Sport.pl

Stelmet skusił los. Fatalna połowa. Po niej pościg. Ale...

Po pierwszej połowie zdawało się, że Czarni Słupsk wręcz rozniosą na strzępy wielkiego faworyta z Zielonej Góry. Koszykarze Stelmetu nie przypominali siebie samych i do białej gorączki doprowadzała ich rzutowa skuteczność Czarnych. Ale w drugiej połowie wszystko się odmieniło. Stelmet wygrzebał się z 30-punktowej straty. I miał w garści akcję na zwycięstwo lub choćby dogrywkę. Zwyciężyli jednak - 72:70 - koszykarze ze Słupska.
Dzisiejszy odcinek rozważań na temat piękna koszykówki wg Saso Filipovskiego nosiłby chyba tytuł: "Ja wiedziałem, że tak będzie...". Wszak trener Stelmetu zapowiadał, że załamie się zwycięska fala jego drużyny. Tyle że zaraz po tej zapowiedzi koszykarze Stelmetu sprali niemiłosiernie Anwil Włocławek. I z Zielonej Góry w koszykarski świat wypłynęła śmiała myśl. Taka w stylu: Już nie za bardzo jest z kim przegrać...

Filipovski wiedział jednak lepiej. Ale chyba nawet jego mogło zdumiewać to, co działo się w pierwszej połowie meczu w Słupsku. Po dwóch kwartach faworyt z Zielonej Góry leżał nieomal na łopatkach. Czarni prowadzili 57:28.

Jak to się stało?

Pewnie - jak to zwykle w koszykówce bywa - zdecydowały wszystkie składniki wrzucone do gorącego słupskiego kotła. Jeden wszakże motyw przewodni wiódł Czarnych do sukcesu, nakręcał do walki, a jednocześnie załamywał rywali z Zielonej Góry.

Zespół ze Słupska grał od początku dobrze, zadziornie, szybko. Zmuszał przeciwników do fauli. Jerel Blassingame prowadził akcje z polotem. Czarni dominowali też w rywalizacji o zbiórki, co w starciach ze Stelmetem wcale łatwe nie jest. Ale - i tu już zmierzamy do sedna - temu wszystkiemu towarzyszyła skuteczność wprost niemożliwa do osiągnięcia. A jednak! Gracze w białych strojach (to o... Czarnych) wyglądali w sobotni wieczór na takich, którym diabeł dzieci kołysze. No bo kto słyszał, żeby w dwie kwarty nie spudłować ani jednego rzutu za trzy punkty?! I zakończyć połowę meczu pod względem trafień z dystansu ze 100-procentową skutecznością dziewięć na dziewięć?! A w ogólnym wymiarze skuteczność rzutów z gry u Czarnych wykraczała grubo poza granicę 70 procent!

Jak z takimi można w ogóle grać? Na pewno z o wiele większą agresją w obronie. Co zresztą Stelmet uczynił w drugiej połowie meczu i - jak to się mówiło w pewnym polskim filmie - spaćkał konkurentowi opinię. Opinię nieomylnego ma się rozumieć. Początki załamującego się ataku Czarnych dla losów spotkania nie znaczyły wiele. Bo Stelmet, znacznie poprawiwszy obronę, nie uporał się z własnymi problemami ofensywnymi. Przewaga gospodarzy spotkania przez kilka minut nieomal nie topniała.

Trener Donaldas Kairys zaniepokoił się dopiero u schyłku trzeciej kwarty i poprosił o przerwę na uporządkowanie gry, gdy jego team wygrywał 62:37. A przecież stąd do prawdziwie poważnych zmartwień była jeszcze przepaść.

Niemniej zielonogórski zespół pokazał, że coś wie o przeskakiwaniu przepaści. To była wreszcie ta "filipovska" obrona, która budzi strach w lidze. Prowadzącym na pewno zadygotały ręce. A w czwartej kwarcie już musieli zaniepokoić się na serio, gdy Russell Robinson odpalił do ich kosza serię trójek. Najczęściej taka seria wróży rywalom Stelmetu srogie kłopoty. A tym razem? Też zrobiło się szalenie ciekawie. Otóż po kolejnej trójce Russella prowadzenie ekipy ze Słupska 71:63 (na przeszło cztery minuty przed końcem meczu) nie dawało już żadnego komfortu. Chwilę później swoje trzy punkty dołożył do dorobku Stelmetu Łukasz Koszarek. I gdzieś na ostatnie trzy minuty czwartej kwarty zaczęła się gra nerwów.

Stelmet czuł krew. Był w tej zabawie w o tyle uprzywilejowanej pozycji, że mógł ukraść zwycięstwo rzutem na taśmę i niejako zakpić z wcześniejszej dominacji przeciwnika. Brakowało może jednej udanej akcji? Stelmet atakował, przegrywając ledwie 70:72. Atak zepsuł. I po kilkunastu wariackich sekundach z radości oszalał koszykarski Słupsk.

Zakończona w sobotę w Słupsku zwycięska seria Stelmetu trwała... No przecież wiadomo, że nie 16 ligowych kolejek ;)

ENERGA CZARNI SŁUPSK - STELMET ZIELONA GÓRA 72:70

KWARTY: 27:18, 30:10, 7:19, 8:23

ENERGA CZARNI: Shiloh 12 (2), Eziukwu 12, Gruszecki 12 (2), Blassingame 11 (2), Nowakowski 11 (3) oraz Pasalić 10 (1), Borowski 2, Mokros 2, Śnieg 0.

STELMET Hosley 15, Cel 11 (1), Koszarek 8 (2), Zamojski 7 (1), Hrycaniuk 5 oraz Robinson 9 (3), Troutman 8, Lalić 4, Chanas 3 (1).

Więcej o:
POPULARNE
NAJNOWSZE
" /> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29] <div id= 
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]
 
  • Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć
  • Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda
  • Joanna Jędrzejczyk usunęła Joanna Jędrzejczyk usunęła "sępy". "Menedżer ukradł mi pieniądze, rozstałam się z narzeczonym"
  • Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź
  • Komentarze (1)
    Stelmet skusił los. Fatalna połowa. Po niej pościg. Ale...
    Zaloguj się
    • maciejka51

      0

      O jakiej serii, Panie Andrzeju, Pan pisze? Na pewno nie chodzi o mecze bez porażki ogółem ani bez porażki na wyjeździe...

    Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX