Sport.pl

Nie ma nudy nad Jeziorem. Stelmet ratował serię finiszem

Na niespełna pięć minut przed końcem meczu w Zielonej Górze skazywane na pożarcie Jezioro Tarnobrzeg wygrywało 63:56. Sensacja? I tak, i nie. Stelmet się umęczył, lecz ciągle zostaje drużyną, która nie przegrała ligowego meczu we własnej hali. Po skutecznym finiszu ograła Jezioro 71:65.
Trochę jest chyba tak, że kiedy dochodzi do starcia mistrzowsko uzbrojonego Stelmetu Zielona Góra z biednym Jeziorem Tarnobrzeg, nawet z pozycji zielonogórskiego kibica można życzyć skazanym na pożarcie udanego początku. Niech piłka wpada im do kosza, niech prowadzą. Ot tak, żeby coś się działo, żeby to wszystko nie było od pierwszej do ostatniej minuty takie oczywiste - pod wyraźne dyktando i na warunkach faworyta. I oto proszę bardzo, jakby na żądanie - działo się!

Nieomal cała pierwsza kwarta upłynęła przy prowadzeniu Jeziora. Stelmet zaczął nabierać prędkości i agresji dopiero pod koniec tej części meczu. Ale nie wyszło z tego nic porywającego. Trener Saso Filipovski trzymał się swojego porządku zmian. Tyle że zamiast zawieszonego Chevona Troutmana posyłał do gry Patryka Pełkę.

Gdzieś w połowie drugiej kwarty, gdy Jezioro ciągle nie zostawało w tyle, stało się jasne, że Stelmet może w sobotni wieczór nie wejść na swoje najwyższe obroty. Zwiększone obciążenia treningowe dość wyraźnie wprowadziły koszykarzy w stan spowolnienia ruchów i utarty dokładności przy rzucaniu do kosza.

Stanęło na tym, że w stratach faworyt przebijał przeciwnika i jeszcze na minutę przed przerwą toczył z nim remisową walkę. Jednak gracze Jeziora na samym finiszu drugiej kwarty odpalili dwa kardynalne błędy i zapłacili za to. Pierwszy raz w meczu zielonogórska drużyna oderwała się na siedem punktów (37:30). I przy tej okazji należy się dobre słowo dla Aarona Cela, który odstawał od reszty szybkością i czuciem. Zwykle wbijał się w strefę podkoszową we właściwym miejscu i czasie, by wykorzystywać dobre podania oraz okazje, by dobijać rzuty kumpli z zespołu. A coś miłego dla Jeziora? Zaprzeczyli, że są ekipą pt. "Strzelcy bez głowy". W poszukiwaniu pozycji do rzutu wykazywali się cierpliwością. I jeszcze rzecz dotycząca odwagi, choć wyjęta już z drugiej połowy spotkania. Na boisku Josh Miller, 169 cm wzrostu, nie bał się ochrzaniać Adama Hrycaniuka, 206 cm wzrostu, zwanego "Bestią". A czy trener Saso Filipovski na serio bał się o rozstrzygnięcie meczu - np. wtedy, gdy w trzeciej kwarcie prosił o czas, gdy jego koszykarze prowadzili skrajnie skromnie - 48:47 i 51:50? Nie mogło być inaczej! Wszak Stelmet grał w tej części basket z przesłaniem: "niech to już się skończy, dopóki jeszcze prowadzimy..."

Tak. Tyle że prowadzenie jest w koszykówce rzeczą ulotną. Stelmet coś o tym wie. I w sobotę dowiedział się raz jeszcze, gdy po trójce Craiga Williamsa przewagę zyskali goście. A mogło to wyglądać naprawdę jeszcze gorzej. Nie wyglądało, ponieważ wicemistrzowie z Zielonej Góry królowali w potyczkach o zbiórki. Uskładali ich blisko dwukrotnie więcej niż konkurenci. W ten sposób udawało się wymazywać mnóstwo niedoróbek.

Da się rzec, że mimo wielkiej przewagi w zbiórkach w czwartej kwarcie wyświetliła się sensacja. Jezioro wygrywało 63:56! Do końca zostawało niespełna pięć minut. Ale cyfra pięć stała się chwilę później problemem tarnobrzeskiej drużyny. Dlatego, że imit pięciu fauli złamał Daniel Wall. To samo groziło Kevinowi Wysockiemu. A obaj tworzyli w sobotę filar gry Jeziora.

Stelmet szybko uporał się ze stratą. Nastąpiło to w chwili, gdy jednocześnie Williamsowi skończyła się amunicja, a faworyt wydusił z siebie ofiarność w obronie i zadbał o porządniejszy atak. A kiedy gospodarze spotkania ostatecznie łamali opór Jeziora, na trybunach radość, wsparcie i autentyczne emocje mogły łudzić, że zespół wyrywa wygraną z gardła PGE Turowa Zgorzelec.

STELMET ZIELONA GÓRA - JEZIORO TARNOBRZEG 71:65

KWARTY: 18:18, 19:12, 14:20, 20:15

STELMET: Cel 15, Hosley 12 (1), Zamojski 8 (2), Koszarek 7 (1), Hrycaniuk 7 oraz Robinson 9 (2), Chanas 8 (1), Lalić 5, Pełka 0.

JEZIORO: Williams 18 (4), Wysocki 12, Miller 12 (2), Patoka 11 (1), Wall 9 (1) oraz Morawiec 3 (1), Wojdyr 0, Pandura 0.

Więcej o:
POPULARNE
NAJNOWSZE
" /> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29] <div id= 
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]
 
  • Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć
  • Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda
  • Joanna Jędrzejczyk usunęła Joanna Jędrzejczyk usunęła "sępy". "Menedżer ukradł mi pieniądze, rozstałam się z narzeczonym"
  • Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź