej wyjdzie rozpoczynanie spotkań w układzie: Koszarek, Zamojski, Hosley, Cel, Hrycaniuk, trzyma się tego dość konsekwentnie. A jednak w piątek uczynił wyjątek. Miejsce Hrycaniuka zajął Jure Lalić.

Niestety, nie da się powiedzieć, że ta zmiana wstrząsnęła Polskim Cukrem i jednocześnie dodatkowo dozbroiła Stelmet. Wyszło nawet na odwrót. Tzn. Lalić w niespełna minutę złapał dwa faule. A cała zielonogórska piątka zaczęła mecz tak źle, jak chyba już dawno jej się nie zdarzyło.

Dobrym zwyczajem w hali CRS kibice na stojąco czekali na pierwsze trafienie gospodarzy. Czekali, czekali tak przeszło trzy minuty. I doczekali się dopiero, gdy faworyt przegrywał 0:10. I gdyby tak tylko troszkę zaokrąglić wynik, okazałoby się, że przewagę z przespanego przez Stelmet startu goście z Torunia dowieźli do końca pierwszej kwarty. Ich gra, cechująca się skutecznością rzutów, bezdyskusyjną przewagą w dziedzinie zbiórek, zmiennością systemów obrony, sprawiała Stelmetowi problem.

Koszykarze Polskiego Cukru zaproponowali zielonogórskim koszykarzom, by ci próbowali rozbijać obronę rzutami z dystansu. Stelmet podjął wyzwanie. Może chciał, może musiał. Dość, że w dwie kwarty spróbował aż 18 razy trafić za trzy punkty, a to tylko o 3 razy mniej niż np. przez całe spotkanie sprzed tygodnia w Kutnie. I w sumie zespół z Zielonej Góry nie wypadł w trójkobraniu bardzo źle. Skuteczność dotykała niemal 40 proc. Ale stale wygrywała ekipa z Torunia. Zbiórkami, punktami zdobywanymi spod kosza, starannością, minimalizowaniem ryzyka strat - takimi środkami Polski Cukier trzymał się kilka kroków z przodu. LaMarshall Corbett prowadził swoich kumpli do sukcesu. Do półmetka się udawało. Gracze z Torunia prowadzili 47:40.

Zielonogórscy kibice ciepło - oklaskami - przyjęli z powrotem w drużynie Amerykanina Chevona Troutmana. Okres zawieszenia uszczknął jednak coś z dyspozycji Chevona, a w każdym razie minutowo, punktowo i zbiórkowo Chevon nie dobił do swoich średnich. Inna rzecz, że Aaron Cel, któremu Troutman zwykle daje zmiany, w piątek rzucał w zgodzie z tym , jak się nazywa - celnie. Trzeba wręcz dodać, że dużo i celnie. Zasłużył na tytuł MVP meczu. Znaczący był jego udział w tym, że pod koniec trzeciej kwarty Stelmet pierwszy raz w meczu przejął prowadzenie (62:60). Polski Cukier złapał wtedy dodatkowy problem. Sean Denison schodził z boiska z rozbitym łukiem brwiowym. I sugestywnie podpowiadał sędziemu, że zabrakło gwizdka, gdy któryś z graczy Stelmetu łokciem mu ten łuk rozbijał.

Bez Denisona koszykarze z Torunia dociągnęli jeszcze do końca trzeciej kwarty z remisem 64:64. Jednak szanse Stelmetu rosły, ponieważ obrona zyskiwała poziom, który wcześniej czy później pogrąży niemal każdego rywala w Tauron Basket Lidze.

Polski Cukier dzielnie i zawzięcie bił się, żeby złamać powyższą regułę. Wygrzebał się z krótkiego zastoju po szatańskiej trójce Williama Franklina. A na dwie minuty przed końcem po akcji 2+1 Cobetta znów ściskał w garści prowadzenie. Jednak porywający finisz kupił zielonogórskim kibicom Aaron Cel. Dzięki Troutmanowi kilka minut odpoczął. I w arcyważnym momencie znów zagrzmiał z dystansu.

Nie wszystkie fakty z ostatniej minuty podobały się fanom w CRS. Na 35 sekund przed końcem twierdza Zielona Góra była w poważnym zagrożeniu, Stelmet przegrywał 82:84. Ale miał piłkę po swojej stronie. Łukasz Koszarek z klasą i rutyną rozegrał akcję. Ukoronował występ z 14 asystami(!) rozstrzygającym rzutem za trzy pkt. Bo chwilę później na podobną odpowiedź nie zdobył się Franklin. Niemniej koszykarze z Torunia wyjeżdżali z Zielonej Góry z przekonaniem, że są w dyspozycji, która pozwoli im załapać się do play-off.

STELMET ZIELONA GÓRA - POLSKI CUKIER TORUŃ 85:84

KWARTY: 17:25, 23:22, 24:17, 21:20

STELMET: Cel 24 (6), Koszarek 19 (4), Hosley 12 (2), Zamojski 5 (1), Lalić 0 oraz Hrycaniuk 10, Robinson 8 (2), Chanas 4, Troutamn 3.

POLSKI CUKIER: Corbet 19 (1), Denison 14 (1), Frankllin 10 (2), Zyskowski 8 (2), Lisewski 6 oraz Sulima 13, Comagić 12, Jankowski 2, Radwański 0, Perka 0.

Więcej o: