Sport.pl

Stelmet mógł mieć wielkiego Serba zamiast wielkiego Chorwata

Serb Ivan Radenović i Chorwat Jure Lalić na koniec stycznia skorzystali z ofert polskich klubów. Radenović debiutował w weekend w barwach AZS Koszalin, a Lalić w Stelmecie Zielona Góra. Dziś wiemy, że losy dwóch koszykarskich wielkoludów mogły potoczyć się odmiennie...
Istnieje pewne podobieństwo przy transferach obu podkoszowych. AZS i Stelmet należą w tym sezonie do czołówki Tauron Basket Ligi. Zbudowały mocne zespoły, przegrywają od święta. Może się zdarzyć, że na koniec sezonu razem staną na podium.

Zanim jednak w lidze zacznie się czas weteranów, czyli kluczowa walka w play-off, koszykarski Koszalin i koszykarska Zielona Góra jeszcze korygują składy, wzmacniają słabe punkty.

Stelmet z ulgą przyjął deklarację o gotowości do rozstania Australijczyka Daniela Johnsona. Z ulgą, bo w budżecie zrobiło się miejsce i a klub zaczął się rozglądać za klasycznym centrem - graczem, który nie będzie skory do tego, by z ognia podkoszowej walki zwiewać na obwód i polować na trójki.

- Zależy mi na zawodniku na pozycję numer pięć - wyjawiał trener Saso Filipovski. - Ale... - zostawił margines. - Od dobrej pozycji zawsze lepszy będzie dobry koszykarz. Dlatego, gdy nie trafimy na nikogo odpowiedniego na piątkę, wówczas weźmiemy czwórkę.

Stało się tak, że na koniec stycznia do Zielonej Góry dotarł olbrzymi Chorwat Jure Lalić, który wcześniej występował w Cibonie Zagrzeb - klubie niegdyś wielkim i bogatym.

Mniej więcej w tym samym czasie w Koszalinie też zaszła zmiana w strefie podkoszowej. AZS zrezygnował z usług Amerykanina Garricka Shermana. Sięgnął po Serba Ivana Radenovicia, który wcześniej występował w Crvenej Zvezdzie Belgrad - klubie ciągle wielkim i bogatym, choć już nie tak jak kiedyś.

Gdy Lalić już przedstawił się jako nowy koszykarz Stelmetu, zdradził, że interesowały się nim inne polskie kluby. Wymienił wśród nich AZS Koszalin. Dlaczego nic z tego zainteresowania nie wyszło? Bo Lalić konkretną ofertę dostał z Zielonej Góry. A Koszalin postawił na Radenovicia.

Czy mogło zdarzyć się na odwrót - czy Serb był dostępny także dla Stelmetu? Trener Saso Filipovski nie odpowiedział wprost, ale dał do zrozumienia, że tak. - Rynek podkoszowych jest dziś bardzo ograniczony i znany - wyjaśnił Filipovski.

Gdyby bazować wyłącznie na statystykach z ostatniego weekendu, nasunie się wniosek, że lepszy interes ubił Koszalin. Bo Radenović debiutował w zgodzie z tytułem "Wejście Smoka". Grał przez 18 minut, zdobył 17 pkt, 7 zbiórek i wymusił 8 przewinień, a AZS rozgromił 90:61 drużynę Trefla Sopot.

Lalić na dzień dobry dostał niespełna 10 minut gry w spotkaniu Stelmetu ze Śląskiem Wrocław (80:70). Mocno walczył o pozycje pod tablicami, ale jeśli chodzi o punkty czy zbiórki, rewelacji nie było, czyli raczej coś w zgodzie z tytułem "Jutro będzie lepiej"...

Mimo to trener Stelmetu jest spokojny, że dokonał właściwego wyboru. - Zawsze patrzę w takich sytuacjach na przydatność gracza dla drużyny. Radenović to czwórka. Całe życie grał jako czwórka. My potrzebowaliśmy piątki, czwórek mamy pod dostatkiem. Dlatego nam bardziej pasował Lalić, który jest lepszy jako piątka - ocenił Filipovski.

W niedzielę o godz. 20 na boisku w Koszalinie i na ekranach Polsatu Sport News zacznie się mecz, w którym czwórka Radenović i piątka Lalić mogą stanąć do walki twarzą w twarz. AZS kontra Stelmet - szykuje się porywające starcie! W pierwszej rundzie zielonogórski zespół zwyciężył 91:79.

Więcej o: