Sport.pl

Koszalin wierzył i walczył do końca! Koniec wielkiej serii Stelmetu

AZS Koszalin w ostatniej minucie wydarł zwycięstwo Stelmetowi Zielona Góra. 13 punktów przewagi w połowie ostatniej kwarty chyba uśpiło czujność faworyta z Zielonej Góry. Na finiszu trójka Piotra Stelmacha oraz rzuty wolne Qyntela Woodsa dały koszykarskiemu Koszalinowi szczęście i zwycięstwo 72:71.
Coś niepokojącego dla Stelmetu i kompletnie nietypowego dla Tauron Basket Ligi działo się na boisku w Koszalinie już na początku walki. Drużyna AZS wygrywała dzięki obronie! Zatem ukradła zielonogórzanom ich atut i ostoję. Ta duża kradzież składała się z drobniejszych - pojedynczo ukradzionych piłek. A po tym następowało to, co oczywiste - kontra, łatwe punkty i Koszalin wygrywał. W najbardziej optymistycznym dla gospodarzy meczu momencie pierwszej połowy przewaga dobijała do 10 punktów - 27:17 i 43:33.

Trenera Saso Filipovskiego chyba mniej martwił wynik. Widział już przecież sytuacje, gdy jego koszykarze ze Stelmetu kasowali większe straty, wydobywali się z poważniejszych kłopotów. Zakładamy, że w przerwie spotkania Filipovskiego bardziej niepokoiły dwie inne sprawy.

Otóż na pewno faule podkoszowych graczy. Jure Lalic i Adam Hrycaniuk złapali przez dwie kwarty w sumie siedem przewinień. "Oczko" z przodu trzymał się Lalić. Bo kilka razy Ivan Radenović, nowy środkowy AZS, zrobił z Chorwata wiatrak.

Drugi zgryz Filipovski pewnie dostrzegał w ofensywnych akcjach swojego zespołu. Brakowało w nich cierpliwości, a przez to skuteczności. I dopóki jeszcze gracze z Zielonej Góry ratowali się zbiórkami w ataku, dopóty błędne rzuty udawało się poprawiać. Kiedy jednak AZS uszczelnił krąg obrony pod własną tablicą, spudłowane próby zaczęły kosztować drożej.

W trakcie transmisji Polsat Sport News usłyszeliśmy piękną anegdotę. Qyntel Woods miał zobaczyć plakat z reklamą niedzielnego meczu jako pojedynek dwóch panów Q. Ten drugi to oczywiście Quinton Hosley ze Stelmetu. Akt główny anegdoty: Woods miał zerwać plakat ze ściany, podrzeć, mówiąc, że w lidze istnieje tylko jeden Q... I najpewniej nie miał na myśli Hosleya ;)

Druga połowa niedzielnego starcia w Koszalinie pokazała, że ubieranie meczu w pojedynek dwóch graczy to chwyt nośny, lecz chwilami nietrafiony. Bo na boisku prawdziwą rolę zaczęło odgrywać to, co dało Stelmetowi 11 zwycięstw z rzędu. Istniała i liczyła się obrona Made in Filipovski. Legendarny atak AZS stał nagle bezradny i nieudolny. A kiedy się zaciął, to już niemal na amen. Przestały wpadać nawet trójki z czystych pozycji. Zielonogórski zespół łowił przechwyt za przechwytem. Stała za tym ogromna solidność i metoda. Zagrożeni faulami centrzy siedzieli sobie spokojnie na ławce. Ich pracę wykonywał Chevon Troutman. Zespół z Zielonej Góry wygrywał w czwartejk kwarcie różnicą 13 punktów. I wydawało się, że jest w sumie jak zwykle. Stelmet zapomina o swoich wadach z pierwszej połowy, łamie przeciwnika żelazną obroną i już nie ma odwrotu od wyroku...

Jak to się stało, że faworyt nie dotarł do mety z prowadzeniem? Może tak, że stracił czujność i maksymalną koncentrację? Może tak, że stracił na kluczowe akcje Quintona Hosleya, który złamał limit fauli, a przy tym doznał drobnej kontuzji?

W każdym razie w końcówce znów zagrzmiały trzypunktowe armaty Koszalina. Cztery punkty straty, piłka w garści i 90 sekund czasu - to jeszcze dawało gospodarzom spotkania możliwości i nadzieje.

Te możliwości skurczyły się wprawdzie, gdy piłkę zgubił Woods. Jednak w ostatniej minucie wyścig na straty i błędy zdecydowanie należał Stelmetu. Kiedy trójkę ustrzelił Piotr Stelmach, poderwała się widownia w Koszalinie. Zielonogórska ekipa jeszcze wygrywała 71:70, lecz chyba była już wtedy ugotowana. Zepsuła akcję na wagę sukcesu. W odpowiedzi Woods wymusił faul pod koszem, trafił dwa rzuty wolne na sekundę przed końcem meczu. I to była już ostatnia, lecz najważniejsza "kradzież" wieczoru. Stelmet dał sobie zabrać zwycięstwo, choć kilka minut wcześniej trzymał rywala na łopatkach. - Dziś koszykówka już taka jest, że układa się falami. I nie nazywajcie mnie żadnym bohaterem - poprosił Woods, gdy koszalińscy kibice cieszyli się z niesamowitego zwycięstwa.

AZS KOSZALIN - STELMET ZIELONA GÓRA 72:71

KWARTY: 22:17, 21:18, 8:21, 21:15

AZS: Woods 21 (2), Swanson 15 (2), Mielczarek 7 (2), Vrbanc 6 (2), Szewczyk 5 (1) oraz Stelmach 8 (2), Radenović 5, Szubarga 3 (1), Austin 2, Pacocha 0, Dąbrowski 0.

STELMET: Hosley 16 (1), Cel 13 (2), Zamojski 7 (2), Koszarek 6, Hrycaniuk 2 oraz Troutman 12, Robinson 8 (2), Chanas 5, Lalić 2.

Więcej o:
POPULARNE
NAJNOWSZE
" /> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29] <div id= 
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]
 
  • Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć Kolejne kluby chcą Łukasza Podolskiego! Górnik Zabrze będzie musiał walczyć
  • Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda Legia Warszawa odrzuciła 5 milionów euro za swojego piłkarza! Wschodząca gwiazda
  • Wisła inauguruje Puchar Świata w skokach po raz ostatni? Wisła inauguruje Puchar Świata w skokach po raz ostatni? "Koszt byłby o trzy czwarte niższy"
  • Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź Jose Mourinho w mistrzowskiej formie na pierwszej konferencji! Co za odpowiedź