Stelmet szuka piątki, ale... - Lepszy dobry gracz, niż dobra pozycja

- Trenowaliśmy ostatnio zupełnie bez centra, Adam Hrycaniuk i Chevon Troutman leczyli kontuzje, a z Danielem Johnsonem rozstaliśmy się. Potrzebujemy wzmocnienia do strefy podkoszowej nawet w sytuacji, gdy Adam i Chevon będą w pełni zdrowi - ocenia Saso Filipovski, trener Stelmetu Zielona Góra.
Koszykarscy wicemistrzowie Polski polują na grubego zwierza... Już wiemy, że są bardzo zdecydowani, że chcą wykonać jeden celny strzał i że... nie za bardzo mają do kogo mierzyć.

Na koszykarskim rynku tak się zwykle układa, że to wartościowi podkoszowi przebierają w ofertach, a kluby ustawiają się do nich kolejce.

Zapytaliśmy Saso Filipovskiego, trenera Stelmetu, jak wyglądałby koszykarz wymarzony. Zanim padnie odpowiedź, najpierw rozgrzeszenie dla Johnsona za pożegnalny występ w Stelmecie.

Był bardzo słaby i zaniżał standardy Australijczyka. W sobotę z Wikaną Startem Lublin (84:76) Johnson grał ledwie 8 minut, nie zdobył przez ten czas ani jednego punktu, nie wywalczył ani jednej zbiórki.

- Mieliśmy wtedy i wciąż nam doskwierają problemy zdrowotne naszych podstawowych graczy podkoszowych. Z drugiej strony kontrakt Daniela był już rozwiązany. Przystąpił do meczu, jednak jego głowa była już poza Zieloną Górą i po prostu nie był zdolny do walki - tak Filipovski tłumaczył Australijczyka. - Daniel nigdy nie grał u nas dużo [średnio 12 minut w meczu - red.], ale dla mnie nawet pięć minut dobrej zmiany to czasami jest bardzo, bardzo dużo, a rola podkoszowych graczy jest po prostu szalenie ważna - dodał Słoweniec.

A teraz już wzmocnienie z marzeń trenera Stelmetu: - Jednak byłby to klasyczny środkowy na pozycje numer pięć. Bo mamy w zespole takich zawodników, którzy z trójki mogą dość swobodnie przechodzić na pozycje numer cztery. Brakuje za to takich, którzy z czwórki dawaliby radę pełnić także rolę piątki. Dlatego wybrałbym centra. Ale... - kontynuował Filipovski. - Rynek jest ograniczany, zawodnicy są związani kontraktami i wszystko może się różnie ułożyć. Jeżeli trafi się odpowiedni gracz z pozycji numer cztery, będziemy brali czwórkę. Dlatego, że zawsze lepszy jest dobry koszykarz niż dobra pozycja.