Sport.pl

W sobotę o 18 Jezioro w CRS: szybcy i... dalecy od wściekłości

W pierwszej rundzie pachniało sensacją. W Tarnobrzegu koszykarze Stelmetu Zielona Góra wygrzebywali się z dość poważnych kłopotów. Długo zanosiło się, że przegrają z ligowym outsiderem. Jezioro zyskało przewagę 17 punktów. Jeszcze na 44 sekundy przed końcem prowadziła tarnobrzeska drużyna. Pościg Stelmetu zdążył na czas. Przed sobotnim rewanżem w Zielonej Górze plan faworyta jest taki, żeby nie trzeba było znów wyruszać w pościg.
W sobotę o 18 w arenie CRS Stelmet, lider TBL, zagra z przedostatnim w tabeli Jeziorem.

Podział ról na sobotni wieczór układa się klarownie. I gdyby nie trzy historie, chciałoby się rzec, że powtórka z zagrożenia sensacją jest wykluczona. Normalnie Stelmet powinien wygrać różnicą 30 punktów. Coś jednak sprawia, że faworytowi trzeba zostawić margines na grę poniżej potencjału.

1. W Zielonej Górze zaczęły się już przygotowania do play-off. Trener Saso Filipovski przyznał, że koszykarze trenują teraz mocniej niż normalnie. A dzieje się to po to, by na kluczowe spotkania uzyskać superkompensację fizycznej formy.

2. Złożona sprawa Chevona Troutmana nie doda jego kolegom skrzydeł. Zanim rzecz się formalnie wyjaśni i zacznie odpływać w zapomnienie, odłamki złego rozgłosu mogą psuć atmosferę i wizerunek zespołu.

3. Gdyby w sobotę zabrakło w składzie Troutmana, a choroby Aarona Cela i Przemysława Zamojskiego oraz uraz Adama Hrycaniuka mocno nadszarpnęły siły wymienionych graczy, Stelmetowi wymknie się atut kadrowego komfortu.

4. Jezioro - w opinii trenera i graczy zielonogórskiej drużyny - przystąpi w sobotę do bezstresowej realizacji zadania pt. Nic nie musimy, wszystko możemy.

- A kiedy nic nie musisz i grasz bez presji, wtedy czasami piłka wpada do kosza w nieprawdopodobnych sytuacjach i niesprzyjających pozycjach. Oni tak z nami zagrają - będą szybko biegać i dużo rzucać. Dlatego my musimy być od początku twardzi w obronie - objaśniał Filipovski.

Szkoleniowiec Stelmetu nie ma problemu z mobilizacją na spotkanie ze słabszym przeciwnikiem. Sztuka w tym, żeby zaraził swoją filozofią zawodników. - Sam przykładam się do każdego meczu jednakowo. Oczekuję tego samego od zespołu. Bo trzeba szanować przeciwnika i siebie. O lekceważeniu Jeziora nie może być mowy - zapewnił Słoweniec.

A czy może być mowa o powtórce z rozchwiania, znanego m.in. ze Słupska, gdzie zielonogórscy gracze mieli jedną połowę meczu fatalną, a drugą połowę znakomitą?

Otóż nie wolno wykluczyć, że wahania powtórzą się w CRS w sobotnim spotkaniu z szybkim i wyluzowanym przeciwnikiem. - Lepsze drużyny i lepsi trenerzy niż ja miewają podobne problemy. Nawet najlepszy na świecie zespół San Antonio nie jest od tego wolny. Dlaczego? Bo taka jest koszykówka, bo to po prostu niemożliwe, żeby grać cały czas równo i dobrze. Kiedy twój zespół prowadzi np. 20 punktami, graczom puszcza koncentracja, mimo że trener i kibice chcieliby walki do końca ze 120 proc. zaangażowania - powiedział Filipovski.

Więcej o: