Sport.pl

Trzy żużlowe ligi - zbytek, brak wielkich miast - grzech, nowy sezon - odpowiedź

Aktualnie w polskim żużlu mamy ekonomiczny tygiel. Dwa kluby z ekstraligi pogrążyły się w organizacyjnym chaosie i zostały przymusowo zdegradowane do drugiej ligi - Częstochowa, Gdańsk. Inne nie otrzymują miejskich dotacji, które są ich fundamentem - Rybnik, Opole, a z drugiej strony najbogatsi zbroją się na sezon 2015 po zęby, zatrudniając drogie gwiazdy.
Niestety, bilans jest niekorzystny, bo jednak większość boryka się z problemami i robi wszystko, aby kolejny sezon nie był przysłowiowym gwoździem do trumny. Ratunek dla będącego w kryzysie polskiego żużla może być tylko jeden - reorganizacja rozgrywek, wsparcie Polskiego Związku Motorowego, telewizji oraz odrodzenie się czarnego sportu w wielkich ośrodkach.

Dziś mamy trzy kadłubowe ligi i tak naprawdę przeciętny kibic zespołu ekstraligowego nie jest w stanie wskazać, jakie drużyny startują na pierwszoligowym, a jakie na drugoligowym froncie. Przez lata w Polsce system rozgrywkowy był bardzo prosty i czytelny: czołowych dziesięć klubów walczyło o mistrzostwo, reszta zespołów w niższej klasie rozgrywkowej biła się o awans do grona najlepszych. Ten sprawnie działający system został sztucznie rozbity z chwilą, gdy do polskich rozgrywek zgłosiły się kluby z Lwowa, Debreczyna oraz Daugavpils. Utworzono wtedy trzy ośmiozespołowe ligi. Trójstopniowy podział przetrwał do dzisiaj, choć o występach w polskiej lidze naszych bratanków z południa mało kto pamięta. Doszliśmy jednak do ściany, gdyż w tym roku zachwiana i wypaczona została idea rządząca rozgrywkami, czyli system awansów i spadków. Pojawiły się za to przymusowe degradacje, a także konkursy na zespoły, które chcą jeździć w pierwszej lidze oraz ekstralidze. Z trudem uzbierano osiem klubów, które chcą się bić o drużynowe mistrzostwo Polski, nie zdołano uzbierać nawet ośmiu pierwszoligowych zespołów, a definitywny skład drugiej ligi nadal jest niepewny.

Ten stan trzeba naprawić, powracając do naturalnego podziału rozgrywek na dwie, liczne i ciekawe ligi. Takie rozwiązanie byłoby ze wszech miar słuszne i atrakcyjne dla stacji telewizyjnych, które dzisiaj, pomimo organizacyjnej degrengolady, są zainteresowane transmitowaniem czarnego sportu.

Nie wyobrażam sobie także w dalszym ciągu żużla w Polsce bez wielkich i silnych ośrodków w ekstralidze. Nie ma odwrotu. Dla dobra dyscypliny należy uczynić wszystko, aby sfinalizowane zostały budowy nowoczesnych stadionów w Łodzi i Poznaniu. Włączyć się w to aktywnie powinna Główna Komisja Sportu Żużlowego, Polski Związek Motorowy oraz minister sportu. Tylko prężne aglomeracje, do których ciągną młodzi ludzie, mogą wnieść do ekstraklasy i całego żużla ożywczy powiew świeżości. Byłoby pięknie, gdyby za przykładem aktywnych środowisk w Łodzi i Poznaniu kibice czarnego sportu odbudowali żużel w Warszawie. Potencjał ekonomiczny jest niewiarygodny, a jak pokazało zainteresowanie biletami na tegoroczne Grand Prix, które odbędzie się na Stadionie Narodowym (wejściówki rozeszły się w dwa dni), nad Wisłą jest wielkie zapotrzebowanie na żużel w najlepszym wydaniu.

Szkoda, że kompletnie w innej sytuacji są sympatycy czarnego sportu na Śląsku. Pięknie położony świętochłowicki stadion jest zapomniany i tylko nieliczni mieszkańcy tego miasta pamiętają, że wyścigi z udziałem Huszczy i Kochmana były wielkimi wydarzeniami sportowymi.

Czy w Polsce będziemy mieli nadal najsilniejszą oraz najbardziej przepłacaną ligę świata, czy pójdziemy śladem półamatorskich rozgrywek w Anglii, Danii czy Niemczech? Nie mam wątpliwości, że o tym zadecyduje najbliższy sezon.

Więcej o: