Sport.pl

Dwie twarze Stelmetu. Druga prawdziwa, ale skąd ta pierwsza?

Rozstrzygnięcie meczu w Słupsku mówi, że oszałamiający pościg koszykarzy Stelmetu Zielona Góra z drugiej połowy znaczył jednak mniej niż ich miałka gra w pierwszej połowie. Ciekawa byłaby odpowiedź na pytanie, dlaczego Stelmet musiał najpierw zagrać tak źle, żeby później grać tak dobrze.
Można dołożyć inne pytanie: która twarz Stelmetu jest prawdziwa? Ale akurat tu sprawa jest prosta. Całokształt dokonań: lokata lidera, zdobyty Puchar Polski, najmniej traconych punktów w lidze - to wszystko każe rozstrzygnąć wątpliwość na korzyść zielonogórskiej drużyny. Zagrała swoje dopiero w drugiej połowie słynnego już starcia z Energą Czarnymi w Słupsku i wygrała ten fragment 42:15. To był wyczyn!

Po spotkaniu trenerzy obu drużyn potwierdzili zresztą, że...

Donaldas Kairys, Energa Czarni: - W drugiej połowie zobaczyliśmy prawdziwą twarz Stelmetetu, pełną energii i siły. Pokazali niebywały charakter i wrócili do gry. Sędziowie pozwolili grać fizycznie, a Stelmet to lubi i dobrze czuje się w takiej grze. Nie mam pretensji, bo koszykówka powinna właśnie tak być, pełna twardej walki.

Saso Filipovski, Stelmet: - W drugiej połowie lepiej broniliśmy, odrobiliśmy dużo punktów. Wreszcie prezentowaliśmy się tak, jak powinniśmy. Graliśmy naszą koszykówkę.

Mecz wygrali (72:70) jednak gracze ze Słupska. Sukces zbudowali na niemal bezbłędnej pierwszej połowie (57:28) i początkowych minutach trzeciej kwarty, gdy ich przewaga dobiła do 32 pkt. Tylko czy Czarni byli w tym okresie tacy świetni, czy też Stelmet pozwolił im na zbyt wiele?

- Na pewno graliśmy przed przerwą za miękko - odpowiedział Łukasz Koszarek, kapitan Stelmetu.

- Czarni zaskoczyli mnie tym, że trafiali wszystko. A jednocześnie my byliśmy wtedy słabi na wszystkich płaszczyznach. I nie ma na to innego komentarza - uzupełnił Filipovski.

Kluczowa kwestia: Dlaczego Stelmet zaczął aż tak słabo?

- Gdybym to wiedział, pewnie umiałbym temu zaradzić. Ta słabość by się nie zdarzyła - założył trener Stelmetu.

- Jesteśmy drużyną, która gra lepiej, gdy jest postawiona pod ścianą. Pozbieraliśmy się jednak trochę za późno, a straty okazały się zbyt duże - stwierdził Koszarek.

Trenerowi Czarnych łatwiej było wytłumaczyć słabość jego koszykarzy z drugiej i trzeciej kwarty: - Wystarczy, że za wcześnie uwierzysz w zwycięstwo. To może być nawet naprawdę drobna cząstka myśli, że już ci się udało. Puszcza koncentracja, naprzeciwko stoi taka drużyna jak Stelmet i wtedy nagle wszystko zaczyna ci się sypać - mówił Kairys.

Więcej o: