Sport.pl

A gdy się zejdą, raz i drugi, Qyntel po przejściach, Quinton z przeszłością

W Tauron Basket Lidze szykuje się starcie demonów ataku z aniołami obrony. Skład AZS-u Koszalin to jakby talia złożona z samych asów ataku. Co na to Saso Filipovski, trener Stelmetu Zielona Góra? Gdyby podłożyć mu melodię do znanej piosenki Stachury, sparafrazowałby refren i zaśpiewał: - Basket to nie atak, ja wam na to odpowiadam. Basket to nie tylko punktowa kanonada...
W niedzielę o godz. 20 na boisku w Koszalinie się zacznie! I cała Polska będzie mogła to zobaczyć dzięki transmisji w Polsat Sport News.

Koszykarskie drużyny Stelmetu i AZS-u mają za sobą jedną próbę sił. Druga powinna być ciekawsza. Bo Koszalin się dozbroił, a Stelmet jakby zupełnie zmienił styl. Ale małe wspomnienie z października i tak nie zawadzi. W arenie CRS zielonogórski zespół wygrał 91:79. W pojedynku gwiazd ligi Quinton Hosley pokonał Qyntela Woodsa. Bodaj ostatnie chwile przekonującego triumfu przeżywał na ławce Stelmetu trener Andrzej Adamek.

Dziś za wyniki i charakter zielonogórskiej drużyny odpowiada już Słoweniec Saso Filipovski. Charakteryzuje się m.in. tym, że kiedy wszyscy ludzie widzą słuszność i przebiegłość w powiedzeniu: najlepszą obroną jest atak, Filipovski widzi rzeczy w układzie klasycznym. Takim mianowicie, że najlepszą obroną pozostaje jednak obrona...

- Jeśli w niedzielę w Koszalinie zagramy mecz na prawidłach wyścigu - kto rzuci więcej punktów, to więcej rzuci AZS - przestrzega swoich koszykarzy trener Stelmetu. - Musimy się szarpnąć na 40 minut twardej walki i uważnej obrony. Bo AZS ma najlepszy atak w lidze i koszykarzy, którzy najwięcej rzucają za trzy punkty. A jeszcze ostatnio po kontuzji wrócił gry Goran Vrbanc, który jest asem w tej dziedzinie - podkreśla Filipovski. Bardziej ogólnie o graczach AZS-u mówi: - Ludzie z doświadczeniem, które zdobywali w mocnych ligach.

Bywa, że szkoleniowcy w rozmaitych dyscyplinach sportu są przesadnie uprzejmi dla przeciwników. Możemy zgadywać, czy gdzieś w skrycie trener Stelmetu widzi AZS na jednej półce np. ze Śląskiem Wrocław, czy też jednak ciut niżej. Jakkolwiek jest, przestrogi o ofensywnej sile ognia Koszalina przesadzone nie są. Coś mogliby o tym opowiedzieć koszykarze Trefla Sopot, którzy w ostatniej kolejce zostali rozstrzelani 90:61, albo Wilki Morskie Szczecin - ofiara AZS-u sprzed dwóch tygodni rozgromiona 98:73.

Żeby w niedzielny wieczór Koszalin nie odpalił swoich najtęższych dział przeciwko Stelmetowi... - Trzeba najpierw powstrzymać trzech, graczy, którzy kreują grę. Chodzi o Dante Swansona, Qyntela Woodsa i Szymona Szewczyka - wyjawia plan Adam Hrycaniuk, środkowy reprezentacji Polski i Stelmetu.

Imię i nazwisko Qyntela Woodsa musi paść tutaj jeszcze kilka razy. Już to przerabialiśmy w pierwszej rundzie. I teraz też nie uda się inaczej. Przeczytacie i usłyszycie w wielu miejscach, że niedzielne starcie w Koszalinie stoi pod znakiem pojedynku dwóch panów Q. Przeczytacie i usłyszycie, ponieważ takie smaczki dobrze się sprzedają i podkręcają atmosferkę.

Quinton Hosley ze Stelmetu, niegdyś zawodnik Realu Madryt, wcześniej król snajperów ligi tureckiej, a dziś ciągle król, lecz już o wiele częściej obrony niż ataku, będzie się starał zatrzymać wracającego po rocznej przerwie do koszykówki Qyntela Woodsa z AZS, niegdyś wybranego do najlepszej piątki Euroligi(!!!) oraz na najlepszego skrzydłowego w Europie(!!!).

Tak sobie myślimy, że w formie z ostatniego meczu Hosley mógłby rzucić Woodsowi wyzwanie chyba nie tylko jako specjalista od obrony. Ale puenta należy do Filipovskiego: - Indywidualne wyzwania są oczywiście ważne. Jeśli jednak przeanalizować kolejne mecze, mogłoby się okazać, że Woods bez względu na okoliczności niemal zawsze rzuci swoje. Czy AZS-owi się wiedzie czy nie, taki koszykarz nie skończy meczu na zero. Ale w koszykówce i tak zawsze wygrywa drużyna...

Więcej o: