Trener Rosy: Chcieliśmy się bić, ale za późno to przyszło [ZDJĘCIA]

Kamil Zywert, Marek Zywert, Patryk Pełka - to koszykarze, którzy zwykle w Stelmecie Zielona Góra dostają najmniej szans, by grać, albo nie dostają ich wcale. Ale to właśnie oni wieńczyli dzieło zwycięstwa 73:59 w niedzielnym meczu Stelmetu z Rosą Radom. Trener Saso Filipovski mógł dać satysfakcję i minuty rezerwowym, bo wcześniej jego zespół rozłożył Rosę na łopatki.
Nie zabrakło w meczu mocarnej obrony, ale trochę zabrakło emocji. Dlaczego? Stelmetowi wystarczyło pięć minut, by przejąć kontrolę nad walką. Piorunujący start zielonogórskiego zespołu - 14:0 i 22:2 - udał się z dwóch względów. Koszykarze Stelmetu zawdzięczali coś sobie, ale także coś rywalom. Sobie to, że dobrze grali. Rywalom to, że pogubili się na starcie i kompletnie zacięli się przy rzucaniu z dystansu.

- Pierwsza kwarta zdecydowanie ustawiła cały mecz. My byliśmy w niej przestraszeni. Chcieliśmy się bić, ale za późno to przyszło. I tak biję brawo swoim koszykarzom za pogoń i grę do końca. Ale nam gra się ciężko, gdy nie siedzi trójka. A dziś polowanie na trójki wyglądało fatalnie. Trafiliśmy raz na 19 prób, a przy tym ten jedyny celny rzut należał do centera Johna Turka, który nie jest specjalistą od rzutów z dystansu. Pudłowaliśmy, bo chyba byliśmy ogólnie zbyt przerażeni. Stelmet jest dziś lepszym zespołem - docenił Wojciech Kamiński, trener Rosy.

Rzucanie za trzy punkty rzeczywiście zawiodło graczy z Radomia. Dla odmiany Stelmet pogubił zdobycze na linii wolnych, trafiając tu ledwie 15 z 28 szans. Jednak Saso Filipovski, trener Stelmetu, mógł ten mankament zmilczeć, bo... - Pracowaliśmy dobrze i graliśmy dobrze. Obrona, zbiórki, ograniczanie strat - zrobiliśmy to, o co nam chodziło. Mieliśmy koncentrację i kontrolowaliśmy mecz. Kosztowało to nas, bo Rosa ma potencjał, agresję i gra dobrą obronę. Łukasz Koszarek stracił mnóstwo energii, grał blisko 36 minut, zmieniali się przy nim rywale. Tak musi być, ponieważ ciągle czekamy na zmiennika dla niego. Kilka kandydatur jest rozważanych, ale Mikołaj żadnego nie przyniósł... - komentował Filipovski.

- Przy agresywnej obronie Rosy zdobyliśmy 73 punkty. To nie jest złe osiągnięcie - dopowiedział Aaron Cel, skrzydłowy Stelmetu. - Sami straciliśmy tylko 59 punktów, ale jakbyśmy się tak naprawdę ostro skupili do ostatnich sekund, to oni ledwie 50 by przekroczyli.