Sport.pl

Opowieść o biednym Kolejarzu. A gdyby tak bogaci się zrzucili?

Za miesiąc pierwsze mecze towarzyskie zespołów żużlowej ekstraklasy i na nich będzie się koncentrowała cała uwaga żużlowego świata. Na zapleczu ekstraligi wystartuje siedem zespołów, co oznacza, że produkt pod nazwą Nice Polska Liga Żużlowa straci marketingowo już na starcie. Za to w drugiej lidze prawdziwa tragedia. Jest klub, dla którego barierą nie do przeskoczenia jest kwota 70 tys. zł
Siedem drużyn w pierwszej lidze oznacza, że zawsze ktoś będzie pauzował. Mało tego, wśród tych zespołów - zdaje się - nie ma żadnego, który miałby ambicje i możliwości awansu, może poza Orłem Łódź, ale chimeryczność obietnic szefa tego klubu Witolda Skrzydlewskiego nie daje żadnej pewności.

Za to w drugiej lidze prawdziwa tragedia. Na niewiele ponad miesiąc przed startem ligi nawet z grubsza nie wiadomo, kto wystartuje. Ciągle ważą się losy klubów z Gdańska i Częstochowy, które ani myślą spłacać wielomilionowe długi, a taki warunek stawiają władze polskiego żużla. I tak źle, i tak niedobrze. Jeśli nie wystartują, wypadną dwa ważne ośrodki żużlowe z ogromnymi tradycjami. Jeśli pozwoli się im wystartować pomimo niespłaconych długów, to zawodnicy na zawsze będą mogli zapomnieć o swoich należnościach idących w setki tysięcy złotych, a w niektórych przypadkach nawet w miliony.

Ale jest też klub, dla którego barierą być może nie do przeskoczenia jest kwota ledwie 70 tys. zł, warunkująca dopuszczenie do rozgrywek. To Kolejarz Opole - drugi biegun polskiego sportu żużlowego. W 2014 r. Kolejarz zajął ostatnie miejsce w drugiej lidze, choć klub funkcjonujący od 1957 r. miał też przecież swoje dni świetności. W 1969 r. awansował do ówczesnej najwyższej, czyli pierwszej ligi, i w kolejnym sezonie od razu był rewelacją, zajmując w rozgrywkach trzecie miejsce, co do dzisiaj jest największym osiągnięciem klubu z Opola. W zespole jeździli wtedy tacy zawodnicy jak Jerzy Szczakiel, późniejszy mistrz świata, Stanisław Bombik, Stanisław Skowron, Zygfryd Friedek, a następnie bracia Stachowie, Alfred Siekierka, Leonard Raba i Wojciech Załuski.

To była elita polskiego żużla. Przez kolejnych 15 lat zespół jeździł w ligowej elicie. W 1988 r. zabrakło jednak sił na utrzymanie się i nastąpił spadek najpierw na zaplecze ekstraligi, a potem do drugiej ligi, gdzie zespół tkwi po dziś dzień. Z opolskiego zespołu zawodnicy nie odchodzili do innych klubów, oni emigrowali do Niemiec tak masowo, że nie wystarczyło wychowanków, aby naprędce zapełniać dziury. Wprawdzie jeszcze pojawiały się zagraniczne gwiazdy - Anglik Sean Wilson (trzeci w pamiętnym finale mistrzostw Europy juniorów w 1987 r. w Zielonej Górze, gdzie wygrał Gary Havelock, a drugi był Piotr Świst) czy Węgier Zoltan Hajdu, a kapitanem na długie lata został były gorzowianin Adam Czechowicz. I choć bywało, że wspierali go Robert Flis i Piotr Rembas, to zespół staczał się po równi pochyłej.

Miasto przeznaczało na opolski żużel symboliczne kwoty, pomimo obietnic nie udało się porozumieć z właścicielem stadionu - PKP - co do jego unowocześnienia i dzisiaj obraz żużla w Opolu jest taki, że stadion przypomina lata co najwyżej 70., zespół to zbieranina przypadkowych zawodników, niechcianych gdzie indziej, brak wychowanków i ostatnie miejsce w drugoligowej tabeli.

Teraz jest wprawdzie chętny do zgłoszenia zespołu do rozgrywek - to miejscowa firma Hawi, ale nie ma ona najmniejszej ochoty na uregulowanie długu w kwocie 70 tys. zł (tak, tak, to dla niektórych klubów niewyobrażalne pieniądze), bez czego nie dostanie zgody na występy. To zaś z kolei oznacza, że z żużlowej mapy zniknie kolejne miasto. Miasto, w którym na jednym z rond stoi pomnik żużlowego mistrza świata Jerzego Szczakiela. Może warto by było, aby kluby ekstraligi, dla których 70 tys. to ledwie wynagrodzenie dla jednego zawodnika i to w jednym meczu, ogłosiły szybką zbiórkę i uratowały klub, któremu historia żużla wiele zawdzięcza. Gdańsk i Częstochowa na swój los pracowały latami i muszą sobie pomóc same. Opole jest biedne jak kościelna mysz już od wielu lat i żyje tylko dzięki pasji niewielkiej grupy ludzi. Im warto i trzeba pomóc.

Więcej o:
POPULARNE
NAJNOWSZE
" /> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29] <div id= 
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]
 
  • Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć
  • Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda
  • Joanna Jędrzejczyk usunęła Joanna Jędrzejczyk usunęła "sępy". "Menedżer ukradł mi pieniądze, rozstałam się z narzeczonym"
  • Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź
  • Komentarze (1)
    Opowieść o biednym Kolejarzu. A gdyby tak bogaci się zrzucili?
    Zaloguj się
    • jorn

      Oceniono 1 raz 1

      Nie, nie warto. Jeśli działacze klubu nie potrafią zebrać tak śmiesznej kwoty, to ciągle będzie czegoś brakowało i ten klub upadnie tak, czy inaczej. Znacznie lepiej byłoby, żeby bogatsze kluby przeznaczyły te 70 tysięcy na szkolenie własnych juniorów.

    Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX