Sport.pl

Stelmet syty. I Wilk z podniesioną głową

Druga połowa sobotniego meczu w Szczecinie nadzieją dla Wilków Morskich Szczecin na wydobycie się z dołu tabeli. Ale prawda jest też taka, że faworyt z Zielonej Góry wyniósł z pierwszej połowy przewagę, która pozwalała na splot słabości i wyrachowania. Stelmet wygrał 76:70, a kibice do końca bili brawo obu drużynom.
Już po meczu w szatni koszykarzy ze Szczecina mogły paść słowa, że za długo trwało szukanie sposobu na mecz i wywalanie z siebie odpowiednio mocnej porcji agresji.

Na pierwszą połowę z optymalną dyspozycją zdążyli przede wszystkim kibice. Przy ich dopingu Witalij Kowalneko i spółka starali się być jak najbliżej Stelmetu. Nie przegrać meczu w pierwszej połowie - tylko i aż tyle mogli zrobić. Dlaczego nie więcej? Bo zielonogórska drużyna z reguły poruszała się na wyższym poziomie. Nie dominowała jednak niepodzielnie. Gospodarzom spotkania też zdarzały się serie skompletowanych akcji w obronie i ataku. Wtedy gonili, zbliżali się do faworyta, z mozołem kasowali straty. Przy 25:29 fanom oraz koszykarzom Wilków Morskich mogło się zdawać, że już, już chwytają kontakt, nabijają zielonogórskiego dzika na widelec. Ale zamiast kropki nad "i" przytrafiał się kosztowny błąd. Sędziowie dostrzegali próby wymuszenia faulu - kara! Trener Mihailo Uvalin mówił arbitrom, co o tym myśli - kara! Popsuty atak - kara w postaci kontry Stelmetu. Tak oto krok po kroku, a były to kroki stawiane w sprinterskim tempie, z rezultatu pozorującego wyrównany mecz tworzyła się przewaga drużyny z Zielonej Góry. Świetne działanie obrony oraz skrzętnie chwytane okazje skarcenia Wilków powodowały, że raz po raz Stelmet odpalał serię o wartości np. 8:0. Robotę obliczoną na kolejne ligowe zwycięstwo usprawniały trafiania z dystansu. Dużo ważyły także zielonogórskie przechwyty. Wyglądało to dobrze, ale do czasu...

Może pucharowe zmęczenie wyszło jednak z koszykarzy Stelmetu, a może całą odpowiedzialność za przemianę w meczu wypada zapisać z uznaniem na konto Wilków Morskich? Tak czy owak w drugiej połowie przyszło przerwać pean na cześć faworyta. I zacząć opowieść o coraz bardziej zajadłych koszykarzach ze Szczecina. Poprzez agresywną obronę doczekali się wygranej trzeciej kwarty. Zatrzymali w tym okresie wicemistrzów Polski na ledwie 14 pkt. I czuli, że w drugiej połowie to oni mocniej stali na nogach, a wielki Stelmet trochę się słaniał, szanował przewagę i czekał na gong. Zbliżenia z czwartej kwarty - 59:63, 64:68, 68:72 - wyglądały poważnie, a na dodatek otwierały drogę do finiszu na ostro. Stało się inaczej. Finałowe minuty upłynęły pod kontrolą zespołu z Zielonej Góry. W którymś momencie Wilki musiały podjąć ryzyko i odpalić trójki, ale trójki nie wpadały im przez całe spotkanie. I na ostatnią chwilę też nie było z tym lepiej.

KING WILKI MORSKIE SZCZECIN - STELMET ZIELONA GÓRA 70:76

KWARTY: 16:24, 16:25, 17:14, 21:13

KING WILKI MORSKIE: Kikowski 16 (1), Kowalenko 12, Nikolić 10, Green 9, Flieger 7 (1) oraz Marinković 11, Wright 5 (1), Bojko 0.

STELMET: Hosley 20 (3), Koszarek 11 (1), Cel 9 (1), Zamojski 8 (1), Hrycaniuk 6 oraz Robinson 8 (2), Lalić 7, Troutman 4, Chanas 3 (1).

Więcej o: