Sport.pl

Mimo upadku, mistrzostwa świata udane dla Mariusza Gila

Dobrze spisał się Mariusz Gil na mistrzostwach świata w kolarstwie przełajowym. Cyklista ze Strzelec Krajeńskich w czeskim Taborze zajął 22. miejsce, najwyższe w historii swoich startów w mistrzowskim wyścigu elity.
Najlepszych "błotniaków" świata zagrzewało dopingiem kilka tysięcy kibiców. Mariusz Gil wystartował z czwartego rzędu, rozpoczął rywalizację bardzo spokojnie. Pierwsze okrążenie ukończył na 26. miejscu. Z okrążenia na okrążenie Polak rozpędzał się, wyprzedzał kolejnych rywali i w pewnym momencie jechał na 21. pozycji, ze sporą szansą na awans do pierwszej dwudziestki. Niestety, miał pecha, zaliczył solidny upadek, w efekcie doścignęła go jadąca za nim grupka kolarzy. Zawodnik ze Strzelec Krajeńskich nie dał jednak za wygraną i choć uciekł mu Czech Tomas Paprstka, zdołał ukończyć wyścig na 22. miejscu, najwyższej w historii swoich startów na przełajowych mistrzostwach świata w kategorii elity.

Wygrał Holender Mathieu van der Poel przed Belgiem Wountem van Aertem i swoim rodakiem Larsem van der Haarem.

- Podczas piątkowego treningu nie czułem się najlepiej, ale już sobotnia jazda na trenażerze dawała nadzieję, że noga będzie podawała i w niedzielnym wyścigu tak było w rzeczywistości - mówił Mariusz Gil. - Rozpocząłem spokojnie, nie jechałem na sto procent, ale czułem, że w każdej chwili mogę mocno przyspieszyć. Gdyby nie mój błąd i upadek, była realna szansa na TOP20. Nie udało się, ale myślę, że 22. miejsce to dobry wynik, który daje mi sporo motywacji do dalszego ścigania. W trakcie wyścigu byłem pod dużym wrażeniem dopingu, jaki zgotowali mi polscy kibice. Jechało mi się dzięki temu rewelacyjnie. Dziękuję również moim partnerom: Challenge Tires, TRP Brakes. Teraz czeka mnie kolejny wyścig, w Parkcross Maldegem w Belgii.

WIĘCEJ INFORMACJI SPORTOWYCH SZUKAJCIE NA ZIELONA GÓRA.SPORT.PL